[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeśli tervola uknuł wszystko przeciwko Harounowi, uknuł to perfekcyjnie.Oskarżenie Bragiego mogło wynikać z dezinformacji.Kiedy wreszcie nastał czas pytań, powiedział całą prawdę.Dla siebie zatrzymał tylko poczucie, że bynajmniej wszystko jeszcze się nie skończyło, że wciąż musi postanowić, po której ze stron się opowie.W tej chwili skłaniał się ku swoim starym towarzyszom, mimo oczywistej perfidii bin Yousifa.Mógł być po stronie Bragiego, nie opowiadając się za Harounem.– Każ tym leniwym bękartom wiosłować! – krzyknął Bragi na Reskirda.– Cholera.– Pacnął dłonią, rozgniatając komara.Ulubione zajęcie wszystkich zebranych.– Niech dzieli nas jak najwięcej mil, zanim te błazny zmienią zdanie.Szyderca zmarszczył czoło w namyśle.– Czeka nas niezły marsz, stary kumplu.Podręcznikowy przykład z książki Harouna.Trochę nie podoba mi się, że muszę coś takiego zrobić Aristithornowi.To nie jest zły facet.Pozostali.Zasłużyli sobie na cokolwiek, co ich czeka.– Ja zastanawiam się, o czym paple stary przyjaciel.Przez cały czas bardziej i bardziej upolitycznione jego mowy są, póki całkiem nie potrafi już mówić z sensem.– Zawarłem układ z juntą, która przejęła władzę po tym, jak się pozbyliśmy Fademy.My już skończyliśmy to, po co tutaj przyszliśmy.Mamy Nepanthe.Jedynym powodem, dla którego tu wciąż jesteśmy, jest to, że nie mogliśmy wyjść.A więc powiedziałem im: „Puśćcie nas do domu, odejdziemy i już nigdy więcej nie sprawimy kłopotów.Jeśli się nie zgodzicie, będę was szarpał od tyłu przez cały czas, gdy będziecie musieli powstrzymywać Necremnos”.Argon jest w kiepskim stanie.Nie mieli wielkiego wyboru.Moi chłopcy bili ich za każdym razem, chociaż lekko.Nie mieli nerwów, by szturmować Fadem przeciwko moim łucznikom, mając na dodatek Necremnos za plecami, i dlatego się zgodzili.Ahring i TennHorst już opuszczają miasto.Jasna sprawa, że jak zobaczą szansę odpłacenia się nam pięknym za nadobne, z pewnością się na nią rzucą.Dlatego trzeba się, do cholery, pośpieszyć, Reskird.– Co z Necremneńczykami? – zapytał Szyderca.Ragnarson wyszczerzył zęby.– Ich strata.Nie przybyli tu dlatego, że potrzebowaliśmy pomocy.Przybyli, by plądrować.Oni by nas również porzucili, gdyby uznali, że ujdzie im to na sucho.Stary Pthothor wykręcał się za każdym razem, kiedy próbowałem ustalić obszary przeznaczone do złupienia.– Stary przyjaciel ma rację.Sztuczka godna Harouna.– Myślisz, że doniosą Pthothorowi? – zapytał Haaken, kiedy już przybili do brzegu i dołączyli do pozostawionej przez Ahringa eskorty.Nekremeńscy wodniacy teraz nie marnowali ani chwili, mknąc w górę rzeki.– Dopiero wówczas, gdy sam ich zapyta – odparł Bragi.– Ci chłopcy są przerażeni.Pędzą do domów.Później, kiedy spieszyli drogą wiodącą ponad poletkami ryżu, kilkaset stóp przed nimi niezgrabnie osiadł rok Visigodreda.Marco zwlókł się z jego grzbietu, z ciężkim plaśnięciem i jeszcze cięższym przekleństwem wylądował na ziemi.Zaraz zaczął się gramolić po nasypie drogi.Miał przekrwione oczy.Ześliznął się z powrotem.Bluznął, spróbował znowu.– Przeklęte przerośnięte ptaszysko, zrobiłeś to celowo.Mam zamiar przywołać tego pryszcza do porządku.Jesteś czymś mniej jeszcze wartym niż rzygi węża.Wiesz o tym, wielkodupy sępie?Ześliznął się znowu.Plusk!– Rzućcie mu linę – zaproponował Ragnarson.Ptak spokojnie czyścił dziobem pióra, ignorując wszystkich dookoła.– Mam zamiar wyrżnąć ci żołądek i zrobić sobie gulasz z podrobów – obiecał Marco.Żołnierze pomogli mu się osuszyć.Szyderczo podziękował Ragnarsonowi skinieniem głowy.– Mam dla ciebie słowo, szefie – powiedział.– Żebyś brał dupę w troki i wracał do domu.Ten padalec, Badalamen, spuszcza wszystkim baty jak Hammad al Nakir długie i szerokie.A El Murid powiedział mu, że w następnej kolejności będzie Kavelin.– Porwał włócznię z rąk żołnierza, ruszył na ptaka i walnął go między oczy.– Słuchaj, ptaku! Gdyby nie to, że alergicznie nie znoszę chodzenia pieszo.Ragnarson dał znak swoim towarzyszom, że mają się pospieszyć.Kiedy oddalili się już poza zasięg głosu Marca, ten wciąż jeszcze przeklinał.Armia codziennie pokonywała poważne odległości.Ragnarson również maszerował, demonstrując w ten sposób, że każdy może.Kolumna zaczynała się powoli rozciągać.Jeźdźcy równin przybywali czasem, by sobie popatrzeć, jednak wycofywali się natychmiast, gdy tylko spostrzegli Istotę i Jajo patrolujących flanki kolumny.Ragnarson ogłosił postój w pobliżu Throyes.Wysłał do miasta oddział furażerów – mieli również poinformować mieszkańców o obecności Varthlokkura.Nie wiedząc o niej, mogliby ulec pokusie.Łupy wiezione z Fademu były naprawdę znacznej wartości.Szyderca pojechał z nimi.Otrzymał pieniądze z łupów, poza tym znał Throyes z dawnych czasów.Zwłaszcza tutejsze domy gry.Właśnie w jednym z nich skontaktowała się z nim throyańska dziewiątka.Emisariusz był grubszy nawet od niego.Po twarzy pot spływał mu strumieniami, nadto nieładnie pachniał.Muchy musiały go uwielbiać.Jednak mężczyźni rozstępowali się przed nim, kiedy zmierzał do stolika, gdzie Szyderca, do którego uśmiechnął się los, zadziwiał gości wysokością stawek.Tamten przyglądał się mu przez trzy kolejki rzutów kośćmi.Potem wyszeptał:– Chcę z tobą pomówić, grubasie.– Hai! Oto przypadek, gdy przygania kocioł garnkowi.Odejdź, obfity przeszkadzaczu.– Chcesz, żeby ci ludzie sprawdzili twoje kości?Szyderca zagrzechotał kośćmi, zastanawiając się, czy zdoła je z powrotem podmienić tak, żeby grubas niczego nie spostrzegł.– Chodź.Musimy pogadać.Szyderca zebrał wygraną i przeprosił kibiców.Dom nie oprotestował jego odejścia, co samo w sobie było zadziwiające.Przecież prawie rozbił bank.Przed odejściem udało mu się podmienić kości.Wyszedł za grubasem na zewnątrz, a potem w boczną uliczkę.Tam schwycił go i przyłożył mu sztylet do gardła.– Jam jest stary zbój z bocznych uliczek.Najpierw podejmuję działania obronne, zanim jeszcze zatrzaśnie się pułapka – wymamrotał.– Mów.Bo drugie bardziej czerwone usta otworzę ci pod pierwszymi.Grubszy nie wydawał się szczególnie wstrząśnięty.– Przemawiam w imieniu Ukrytego Królestwa.Szyderca już wcześniej się zastanawiał, czy ktokolwiek się z nim skontaktuje.Nie uczynił wiele, by zadowolić lorda China.– Mów.– Ale nie rozluźnił się nawet na chwilę [ Pobierz całość w formacie PDF ]