[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wargi El Murida rozciągnęły się w ledwie widocznym uśmiechu i natychmiast popękały, tak były wyschnięte.–Katastrofa? Co znowu?–Plotki okazały się prawdziwe.Aboud znowu wynajął Hawkwinda.El Murid poczuł, jak żołądek skręca mu się w ciasny supeł.Ze wszystkich sił starał się, by na jego twarzy nie znać było strachu.Stłukli go jak najnędzniejszego kundla pod Wadi el Kuf.Przepełnili jego duszę przerażeniem.Nie potrafił o tym myśleć, nie kuląc się wewnętrznie.–Hawkwinda? – wyskrzeczał.–Widziałem ich na własne oczy, panie.Prowadziłem Czwartą przez szczelinę między el Aswad a Wielkim Ergiem.Moi zwiadowcy donieśli o obecności licznego oddziału wroga.Poprowadziłem do ataku jeden batalion i wydałem im krótką potyczkę.Odpędzili nas, jak się odgania muchy.El Murid przełknął z wysiłkiem ślinę.Wspomnienia Wadi el Kuf napłynęły mu do głowy, rojne, bezładne, chaotyczne.Po prostu nie potrafił jasno myśleć.Hali zrozumiał jego milczenie jako zachętę do dalszych wyjaśnień.–Było ich tysiąc, panie, włączywszy wiele kopii ciężkiej kawalerii oraz wielkie tabory.Przyszli tu na długą kampanię.Patrole śledziły ich, póki nie weszli do el Aswad, ale niewiele więcej zdołały się dowiedzieć.Kolumnę osłaniał najlepszy oddział lekkiej kawalerii Abouda.Ufam, że nasi agenci we Wschodniej Fortecy będą w stanie dostarczyć dokładniejszych informacji.El Murid zwyczajnie nie potrafił przejść do porządku nad tymi wieściami.W końcu wyskrzeczał:–To naprawdę był Hawkwind? Jesteś zupełnie pewien?–Byłem pod Wadi el Kuf, panie.Nie zapomniałem, jak wyglądają jego proporce.–Ani ja, Mowaffak.Ani ja.– Wstrząs powoli mijał.– Więc tak.Aboud jest dostatecznie przerażony, żeby najmować obcych.Dlaczego, Mowaffak? Ponieważ Bicz Boży miał śmiałość bronić Hammad al Nakir przed throyańskimi drapieżcami?–Sądzę, że nie o to chodzi, panie.Sądzę, że król chce zemsty.– W tonie głosu Haliego znać było napięcie.Najwyraźniej usiłował dać mu coś do zrozumienia.–Aboud ma szczególne powody, aby nam źle życzyć! Oprócz pragnienia przedłużenia swej mrocznej dynastii?–O to właśnie chodzi, panie.Nie będzie już żadnej dynastii.Skoro książę Farid nie żyje, jedynym spadkobiercą został Ahmed.I nasi przyjaciele, i rojaliści traktują jego kandydaturę jak kiepski żart.–Farid nie żyje? Kiedy to się stało?–Dawno temu, panie.Sam Karim podjął się tego zadania.–Nasi ludzie go zamordowali? Karim? To znaczy, że wysłał go Bicz Boży? – Nawet słowo na ten temat nie dotarło do jego uszu.Dlaczego trzymali w tajemnicy te niemiłe wieści? – Co jeszcze Nassef robi? O czym jeszcze nie wiem?–On niszczy Quesani, panie.Głównie wykorzystując Niezwyciężonych.Ale być może uznał zamach na Farida za zbyt poważne zadanie, by powierzyć je komukolwiek prócz swego osobistego asasyna.El Murid odwrócił się od tamtego, zarówno po to, by ukryć swój gniew na Nassefa, jak i niesmak wobec wyraźnych prób uprawiania polityki przez Haliego.Niezwyciężeni mieli w pogardzie Nassefa.Byli przekonani, że nie jest takim samym bandytą, za którego mieli go rojaliści.–Bicz Boży przebywa gdzieś w pobliżu Throyes.Jest zbyt zajęty, aby go tym kłopotać.–To jest zadanie dla Niezwyciężonych, panie.–Czy mamy tak wielu wolnych ludzi, Mowaffak? Niezależnie od tego, jak i bardzo nienawidzę waliego, jego klęska nie znajduje się na pierwszym miejscu wśród naglących spraw.–Panie…–Twoje bractwo musi wziąć w tym udział, Mowaffak.El Nadim jest w dolinie.Przyślij go do mnie.–Jak rozkażesz, panie.– Ton głosu Haliego był kwaśny.Już chciał zaprotestować przeciwko obciążaniu jednego z zauszników Nassefa tak odpowiedzialnym zadaniem, ale po zastanowieniu skłonił się tylko i wyszedł.El Murid zmęczony powstał.Na jego drodze pojawił się służący, wyciągając już dłoń w niemej propozycji pomocy.Adept odesłał go gestem.Wiedział już, że nigdy całkiem nie dojdzie do siebie.Wadi el Kuf uczyniło zeń przedwcześnie starca.Poczuł ukłucie gniewu.Yousif! Hawkwind! Ukradli mu młodość.Minione lata nie stępiły ostrza jego gniewu.Zniszczy ich.Ci dwaj znajdowali się teraz w jednym miejscu, jak dwa jaja w jednym gnieździe.Był cierpliwy i doczekał się Pańskiej łaski.Teraz orzeł sfrunie z niebios i pochwyci swą ofiarę.Jeden druzgoczący cios.Jedno śmiałe uderzenie i pustynia będzie wolna.Tym razem nie będzie żadnych wątpliwości odnośnie el Aswad.Mniejsza już o wojnę z Throyes.Poczuł ukłucie bólu w nodze.Kostka nigdy nie wygoiła się do końca.Zamachał rękoma, odzyskując równowagę, ale to tylko zrodziło nowy ból w złamanym niegdyś ramieniu.Jęknął.Dlaczego kości nie chciały się zrastać? Dlaczego nie przestawały boleć?Sługa pochwycił go, nim zdążył upaść, próbował zaprowadzić do tronu.–Nie – powiedział.– Zabierz mnie do mojej żony.Niech el Nadim tam do mnie przyjdzie.Meryem przejęła go z rąk pomocnika, zaprowadziła na wielką poduszkę i pomogła się położyć.–Znowu twoje kontuzje?Przytulił ją do siebie, nie puszczał przez długą chwilę.–Tak [ Pobierz całość w formacie PDF ]