[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przyszedł kolejny stażysta, który przejął na siebie masaż serca.Biedaczysko z NW mógł wrócić do swoich normalnych obowiązków.Później przyszła moja kolej.–Spróbujemy wapna? – odezwał się ten nowo przybyły stażysta.Lekarz wstrzyknął wapno.Poprosiłem o kolejny zgłębnik nosowo-żołądkowy, ale nie mogłem go włożyć, dopóki kolega-stażysta nie zmienił mnie przy masażu.W żołądku nie było za wiele, z wyjątkiem powietrza, które najprawdopodobniej wtłoczyłem pomyłkowo przez źle włożoną rurkę dotchawiczą.Powiedziałem lekarzowi, że pacjent jest tym, o którego EKG rozmawialiśmy przez telefon.Powiedziałem mu też, że zdjęcie zrobione przenośnym aparatem rentgenowskim jest, ogólnie rzecz biorąc dobre.Ze zdziwieniem zauważyłem Doładowarę, który spokojnie obserwował nasze gorączkowe wysiłki.Pielęgniarki musiały po niego zadzwonić.Zrobił kilka dosercowych zastrzyków adrenaliny.Nadal nie mogliśmy przerwać asystolii, chociaż wypróbowaliśmy wszystkie możliwości.Pompowanie i oddychanie, pompowanie i oddychanie; przez kolejne piętnaście minut widzieliśmy tylko prostą kreskę na monitorze.–Starczy.Przerwijcie.Doładowara wreszcie się odezwał – po trzydziestu minutach ciszy.Jego słowa tak nas zaskoczyły, że nie przerywaliśmy, jakby nic nie powiedział.–Dosyć – powtórzył.Pierwsza przerwała siostra od worka Ambu.Następnie stażysta, który akurat wykonywał masaż.Wszyscy byliśmy kompletnie wyczerpani i pragnęliśmy wreszcie się położyć.Wiedzieliśmy, że mogliśmy przestać wcześniej, gdyby nie źrenice.Zwężenie źrenic jest jedną z oznak przywracania do życia – to nas mobilizowało.Okazało się, że tym razem był to fałszywy znak.Przestaliśmy – facet nie żył.Doładowara wyszedł i zniknął w korytarzu, idąc do dyżurki pielęgniarek, gdzie załatwił wszystkie papiery i skąd zadzwonił do rodziny zmarłego.Pielęgniarki odłączyły EKG, a ja wyjąłem dużą igłę dosercową.–Jak sobie dajesz radę z trafieniem w serce? – spytałem.–Udawało mi się za każdym razem, ale miałem tylko dwie próby – odpowiedział.–Moja skuteczność to tylko pięćdziesiąt procent – wyznałem.Po założeniu dziesięciocentymetrowej strzykawki podszedłem do pacjenta i ustawiłem ją pod kątem Louisa, poniżej mostka.Dało mi to odpowiednie ułożenie w stosunku do klatki piersiowej.Następnie trzeba było znaleźć czwarte międzyżebrze z lewej strony.Igła weszła gładko, a gdy wyciągnąłem tłoczek, zbiornik strzykawki wypełnił się krwią.Trafiłem.–Myślę, że cały problem polega na tym, że przechodziłem dotąd przez trzecie międzyżebrze – stwierdziłem.Spróbowałem jeszcze raz, ale przez trzecie.Faktycznie, po wyciągnięciu tłoczka nie było śladów krwi.–To jest to.No, teraz ty.Podałem mu strzykawkę i trafił bez pudła.Wyciągnąłem rurkę dotchawiczą z gardła zmarłego i wytarłem gęsty śluz z końcówki o prześcieradło, na którym pozostał szary ślad.–Trudno mu było włożyć tę rurkę.Chcesz spróbować?Ostrożnie podałem mu rurkę trzymaną między kciukiem a palcem wskazującym.Teraz byłem już dobry, bo przez ostatnie miesiące zawsze wykorzystywałem takie przypadki nieskutecznej reanimacji, które były niestety dość częste, do treningu.Wziął laryngoskop i włożył do środka.Powiedział, że nic nie widzi.Spojrzałem mu przez ramię i stwierdziłem, że nie podciąga wystarczająco końcówki ostrza.–Podnoś, aż będzie ci się wydawało, że zwichnąłeś mu szczękę.Ręka mu zadrżała, gdy ciągnął.Jeszcze niedobrze.–Może ja spróbuję.Podciągnąłem i prawą ręką nacisnąłem krtań.Można już było zobaczyć struny głosowe.–To wszystko jest pod bardzo ostrym kątem.Spróbuj jeszcze raz, ale naciśnij na krtań.Pielęgniarka wsadziła głowę do sali i powiedziała, że potrzebuje monitor, żeby oddać cały wózek na NW.Ruchem ręki pokazałem, żeby przez chwilę nie przeszkadzała i patrzyłem koledze przez ramię, jak mu idzie.Z zadowolenia aż westchnął, gdy zobaczył struny głosowe.Wychodząc, przekazał monitor pielęgniarce, która cmoknęła z niesmakiem.Nagle zostałem sam.Cały ruch, jak ponura parada, przeniósł się w stronę żywych w innych częściach szpitala.Znów myślałem, gdzie pójść – do siebie czy do Karen.Czułem się osamotniony, szczególnie teraz, po śmierci tego mężczyzny [ Pobierz całość w formacie PDF ]