[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Większość nazw ulic brzmiała dla jego uszu całkowicie obco.Z Houston Street skręcili w prawo w Eldridge, a następnie w lewo.Jack spojrzał na tabliczkę.Wjeżdżali w Broome Street.Cztero- lub pięciopiętrowe domy w części nie były zamieszkane, okna zabito deskami.Nieprawdopodobne, żeby w takiej okolicy mieściło się laboratorium medyczne.Za następną przecznicą okolica nieco się zmieniła.Zauważył sklep z akcesoriami hydraulicznymi z okratowanymi oknami.Wzdłuż ulicy ciągnęły się sklepy z narzędziami i materiałami budowlanymi i wykończeniowymi.Nad sklepami były mieszkania, a może magazyny.W połowie ulicy taksówkarz skręcił i podjechał do krawężnika.Stanęli przy Broome Street 550.Nie było tu żadnego laboratorium.Poczta, lombard, sklep monopolowy i zakład szewski.Jack zawahał się.W pierwszej chwili pomyślał, że pomylił adres.To było jednak mało prawdopodobne.Nie tylko zapisał go na kartce, ale pamiętał, że Igor dwukrotnie go powtórzył.Zapłacił za kurs i wysiadł.Jak wszystkie sklepy w okolicy, tak i ten był zabezpieczony spuszczaną na noc kratą.W oknie wystawowym leżała mieszanina najprzeróżniejszych przedmiotów - obok elektrycznej gitary kilka kamer i bogaty wybór taniej biżuterii.Wielki szyld nad drzwiami informował: OSOBISTE SKRZYNKI POCZTOWE.Na szybie drzwi wymalowano: REALIZUJEMY CZEKI.Jack podszedł do okna i zajrzał do wnętrza.Za kontuarem stał wąsaty mężczyzna w punkowej fryzurze.Ubrany był w wojskowy mundur polowy.Z tyłu sklepu znajdowała się kabina z pleksi przypominająca bankowe stanowisko kasjera.Po lewej stronie w ścianie zamontowano kilka rzędów skrzynek pocztowych.Zaciekawiło to Jacka.Jeżeli laboratorium Frazera korzystało tu ze skrzynki pocztowej, to budziło to podejrzenia.W pierwszym odruchu chciał wejść do sklepu i zapytać, lecz rozmyślił się.Wiedział, że obsługa osobistych skrzynek pocztowych miała obowiązek zachowania pełnej dyskrecji w sprawach klientów.Prywatność była głównym powodem zakładania anonimowych skrzynek pocztowych.Jack chciał nie tylko dowiedzieć się, czy laboratorium Frazera ma tu swoją skrzynkę, ale najlepiej zwabić przedstawiciela laboratorium do sklepu.Powoli w jego głowie rodził się plan działania.Odszedł od okna, aby nie zauważył go właściciel sklepu.Przede wszystkim potrzebował książki telefonicznej.Okolica lombardu wydawała się opustoszała.Poszedł więc na południe w stronę Canal Street.Tam znalazł aptekę.Z książki telefonicznej przepisał cztery adresy: najbliższego sklepu z odzieżą służbową, wypożyczalni furgonetek, sklepu z artykułami biurowymi i biura Federal Express.Sklep z odzieżą był najbliżej, tam więc skierował pierwsze kroki.W sklepie niestety nie potrafił sobie przypomnieć, jak wyglądają służbowe ubiory kurierów Federal Express.Nie załamał się takim drobiazgiem.Jeśli on nie pamięta, to pewnie i sprzedawca nie pamięta.Kupił parę niebieskich spodni i białą koszulę z zapinanymi kieszeniami i naramiennikami.Kupił także czarny pasek i niebieski krawat.- Nie będzie miał pan nic przeciwko temu, że tu się przebiorę? - zapytał sprzedawcę.- Ależ skądże, bardzo proszę - odparł zapytany i wskazał prowizoryczną kabinę.Spodnie okazały się nieco za długie, ale Jackowi się podobały.Gdy spojrzał w lustro, uznał, że czegoś mu brakuje.Dokupił więc niebieską czapkę z daszkiem.Otrzymawszy należność, sprzedawca zapakował ubranie Jacka.Zanim jednak je zapakował, Jack przypomniał sobie o rymantadynie i wyjął fiolkę z kieszeni.Nie chciał przeoczyć żadnej z kolejnych dawek.Następny przystanek wyznaczył sobie w sklepie z artykułami biurowymi.Kupił papier pakowy, taśmę klejącą, średniej wielkości pudełko, sznurek i paczkę nalepek informacyjnych naklejanych na paczki.Ku swemu zdziwieniu znalazł również nalepki z oznaczeniem "Uwaga! Zagrożenie biologiczne".W innej części sklepu znalazł plakietki-identyfikatory przywieszane do kieszeni i blok z wydrukowanymi formularzami zamówień.Po zgromadzeniu wszystkiego podjechał do kasy i zapłacił.Kolejny postój miał miejsce w biurze Federal Express.Z kosza stojącego w hallu biura wyjął kilka nalepek adresowych oraz plastykowych kopert używanych do przymocowania adresu do paczki.Ostatnim etapem była wypożyczalnia furgonetek.Wypożyczył samochód odpowiedni do rozwożenia paczek.To zabrało mu najwięcej czasu, gdyż musiał poczekać, aż ktoś z obsługi sprowadzi samochód z parkingu położonego gdzieś dalej.Czas oczekiwania wykorzystał na przygotowanie paczki.Chcąc nadać jej odpowiedni ciężar, postanowił włożyć do środka trójkątny kawałek drewna, który zauważył na podłodze przy wejściu do biura wypożyczalni.Prawdopodobnie służył za blokadę dla otwartych drzwi.Kiedy osoba obsługująca klientów opuściła na moment stanowisko za ladą, Jack błyskawicznie podniósł klocek i wrzucił do pudełka.Wyrwał kilka stron z "New York Post" i wypchał nimi pudełko.Zamknął je i potrząsnął.Nic nie grzechotało w środku.Zadowolony, dokładnie okleił je taśmą.Po owinięciu w papier i obwiązaniu sznurkiem oblepił paczkę informacyjnymi etykietami, również tą z napisem: "Uwaga! Zagrożenie biologiczne".Ostatnia była etykieta Federal Express, którą starannie wypełnił, adresując do Laboratorium Frazera.Jako nadawcę wpisał National Biologicals.Oryginał oderwał, a kopię włożył do plastykowej zawieszki i przymocował na paczce.Był zadowolony.Paczka wyglądała bardzo oficjalnie, a nalepki nadały jej pożądany wygląd.Kiedy przyjechała furgonetka, Jack wyszedł z biura, wrzucił na tył samochodu resztę papieru pakowego, przesyłkę, paczkę ze swoim ubraniem, zamknął drzwi, wsiadł za kierownicę i odjechał.Zanim dojechał na miejsce, zatrzymał się dwukrotnie.Raz przed apteką, w której skorzystał z książki telefonicznej.Kupił w niej lek na coraz bardziej dokuczliwy ból gardła.Drugi raz przed restauracją sprzedającą jedzenie na wynos.Nie był głodny, ale zrobiło się późno, a on nic jeszcze nie jadł.Nie wiedział też, jak długo przyjdzie mu czekać po doręczeniu paczki.Jadąc z powrotem na Broome Street, otworzył kupiony w restauracji sok pomarańczowy i zażył kolejną tabletkę.Wobec nasilających się objawów choroby chciał utrzymać wysoki poziom leku we krwi.Podjechał prosto pod lombard.Silnik zostawił włączony, światła zapalone.Trzymając w ręku podkładkę z formularzami, wyskoczył z samochodu, podszedł od tyłu.Wyjął paczkę i wszedł do sklepu.Dzwonek zamocowany na drzwiach ostro zadzwonił.Jak wcześniej w sklepie nie było klientów.Wąsaty mężczyzna w wojskowym moro spojrzał znad gazety.Włosy sterczały mu pionowo, co sprawiało, że wyglądał na permanentnie zaskoczonego [ Pobierz całość w formacie PDF ]