[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zostań dokładnie tam, gdzie jesteś, to nic ci się nie stanie.Żołnierz zamarł.Był młody, nie miał jeszcze dwudziestu lat.- A teraz wyjdź, tylko spokojnie.Żołnierz posłusznie wykonał polecenie.Cały się trząsł.- Gdzie drugi wartownik?W odpowiedzi tamten jedynie pokręcił głową.Pułkownik podniósł broń na wysokość głowy żołnierza i powtórzył pytanie.- Poza mną nikogo nie ma - zapewnił wartownik.- Jeżeli kłamiesz, to pierwszy zginiesz.Rozumiesz?- Tak jest.- Obejrzymy ciężarówkę.Pułkownik zapalił latarkę i zaczął oświetlać drogę.Podążył za żołnierzem, który postanowił podnieść ręce do góry.Ciężarówka okazała się rozpadającym się wrakiem.Sflaczałe opony, powybijane szyby, chwasty zaglądające do wlotu chłodnicy.- Jest inna ciężarówka? - spytał, zniżając głos do wymuszonego szeptu.- W garażu.- Otwieraj, tylko cicho.Jeżeli ktoś się obudzi.Ciężarówka w garażu była zupełnie nowa, pomalowana na ciemnooliwkowy kolor.Wszystkie opony były napompowane.Trzymając broń wycelowaną w wartownika, pułkownik uchylił drzwi od strony kierowcy i skierował światło latarki na tablicę rozdzielczą.Niepotrzebny był kluczyk zapłonu - wystarczyło włączyć system zasilania i nacisnąć przycisk rozrusznika.Wyciągnął rękę i pstryknął przełącznikiem elektrycznym.Zapaliły się kontrolki.Rzucił okiem na wskaźnik paliwa: wskazówka spoczywała po lewej stronie.Brak paliwa! Szybkim ruchem wyłączył przełącznik.- Gdzie benzyna?- Od miesiąca nie mieliśmy benzyny.- Młody żołnierz trzymał teraz ręce opuszczone i mówił nienaturalnie głośno.Pułkownik opuścił lufę pistoletu i posłał pocisk w ziemię tuż obok stopy żołnierza.Zamiast huku wystrzału rozległ się jedynie cichy trzask.- Lepiej będzie, jak poszukasz.- Jest tam - wskazał szybkim, nerwowym gestem.Pod ścianą obok motocykla stało parę kanistrów.Pułkownik podniósł jeden: napełniony do połowy.Pozostałe były puste - wszystkie osiem.- Ten motocykl jest sprawny?- Oczywiście.Kapitan dojeżdża nim codziennie do reaktora.A w niedzielę do miasta.On.- Przymknij się!Szybko sprawdził pozostałe kanistry w garażu: wszystkie były puste.Obejrzał dokładnie kierownicę, opony, odkręcił kołpak na zbiorniku paliwa; przynajmniej do połowy napełniony.Kazał trzęsącemu się żołnierzowi dolać benzyny z kanistra.- Dobra, wyprowadź motocykl i postaw go przy budce obok bramy.W świetle latarni nad bramą pułkownik dokonał przeglądu maszyny.Odkręcił kurek doprowadzając paliwo do gaźnika, pokręcił rączką gazu, skontrolował łańcuch i sprzęgło.Jedynym sposobem na przekonanie się, czy motor działa, było jego uruchomienie.Ale nie tutaj.- Popchaj go dalej - polecił, wskazując w kierunku północno-zachodnim, w stronę reaktora.Żołnierz posłusznie spełnił rozkaz.Pchanie motocykla po piaszczystej drodze w ciemnościach nie było łatwym zajęciem.W pewnej chwili motor przewrócił się, a żołnierz zwalił się na niego.Pułkownik czekał, aż chłopak podniesie maszynę i zacznie dalej pchać.Po przebyciu około pół kilometra nakazał żołnierzowi zatrzymać się i ustawić motocykl na podpórce.Następnie zaświecił mu latarką prosto w oczy i strzelił mu między oczy, gdy ten stał mrugając bezradnie powiekami.Żołnierz osunął się na ziemię bez jednego dźwięku.Pułkownik zaciągnął ciało z drogi w gąszcz zielsk.Schował pistolet do kieszeni, latarkę do drugiej i wsiadł na motor.Wcisnął lekko starter, aż wyczuł sprężanie; wtedy uniósł się i mocno opadł całym ciężarem ciała.Nic.Ponowił próbę.Znowu bezskutecznie.Jeszcze raz.Za czwartym razem motocykl raz zacharczał; musiał jednak dodać za dużo paliwa, bo zaraz zgasł.Po kilku bezowocnych próbach motor zawarkotał, budząc się do życia.Wskoczył na siodełko i czekając, aż silnik się rozgrzeje, zapalił latarkę, żeby spojrzeć na zegarek.Minęło pięćdziesiąt minut - pozostała mu jeszcze godzina ciemności.Zwolnił ostrożnie sprzęgło, wrzucił bieg i przekręcił rączkę gazu.Silnik niemal zgasł, podkręcił więc obroty.Pułkownik zatrzymał motor w odległości stu metrów przed wejściem na teren elektrowni i dalej poszedł na piechotę.Przy drzwiach czekało dwóch jego ludzi.- Zdawało nam się, że przed chwilą słyszeliśmy odgłos pracy silnika - odezwał się jeden.- Nie mylicie się, to był rzeczywiście samochód.Zaparkowałem dalej przy drodze na wypadek, gdyby ktoś przechodził [ Pobierz całość w formacie PDF ]