[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jane ze zdumieniem odkryła, jak niewiele Blugg robi w porównaniu ze swymi podwładnymi - wydawało się, że jego praca składa się z bezcelowego łażenia oraz długich, niezrozumiałych rozmów, na wpół służbowych, a na wpół plotkarskich.Czasem grywał w domino z przysadzistym facetem z Działu Zakupów - obaj zgarbieni nieruchomo nad deską, zerkający na siebie podejrzliwie i szachrujący przy każdej okazji.- Umyj twarz - powiedział podczas którejś przerwy na lunch.- Ręce też i wyszoruj paznokcie.Musisz zrobić dobre wrażenie.- Czemu? - zapytała.- Nie twoja sprawa! Nie twój interes, czemu.Rób, co mówię, i tyle.Blugg poszedł za nią do umywalni i stał tam, kiedy się myła, pilnując, by namydliła się szarym mydłem.W pewnym momencie własną śliną starł jej jakąś plamę z ucha.Wyszli na zimną mżawkę i podeszli do niewielkiego kantorka zaraz przy głównej bramie.Blugg zapukał i weszli do środka.W kantorku siedziała elegancka, smukła, ubrana na czarno elfka.Patrzyła przez okno i paliła papierosa.Kiedy weszli, odwróciła głowę, nic tylko puder i wysokie kości policzkowe.Dość beznamiętnie zapytała:- Czy to ona?- To ona - przytaknął Blugg.Elfka wstała.Była o dobre półtorej głowy wyższa od Blugga.Stukając obcasami, podeszła do Jane i ścisnęła kciukiem i palcem wskazującym jej podbródek.Odwróciła jej głowę w jedną, potem w drugą stronę, marszcząc krytycznie czoło.- Bardzo posłuszna - powiedział Blugg, jak przekupień.- Robi dokładnie, co się każe, pstryk i już, nie trzeba jej dwa razy powtarzać.Jane wpatrzyła się w oczy elfki.Były zimne, jak szare okruchy lodu, a cerę wokółnich pokrywały skomplikowane bruzdy zmarszczek, sugerując całkiem niewidoczne z drugiego końca pokoju lata i dziesięciolecia.Nagle zwidziało jej się, że ta twarz to tylko cieniutka maska naciągnięta na czaszkę kobiety.W pozbawionych błysku oczach pojawiło się coś na kształt zrozumienia.- Ty się mnie boisz?Jane pokręciła ze strachem głową.- A powinnaś.Oddech elfki pachniał kandyzowanymi słodyczami i nikotyną.Z uszu zwisały dwie podłużne perły, długie jak pół jej palca wskazującego, wyrzeźbione w tępe wężowe kształty.Palce zaciskały się na podbródku Jane, aż łzy zaczęły mimo woli napływać jej do oczu.Wreszcie uwolniła ją z uścisku.- Zastanowię się - powiedziała.Machnęła ręką ku drzwiom.- Możecie iść.Kiedy znaleźli się na dworze, Blugg był w niewytłumaczalnie świetnym nastroju.- Wiesz, kto to był? - Prawie zarechotał.I nie czekając na odpowiedź, dodał: - Ona jest z Greenleafów! Z Greenleafów!Jane niemal natychmiast zapomniała o tym spotkaniu.Dla niej było to tylko jedno z wielu dziwnych zdarzeń.* * *Niedługo potem Kogut wrócił do pracy.Demony ze stolarni zrobiły mu wózeczek, żeby poruszał się, póki nie będzie miał siły samodzielnie chodzić, a Jane i Szczudłak codziennie wozili go w nim do pracy i z powrotem, każde ciągnąc za jedną rączkę wózka.Któregoś wieczoru, gdy prowadzono ich z powrotem do noclegowni, musieli zatrzymać się przy bramie, bo dzienna zmiana akurat kończyła pracę.Musieli poczekać w cieniu monstrualnego, czarnego Zegara, przepuszczając potok kuśtykających, powłóczących nogami i podskakujących robotników.Wszyscy dochodzący pracownicy czekali w kolejce do Zegara.Odbijali w nim swoje karty, całowali kamień z Boginią i odchodzili.Szczudłak patrzył tęsknie za bramę.Widział tam tylko parking i zapylony zakręt asfaltowej drogi, ale gapił się, jakby to były Wyspy Zachodnie.Blugg podszedł do niego od tyłu, położył mu dłoń na ramieniu.Szczudłak zadarł głowę.Szerokie usta Blugga wykrzywiły się w wyrazie niemal przypominającym uśmiech.Wyskubał z nasady szyi Szczudłaka małe piórko, przysunął je do zmrużonych oczu.- Huhmmmm.- Włożył piórko do ust i powoli, delektując się, rozpuścił je na języku.-Chyba już najwyższy czas, żebyś poszedł do lecznicy, co? - mruknął.- Jane! Przypomnij mi z rana, żebym posłał tego tu do doktora na.Nie było pewności, czy Szczudłak rozumiał, o czym Blugg mówi.Ale coś w nim pękło.Z wysokim, rozpaczliwym krzykiem puścił uchwyt wózka i pobiegł.Blugg zaklął i ociężale ruszył za nim, lecz ze swoją tuszą nie miał szans dogonić drobnej, chudej postaci [ Pobierz całość w formacie PDF ]