[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wynik dochodzenia rozjaśnił trochę wydarzenia, do których doszło.Być może nie mylono się, przypuszczając, że Mori-san chciał zmusić córkę do poślubienia Matsu, któremu to obiecał.Yuriko musiała się opierać, jak twierdziła Midori.Ale nie wykluczano, iż zgodnie z naturą japońskich kobiet miała zamiar ulec.I wówczas nadeszła wiadomość przesłana przez Teruko-san – przyjedzie Grane-san, aby ją zabrać.Pewnie wtedy Matsu zadecydował o samobójstwie, wiedząc, że straci Yuriko, gdy tylko się zjawię.Możliwe też, że z premedytacją pozbawił ją życia, zatapiając łódź.Przerażająca myśl – jej ojciec na odległość mógł to wyreżyserować i rozkazać wykonać! Nikt nie wiedział, czy te podejrzenia się potwierdzą, bo Mori nadal pozostawał na wolności.Pozostawało otwarte pytanie: zabójstwo czy samobójstwo, wiedza czy niewiedza Yuriko?Podczas śledztwa Midori-san, która nawet wtedy miała na plecach swoją najmłodsząpociechę, podała mi coś nad stołem – wytarty różaniec.Nie przyjrzałem mu się dokładnie, więc w pierwszej chwili sądziłem, że to buddyjski sznur modlitewny.Potem jednak sierżant, Irlandczyk z pochodzenia, podniósł go do góry – czy nie widzę krzyża? To miała w ręce, gdy ją znaleziono?– Był tak mocno owinięty o prawą rękę, że się nie zsunął – wyjaśniła Midori.Niepojmowałem, że może się przy tym uśmiechać, jak gdyby opowiadała o jakimś dawno widzianym przedstawieniu.O, córki Nipponu nie płaczą… Co mogłem wiedzieć o starym zwyczajunakazującym nawet w największym cierpieniu ukazywać uśmiechnięte oblicze otaczającemu światu?Zaraz też schowałem cenną pamiątkę.Co należało jeszcze wyjaśniać? Nikt oprócz samego Boga nie był świadkiem ostatniej,decydującej rozmowy pomiędzy Yuriko i Matsu.Nikt też nie mógł powiedzieć, czy Yuriko świadomie spojrzała w oczy śmierci, czy padła ofiarą przestępstwa.Nigdy już nie będę mógł jej o to zapytać – nie na tym świecie.Gdy opuszczałem wyspę, na niebie jakby na przekór pokazało się słońce.Ale w moimwnętrzu panowały ciemności.Nieruchomo siedziałem w kutrze niosącym mnie ku lądowi.Nie towarzyszyły mu mewy, bo ręce i serce ziały pustką.Potem spotkało mnie to, co musiało mnie spotkać.Ledwie znalazłem się we własnychczterech ścianach, gdy dostałem gorączki, która wstrząsała mną niczym drapieżnik trzymaną w pazurach zdobyczą.Przez całe tygodnie trwałem zawieszony między życiem a śmiercią.Wmajakach przywoływałem ciągle Yuriko, złorzeczyłem Matsu i rozliczałem się z Morim.Lesley i Kioshi czuwający przy mnie na zmianę i dyżurujący nocą w szpitalu opowiedzieli mi później o tym.Gdy po raz pierwszy stanąłem na drżących nogach, dachy Tokio bieliły się od śniegu.Jak gdybym był pierwszy raz w Japonii, przyglądałem się obojętnie pracowitej krzątaninie obcego tłumu.Tylko na widok kolorowego kobiecego kimona wspomnienie poruszyło mi serce.Niemniej ból się uspokoił, stał mniej dokuczliwy, oczy przestały ronić łzy, wola przygasła przygnieciona znużeniem.Któregoś dnia złożono mi wizytę, której nigdy bym się nie spodziewał.Pielęgniarka Czerwonego Krzyża zgłosiła mi przybycie przełożonej sióstr Sacré-Coeur z Seishin-Daigaku-in.Milcząca i uprzejma siedziała przy moim łóżku.Na próżno szukałem konwencjonalnych słów.Wreszcie ona, łagodnie niczym matka, zaczęła opowiadać o Yuriko.Tak, na pewno zdałaby egzamin.Była jedną z najzdolniejszych studentek college’u, a jakodoświadczona misjonarka może mnie zapewnić, że za jakiś czas przyjęłaby wiarę chrześcijańską.Spojrzałem na nią.– Skąd ta pewność? – mruknąłem, odrzucając od siebie wszelką zwodniczą pociechę.Odczekała chwilę, a potem odparła:– Dowiedziałam się, że znaleziono ją z różańcem w ręku, który jej podarowałam.Nauczyła się go także odmawiać.Myślę, że to wystarczy.Nie mam pojęcia, skąd się wzięło we mnie tyle goryczy, że skwitowałem:– To nie oznacza jeszcze konwersji.To sakramentalium, nie sakrament.Przełożona przytaknęła.– Ma pan rację i nie ma pan racji, panie Grane.Różaniec to coś więcej, powiedziałabym symbol, gdyż ogarnia całą pełnię naszej wiary.Nie bardzo ją pojmowałem.Musiałem przyznać, że jak dotąd nie znalazłem w sobiewewnętrznego przekonania do tej modlitwy.Uważałem ją za zbyt skomplikowaną i zbyt długą dla zabieganego, współczesnego człowieka.Zakonnica wyjaśniła spokojnie:– Te pięćdziesiąt „zdrowasiek” związanych z największymi tajemnicami chrześcijaństwauczony może wypełnić życiem mistycznej kontemplacji i boskiej mądrości.Ktoś niewykształcony znajdzie w nich najprostsze wyjaśnienie podstawowych prawd, a ktoś poszukujący, powiedzmy, zmagająca się ze sobą japońska studentka, drogę wiodącą do ostatecznego celu.Dlatego myślę, że spotka się pan kiedyś z Yuriko.Wzięła swój różaniec i ważyła go w spracowanej dłoni niczym największy skarb na ziemi –perły szlachetniejsze od klejnotów pochodzących z Mikimoto Farmw zatoce Ago, sprzedawanych za tysiące dolarów.Uśmiechnęła się do mnie serdecznie, wstała z miejsca, jak gdyby już wszystko zostałopowiedziane, i podała mi prawicę takim gestem, jaki wyraża jedynie najgłębsze współczucie.Pochyliłem się nad tą dłonią, przysuwając ją do warg, i to zrobiłem ja, któremu wydawało się, że nigdy nie okaże tego znaku szacunku żadnej innej kobiecie, której nie kochałem tak jak Yuriko.Nie wiedziałem wówczas o mojej wewnętrznej kapitulacji, pochyleniu się przed stanemzakonnym, przed misjami.Robiłem to wszystko instynktownie, podobnie jak osłabiony człowiek idący za poruszeniami własnego usposobienia, które, będąc przy zdrowiu, potrafi trzymać na wodzy.Potem wróciłem myślami do Aki-Nagatsuka.Podczas długich wypraw w rejony dotknięteklęską żywiołową dotarłem także do jezuickiego seminarium dla miejscowego kleru położonego na jednym z przedmieść Hiroszimy [ Pobierz całość w formacie PDF ]