[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sir John go sobie upodobał, zupełnie nie mam pojęcia dlaczego – rzekł i zmarszczył brwi.– Wcale nie jest takim prostym człowiekiem, za jakiego chciałby uchodzić.– Jest dobrym człowiekiem – rzekł Hook.– Pewnie masz rację – zgodził się ojciec Krzysztof – ale lepiej, żeby nie słyszał, że tak o nim mówisz.– Widzę, że wracasz do zdrowia, ojcze.– Rzeczywiście, a to dzięki Bogu i twojej kobiecie, Hook – odparł kapłan i ujął Melisandę za rękę.– I już najwyższy czas, Hook, abyś zrobił z niej porządną niewiastę.– Ależ ja jestem porządna – odparła dziewczyna.– W takim razie pora, byś okiełznała panicza Hooka – stwierdził ojciec Krzysztof.Melisanda spojrzała na Nicka i przez chwilę jej twarz niczego nie zdradzała, po czym nagle skinęła głową.– Może właśnie po to Bóg zachował mnie przy życiu – rzekł kapłan – abym połączył was dwoje małżeńskim węzłem.Zrobimy to zatem, młody Hooku, zanim opuścimy Francję.Wydawało się, że musi to nastąpić już niebawem, gdyż Harfleur pozostawało wciąż niezdobyte, angielską armię dziesiątkowała epidemia, a rok nieubłaganie miał się ku końcowi.Był już wrzesień.Za kilka tygodni nadejść miały jesienne słoty i chłody, a wówczas, po żniwach, zapasy ziarna zgromadzone zostaną bezpiecznie za murami francuskich twierdz i najdogodniejszy okres do prowadzenia wojennej kampanii dobiegnie końca.Anglikom zaczynało więc brakować czasu.Anglia wyruszyła na wojnę, którą jednak najwyraźniej przegrywała.Tego wieczora Thomas Evelgold zrzucił Hookowi na barki wielki worek.Nick uchylił się, sądząc, że ten wór go przygniecie, lecz okazał się zdumiewająco lekki i tylko stoczył mu się po ramieniu.– Pakuły – wyjaśnił setnik.– Pakuły?– Pakuły – powtórzył Evelgold – do strzał zapalających.Po jednym pęku strzał dla każdego łucznika.Sir John chce, żeby były gotowe do północy, a przed świtem mamy być w okopach.Brzuchacz szykuje już dla nas gorącą smołę – dodał.Brzuchaczem nazywany był Andrew Belcher, rządca Cornewaille'a, który nadzorował kuchenną służbę i koniowodnych.– Robiłeś kiedyś strzały zapalające? – spytał setnik.– Nigdy w życiu – przyznał Hook.– Użyj myśliwskich grotów, przy wklejce przywiąż garść pakuł, a potem zanurz strzałę w smole i mierz wysoko.Potrzebujemy po dwa tuziny na głowę – rzekł Evelgold i poszedł zanieść podobne worki pozostałym drużynom, podczas gdy Hook wyciągnął z worka kilka garści tłustych pakuł, które okazały się po prostu kupą niepłukanej strzyży prosto z owczego grzbietu.Ze zwojów wełny wyskoczyła pchła i znikła gdzieś na jego rękawie.Nick podzielił pakuły na siedemnaście równych części, a każdy z jego łuczników rozdzielił swój przydział na dwadzieścia cztery garście, po jednej na każdą strzałę.Potem Hook pociął kilka zapasowych cięciw, a jego ludzie przywiązali kawałkami konopnego sznurka wiązki brudnej wełny do grotów strzał, po czym ustawili się w szeregu obok kotła Brzuchacza, aby zanurzyć pakuły we wrzącej smole.Następnie postawili strzały pionowo, aby kleista smoła stężała, opierając je o baryłki lub pnie drzew.– A co się będzie działo o świcie? – spytał setnika Hook.– Dziś rano Francuzi nam dokopali – odrzekł ponuro Evelgold – więc jutro rano to my musimy skopać im zadki – wyjaśnił, po czym wzruszył ramionami, jakby nie spodziewał się, że Anglikom uda się zbyt wiele osiągnąć.– Ubył dzisiaj ktoś z twoich ludzi?– Cobbett i Fletch.Matson też już długo nie pociągnie.Evelgold zaklął.– To dobrzy żołnierze! – rzekł przygnębionym tonem.– A teraz umierają, i po co? – spytał i splunął w stronę najbliższego ogniska.– Kiedy smoła wyschnie – ciągnął dalej – trzeba trochę zmierzwić pakuły.Łatwiej będą się wtedy zajmować.Przez całą noc w obozie panował ruch.Do wysuniętego okopu naprzeciw francuskiego barbakanu znoszono faszynę.Były to wielkie naręcza chrustu, obwiązane sznurem, i już sam ich widok dawał jasno do zrozumienia, co się szykuje o świcie.Barbakanu strzegła wypełniona wodą fosa, którą trzeba było zasypać, aby ludzie mogli ją sforsować i zaatakować uszkodzony bastion.Zbrojni sir Johna otrzymali rozkaz założyć pełne płytowe zbroje.W dniu, w którym nad całą angielską flotą przeleciały łabędzie, co poczytywano sobie za dobry omen, wypłynęło ich z portu w Southampton trzydziestu, lecz teraz zdolnych do służby było zaledwie dziewiętnastu spośród nich.Sześciu już nie żyło, a pozostałych pięciu na zmianę wymiotowało, defekowało i trzęsło się jak w febrze.Giermkowie i paziowie pomagali zdrowym nakładać części pancerza na wyściełane skórzane kaftany, które nasmarowano przedtem tłuszczem, aby ułatwić ruchy noszonym na wierzchu blachom.Na kaftanach rycerze przypasywali miecze, choć większość z nich wolała iść do boju z dwuręcznym toporem lub krótką kopią.Kapelan sir Williama Portera słuchał spowiedzi i błogosławił ludzi szykujących się do bitwy.Sir William był najbliższym przyjacielem Cornewaille'a, a także jego towarzyszem broni, co oznaczało, iż ci dwaj walczyli ramię w ramię, a także poprzysięgli sobie chronić się nawzajem, zapłacić okup za drugiego, gdyby jakimś niefortunnym zrządzeniem losu dostał się do niewoli, oraz otoczyć opieką wdowę po swym druhu, gdyby któryś z nich miał zginąć.Ze swą wychudłą twarzą i bladymi oczyma sir William wyglądał raczej na człowieka rozmiłowanego w nauce.Nim ukrył swe włosy pod hełmem o osłonie twarzy profilowanej na zwierzęcy pysk, widać było również, że łysieje [ Pobierz całość w formacie PDF ]