[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy Charles nas znalazł, przekonał mnie, że powinienem oświadczyć się Sabrinie.Po pięciu dniach, które spędziła ze mną sam na sam, niezależnie od okoliczności, jej reputacja właściwie nie istnieje.Dała mi kosza, Richardzie, i jestem przekonany, że ciebie spotka dokładnie to samo, jeżeli nadal poważnie o niej myślisz.Niemniej - kontynuował, patrząc przyjacielowi prosto w ciemne oczy - kiedy wydobrzeje, zamierzam przycisnąć ją raz jeszcze.Może zaakceptuje mnie w roli przyszłego męża.Nie zasłużyła na ostracyzm i napiętnowanie.Ona po prostu na to nie zasłużyła.- Jeśli jej nie zhańbiłeś, to ja pojmę ją za żonę.- Nie zhańbiłem jej.- To było jedyne, co powiedział Phillip.Pomyślał, że gdyby sytuacja się rozwiązała i Sabrina została jego żoną, to cała ta historia wyszłaby jej na dobre.Nie kochał jej, ale podobała mu się i ją szanował.Sprawiała wrażenie zrównoważonej, jednym słowem wspaniałej.Zrazu była tajemnicza, by po chwili przemienić się w otwartą księgę.Doszedł do wniosku, że traktowałby ją dużo lepiej niż Richard.W jego mniemaniu Clarendon potrzebował Sabriny wyłącznie po to, by umilić sobie czas, który mu się dłużył.Mógł to sobie wyobrazić: Sabrina w roli opiekunki małego syna markiza, kiedy ten wraca do swoich rozrywek w Londynie.Sabrina nie zasługuje na taki los.- Może to ja powinienem się jej oświadczyć?- wtrącił się Charles.- Znam ją przecież od zawsze.Zapewniłbym jej bezpieczeństwo.Co wy na to?Obaj obrzucili go gniewnymi spojrzeniami, a on w odpowiedzi zaczął tylko machać rękoma.- Dobrze, już dobrze, zapomnijcie, że to w ogóle powiedziałem.Ale jestem tu na wypadek, gdyby potrzebowała kogoś, kto się poświęci i z nią ożeni.- Zamknij się, Charlesie - rzucił markiz.- W tej chwili idę się z nią zobaczyć.Czy ten cholerny doktor Simmons wyszedł już wreszcie z jej pokoju?- Dowiem się - odparł Charles i pociągnął za sznur dzwonka.Ogromnie by mu ulżyło, gdyby w wyniku tej rozmowy Trevor dostał wreszcie za swoje.ROZDZIAŁ 21Sabrina nie poruszyła się, mimo że drętwiała jej ręka.Nie chciała, żeby Margaret zauważyła, że już się obudziła.Czuła na skórze miękki dotyk bawełny - wreszcie spała we własnej nocnej koszuli.Jakie to miłe ze strony Elizabeth, że wysłała jej ubrania do Moreland.Trawił ją smutek spowodowany bezsilnością.Musi jak najszybciej odzyskać siły, by móc porozmawiać z dziadkiem - przekonać samą siebie, że wszystko będzie dobrze i przekonać dziadka, że dla wszystkich będzie najlepiej, jeśli wyjedzie do Londynu.Uzmysłowiła sobie, że będzie musiała porozmawiać z Trevorem o należnej jej części spadku po matce: dziesięciu tysiącach funtów, które stały się jej własnością w dniu, w którym skończyła osiemnaście lat.Należą do niej i nawet Trevor nie będzie mógł powstrzymać prawników przed przekazaniem należnej jej sumy.Jakże musi być rozczarowany, że Sabrina nie umarła! Coś ścisnęło ją za gardło; próbowała przełykać ślinę, ale nic to nie dało.Nagle z jej gardła gwałtownie wydobył się szloch; brzmiał jak dźwięk wydawany przez zarzynanego kurczaka.Słysząc to, niemal miała ochotę się uśmiechnąć.- Bree, kochana, obudziłaś się.Jak się czujesz?Sabrina podniosła spojrzenie szklistych oczu na Margaret, która właśnie nalewała jej herbaty.Przyjaciółka z dzieciństwa poślubiła mężczyznę, którego kocha; przyjaciółka z dzieciństwa tak szczęśliwą, że samo już patrzenie na nią wywoływało ból.- Żyję - odparła Sabrina.- Żyję, naprawdę.Nie musisz się o mnie martwić, Margaret.- Oczywiście, że się martwię.Czy coś cię boli, Bree? Mam przysłać tu doktora Simmonsa? Z tego, co wiem, jest na dole i rozmawia z Phillipem.Sabrina poczuła na czole dotyk dłoni Margaret, miękki i lekki jak piórko.Brakowało jej dotyku Phillipa, silnego i stanowczego.Chwyciła Margaret za rękę.- Nie, Margaret, czuję się dobrze, naprawdę.Jestem bardzo wdzięczna tobie i Charliemu, że przywieźliście mnie tutaj, do Moreland.Nie mogłam wrócić do Monmouth Abbey.Dziękuję.Teraz już na pewno szybko odzyskam siły.Znasz mnie.Zawsze dobrzeję szybciej, niż na to zasługuję.Już niedługo, Margaret, i stąd wyjadę.Jeszcze dzień, może dwa.Sabrina spokojnie zastanawiała się, jak zareaguje ciotka Barresford, gdy zobaczy ją w drzwiach.Czy Elizabeth napisze do ciotki list z informacjami, że Sabrina to dziwka, zdzira, suka.? Nie znała więcej słów na określenie niemoralnej kobiety lekkich obyczajów.Nie, Elizabeth nie chce przecież, by wróciła do Monmouth Abbey, nie piśnie więc ani słowa.A na ile znała ciotkę Barresford, mogła się spodziewać, że nie odmówi jej gościny; nie odeśle jej do domu w sytuacji, gdy Sabrina będzie miała swoje dziesięć tysięcy funtów.- Sabrino, przestań opowiadać te bzdury.Nie chcę więcej słyszeć niczego podobnego.Zostaniesz tu tak długo, aż pozwolę ci wyjechać.Posłuchaj mnie: właśnie teraz Charles próbuje pozbyć się gości, którzy mieli spędzać u nas Boże Narodzenie.Nie będziesz musiała wyjeżdżać.Za dwa dni przyjeżdża z Londynu mój mąż, Hugh, i razem spędzimy święta.Będzie jak za dawnych czasów.Pamiętasz, jak kiedyś na Boże Narodzenie byłyśmy złe na Charliego, że traktuje nas jak małe dziewczynki, którymi zresztą byłyśmy? Aleśmy się na nim zemściły! Jeszcze dziś drży na samo wspomnienie.Sabrinie udało się uśmiechnąć.- Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, gdy wziąwszy kąpiel, zszedł na dół, a my schowałyśmy się w szafie za schodami.Był zielony od stóp do głów.Piękny odcień zieleni, miał kolor mchu.To była słodka zemsta! Tak, i mimo tego, co mu robiłyśmy przez te wszystkie lata, bardzo cię lubi i troszczy się o ciebie.No i nie zapominaj, że jest tu też Phillip i oczywiście także Richard Clarendon.Phillip, Charles i Richard na długie godziny zamknęli się w bibliotece i rozmawiali.Moja pokojówka powiedziała mi, że Teresa Elliott wyszła stamtąd tak wściekła, że słowa z trudem przechodziły jej przez gardło.Idę o zakład, że wylewała na Phillipa swą złość, a on pokazał jej, gdzie jej miejsce.- Richard Clarendon jest tutaj? W Moreland?- Tak.Szukał cię razem z innymi mężczyznami.Nawet po tym, jak twoja siostra.Nie, zresztą to teraz nieistotne.Nieważne.- Powiedz mi, Margaret.- Nie chcę [ Pobierz całość w formacie PDF ]