[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Saint ponownie opuścił rękę na jej pośladek, nie tak mocno jak poprzednio, ale musiał jakoś skupić jej uwagę i wymusić uległość.- Zro-zu-mia-łaś? - powtarzał, akcentując każdą sylabę kolejnym klapsem.- Tak.- wykrztusiła w końcu, załamującym się głosem.- Doskonale! - Zepchnął ją ze swoich kolan na podłogę, aż wylądowała na warstwie swoich spódnic, z majtkami opuszczonymi do kostek.Sam wstał i szybko, bez oglądania się za siebie, wyszedł z salonu.Wiedział bowiem, że gdyby jeszcze raz spojrzał na Julkę, błagałby ją na kolanach o przebaczenie!Wybiegł więc na dwór tak, jak stał, bez płaszcza, zamykając za sobą z trzaskiem drzwi.Julka ostrożnie spróbowała dotknąć zaognionych pośladków.Z wysiłkiem doprowadziła do porządku swoją bieliznę i obciągnęła spódnice, ale nie podnosiła się z podłogi.Na razie po prostu nie mogła się na to zdobyć.Ukryła twarz w dłoniach i leżała tak, wdychając kurz z dywanu.22Saint siedział sam przy stoliku w barze "Pod Dziką Gwiazdą", ze szklanką whisky w dłoniach.Jego przyjaciele i znajomi trzymali się na dystans, szanując jego potrzebę samotności.- Coś on chyba za poważnie to wszystko traktuje! - skomentował "Tańczący Smok", miejscowy bokser.Według Ryana "Niedźwiedziej Łapy" Saint zachowywał się po prostu niegrzecznie.Ryan próbował więc jakoś usprawiedliwić dziwne postępowanie najbardziej szanowanego obywatela San Francisco.- Może stracił kogoś bliskiego? - spekulował.Saint tępo wpatrywał się w swoją szklankę, nie zdając sobie sprawy, że jest obiektem komentarzy i plotek.Zadawał sobie pytanie, co ma robić dalej.Tak samo jednak, jak i przedtem, nie znalazł na nie konkretnej odpowiedzi.Przed oczyma miał bladą, przerażoną twarz Julki, jej śliczną pupcię poznaczoną pręgami od razów, a w uszach brzmiały mu odgłosy uderzeń.W rezultacie zwymyślał tylko sam siebie od brutali i wysączył resztkę whisky.Krzyczała, że cię nienawidzi - toczył dyskurs z własnymi myślami.A niby czego się spodziewałeś? Przecież ją poniżyłeś.Oczekiwałeś w zamian zachwytów?Z tego wszystkiego zamówił następną whisky.Saint nigdy dotąd nie podniósł ręki na kobietę, a mężczyzn zniechęcała do zaczepek sama jego siła i masa ciała.Tylko jednej słabej kobietce udało się wyprowadzić go z równowagi, chociaż właściwie - cóż ona takiego zrobiła? No, jakże? 0odpowiedział sam sobie.Nie wystarczy, że cię przez dłuższy czas oszukiwała, że wymykała się spod opieki Thackery'ego, aby tropić Wilkesa, no i że w końcu postrzeliła człowieka? Pewnie to był dopiero początek - rozmyślał, pomrukując coś pod nosem, gdy Nero stawiał przed nim zamówioną whisky.Nero, widząc to, czym prędzej się wycofał, a ujrzawszy Brenta Hammonda, przywołał go rozpaczliwymi gestami.- Mogę się przysiąść, Saint? - spytał obcesowo Brent.Ależ mamy ostatnio fatalną pogodę! Nie wiem, jak Julka znosi te ciągłe mgły i mżawki.Przecież wychowała się na Maui.- Zajmij się sobą, Brent, dobrze? - burknął Saint, nie podnosząc głowy.Brent jednak bezceremonialnie rozsiadł się na krześle i bacznie przyjrzał się przyjacielowi.- Zostaw mnie w spokoju, Brent - powtórzył Saint, siląc się na maksymalnie opryskliwy ton.- Chyba jednak zaryzykuję przebywanie w twoim towarzystwie przez jakiś czas - odciął się niespeszony Brent.- Thaackery prosił mnie, abym sprawdził, czy nie zrobiłeś krzywdy swojej żonie.Już niepokoił się o nią.Brent powiedział prawdę, ale nie całą, gdyż Thackery niepokoił się także o doktora Sainta.Tym razem ona już przebrała miarkę - przyznał otwarcie.- Szkoda, że nie wziąłem na nią bata! - Saint poczuł nowy przypływ złości.- Niech no tylko spróbuje zrobić jeszcze raz takie głupstwo.- Thackery ma wyrzuty sumienia, że dopuścił do takiej sytuacji.Ta twoja mała, jak on mówi o niej.- Zamknij się, dobrze? - Saint spiorunował Brenta wzrokiem, ale bez skutku.Brent roześmiał mu się w nos.- Wstąpiłbyś lepiej na górę, do Maggie.Któraś z jej dziewcząt chętnie ulżyłaby ci w twoich problemach.Brent spodziewał się wybuchu gniewu, ale nic takiego nie nastąpiło.Przeciwnie, Saint zdawał się rozważać tę propozycję.- Może rzeczywiście powinienem? To uchroniłoby ją przede mną.Przez dłuższą chwilę Brent nie wiedział, jak zareagować na te słowa.W końcu cichym głosem spytał:- Czy mogę ci opowiedzieć pewną historię? Nie czekając na odpowiedź, ciągnął dalej:- Kiedy pobraliśmy się z Byrony, na początku nie żyliśmy z sobą zbyt dobrze, z mojej winy zresztą.Któregoś dnia poszła za mną aż do domu mojej byłej kochanki, Celeste, bo sądziła, że mam zamiar się z nią przespać.Ja tymczasem chciałem tylko dowiedzieć się od niej czegoś o metodach zapobiegania ciąży.Masz pojęcie, jak Byrony wtedy rzuciła się na mnie? Darła się jak przekupka, myślałem, że ją uduszę!- I co z tego, Hammond? - warknął wściekle Saint.- Cóż, doszedłem do wniosku, że Byrony wykazała wtedy dużo odwagi.W twoim przypadku to może nie całkiem tak samo, ale wydaje mi się, że Julka chce za wszelką cenę przyciągnąć twoją uwagę, a ty odstręczasz ją swoim chłodem.Prawdę mówiąc, ani Thackery, ani ja nie mogliśmy nigdy zrozumieć, dlaczego tak mało interesujesz się swoją żoną.Saint odsunął krzesło i wstał od stołu, nadal nieświadomy, że wszyscy obecni w lokalu śledzą każdy jego ruch.- Tu na pewno chodzi o babę! - ocenił "Niedźwiedzia Łapa", a Kulawy Willie milcząco przytaknął.- Może pożyczyć ci bata, Saint? - prowokacyjnie zapytał Brent, gdyż nie onieśmielał go ani wzrost Sainta, ani jego spojrzenie spode łba.- Pewnie chciałbyś dać tej głupiej smarkuli porządną nauczkę? Albo może wyślij ją na wschód razem z Tomaszem, czy nawet samą, jeśli Tomasz zmieni zdanie.Grunt, abyś raz na zawsze pozbył się tej zadry.Kpiny Brenta zapiekły go do żywego.Doszedł do wniosku, że trzeba z tym skończyć.- Tak, masz rację - przyznał.- Najwyższy czas pozbyć się tej zadry.Brent początkowo przestraszył się efektu własnych słów.Zastanawiał się już nawet, czy nie powinien w razie czego zdzielić Sainta przez łeb, gdyby.Doszedł jednak do wniosku, że doktor brzydził się wszelką przemocą.Nawet jeśli rzeczywiście sprawił Julce lanie - drugi raz już tego nie zrobi.Przyglądał się tylko w milczeniu, jak Saint rzucił na ladę kilka banknotów dolarowych i szybkim krokiem opuścił lokal.- Uspokoiłeś go trochę, Brent? - zagadnął Nero.- Ba, żebym to ja wiedział! - westchnął Brent.- Myślę, że pójdę teraz do siebie i powiem mojej żonie, jak bardzo ją kocham.Zanim Saint dotarł do domu, zrobiło się już całkiem ciemno.Zdążył kompletnie wytrzeźwieć, więc wcale go to nie zdziwiło - w końcu minęła już północ.Celowo zachowywał się głośno, żeby zbudzić Julkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]