[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- To podobne do prawdy - rzekł Richard - ale jedno, co zrobię, to w tym miesiącu wyślę Johna do hrabiego Granthama.Już czas.Boję się, że ta kobieta zmieni go w kwilące i robiące pod siebie szczenię.- Można rzec, że już najwyższy czas wysłać go stąd, panie.- Chciałem go wychowywać, ale widzę, że nie dokona niczego godnego podziwu, jeśli nie zabiorę go od matki.- Napiszę więc od razu do lorda Granthama, panie - rzekł Crecy i ukłonił się głęboko.- Tak, dopilnuj tego, Crecy.- Lord Richard zwrócił twarz ku córce.- Ciekaw jestem, o czym oni tak rozmawiają.W oczach Chandry zawsze pojawiał się ten figlarny błysk, nawet kiedy mówiła z całą szczerością, jakby się spowiadała księdzu.- Mówią, że wyglądam zabawnie z łukiem i strzałą w ręku, podobno nawet bardziej niż zabawnie.Ojciec uczył mnie, jak się z nim obchodzić, a nie ma odeń lepszego.Ostrzegam cię więc, Jervalu, że jeśli chcesz zawodów, może to zranić twoją męską dumę.Może nawet zapłaczesz ze wstydu.Odważysz się zatem?Mała księżniczka - pomyślał Jerval, pragnąc scałować ten jej rozkoszny uśmieszek.Czy jej ojciec naprawdę myślał, że nie zechce jej, kiedy zobaczy, jak potrafi walczyć? Że przestraszy się, iż go pokona, upokorzy jego męską dumę? Zdaje się, że tak.Mężczyźni patrzyli na kobiety w jeden tylko sposób, on również, ale teraz było to coś zupełnie innego.W ciągu jednego tylko wieczoru życie jego zmieniło się nieodwracalnie.Zdaje się, że powinien osądzać ją, kobietę, tak jak się osądza mężczyznę.Nie było to łatwe, spadło tak nagle.Ale przysłuchiwanie się jej przechwałkom, śledzenie jej gierek radowało mu duszę, sprawiało, że zdarłby z niej szaty i całował każdą cząstkę jej ciała.Widział ją też jednak powalaną krwią, kiedy walczyła jak mężczyzna, krzyczała zwycięsko, a teraz ciągle patrzyła nań tylko jak na rywala w zawodach, kiedy on pragnął po wycałowaniu jej spocząć z nią na tym trawiastym wzgórzu za murami Croyland.Udzieliło mu się takie podniecenie, że członek stwardniał mu bardziej niż kamień pod stopami.Co by to było, gdyby jakiś wróg stanął mu teraz za plecami.Aż potrząsnął głową.Trąciła go piąstką w ramię.- Słuchaj mnie, panie.Padniesz przede mną na kolana, jeśli pokonam cię jak nowicjusza?O czym ona mówi? Ach, o zawodach łuczniczych.Uśmiechnął się, pragnąc gładzić palcami jej twarz, całować usta, poczuć swój język między jej wargami.Na wszystkich świętych, coś z nim nie tak.Spostrzegł, że przechyliła głowę i patrzy nań w górę z wesołością i wyzwaniem w błękitnych oczach.Nic poza tym, do diabła.Jest tylko jej towarzyszem zabaw, niczym więcej, ale nie szkodzi.Jest młoda i mimo całej swej odwagi i waleczności - a może właśnie dzięki niej - kobieco niewinna, przerażająco niewinna.Przemówił swobodnie, prostując się, by móc bardziej z góry na nią spojrzeć.- Chełpisz się jak zadzierżysty młodzik.Będziesz płakać upokorzona, kiedy przegrasz, Chandro.Jesteś dziewczyną, a ja wojownikiem.Nie masz najmniejszej szansy.Widział, jak się nadyma, jak zbiera siły do obrony, gotowa uderzyć w jednej chwili, kiedy zza jej pleców doszedł głos lady Dorothy:- Ufam, że dziękujesz temu błogosławionemu młodzieńcowi za ocalenie nas, Chandro.Jerval widział, jak zesztywniała niczym napięta cięciwa, śmiech i wesołość zamarły na jej twarzy.Coś bardzo złego musiało stać między matką i córką.Mark mówił mu, że lady Dorothy chętnie oddała ją Graelamowi, że wyszła z ukrycia wbrew wyraźnemu poleceniu lorda Richarda.Jaka mogła być z niej matka?Głos Chandry zabrzmiał całkiem obojętnie:- Gdyby się nie zjawił, byłabym w Kornwalii, a ty i John bezpieczni tutaj, w Croyland.Tylko ja bym odeszła.- Właśnie - odparła lady Dorothy i uniosła brew.- Ale ten młodzieniec jest już tutaj i sprawy się zmieniły.Wszyscy musimy się z tym pogodzić.Na wszystkich świętych, pomyślał Jerval, czy ona chce się spytać dlaczego tak naprawdę zjawił się w Croyland.Nie, nie mógł na to pozwolić, jeszcze nie teraz.Odezwał się z miejsca:- Ach, lady Dorothy, córka pani tyle razy już dziękowała mi za ocalenie, że kręci mi się w głowie od słuchania.Błagam, niech pani nie każe dziękować jej raz jeszcze.Bałem się, że wybuchnie łzami, takim darzy mnie podziwem.Głowa mnie boli od wszystkich jej pochwał.Chandra mocno uderzyła go w bok.Prawie się roześmiała, słysząc te słowa.Przeszedł go radosny dreszcz, gdy powiedziała:- On wie, ile jest wart, pani.Nie chcę powiększać jego próżności.- Mogłabyś, choćby po to, aby pomniejszyć swoją - rzekła lady Dorothy.Ujrzała męża idącego w jej stronę.Rzuciła więc szybko: - Chandra nie dziękuje mężczyznom, panie.Jeśli myślisz, że to zrobi, jesteś w błędzie.Oślepia cię jej uroda, która jest tu zupełnie bez znaczenia, o czym wie każdy rozsądny człowiek.A teraz proszę o wybaczenie [ Pobierz całość w formacie PDF ]