[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zaczeka.Nasunął na siebie i Philippę pled.Zastanowi się nad tym wkrótce, kiedy słońce rozgrzeje jego umysł i ciało.Wymyśli jakiś sposób, by uratować swoją wolność i honor Philippy.Nie wiedział, co by to mogło być takiego, ale z pewnością na coś wpadnie, kiedy jego umysł nie będzie tak odurzony snem.Zasnął ponownie, tuląc do siebie Philippę i wdychając jedyny w swoim rodzaju zapach jej ciała.Ale nie dane mu było spać długo, gdyż drżący z gniewu głos syna aż nadto szybko przywrócił go rzeczywistości.- Ojcze!Dienwald otworzył oczy i zobaczył Edmunda, który stał nad nimi, wsparłszy dłonie na biodrach.Jego spojrzenie wyrażało gniew i dezaprobatę.- Posiadłeś Philippę, ojcze!- No cóż.może tak, a może i nie.Może tylko ją przytulam, ponieważ jest ranna.tak, właśnie, a poza tym jest zimno i.- Nie pozwolę ci jej zhańbić.Trzymasz ją zbyt blisko, jak na to, by tylko ją rozgrzewać, ojcze.Poza tym, spójrz na nią! Jest ranna, mimo to śpi jak dziecko i nawet się uśmiecha!Dienwald spojrzał na dziewczynę.Rzeczywiście, uśmiechała się leciutko i ten widok sprawił, że Dienwald poczuł się cudownie.- Edmundzie, zostaw nas na chwilę.Jestem zmęczony, a dziewka wkrótce się obudzi i muszę pomyśleć.- Ożenisz się z nią, ojcze.Tak, musisz się z nią ożenić.Nie masz wyboru.Dienwald spojrzał na syna, przerażony, i zawołał, zapominając, że jego ludzie są w pobliżu:- Ożenić się z nią! Wolałbym umrzeć.Kto wie, czy ona mnie nie zdradziła, nie oszukała.Tak, Edmundzie, zapewne poprosiła kuzyna, by po nią przyjechał, a ciebie zabrała jako zakładnika.Nawet jej nie lubisz! Ona zmusza cię do robienia różnych rzeczy i bez przerwy poprawia każde twoje słowo.Przezywasz ją od wiedźm i tyczek, pokazujesz jej język i.- Ojcze - powiedział Edmund cierpliwie jak do dziecka - Philippa jest damą, a ty odebrałeś jej niewinność.Musisz ją poślubić.Dienwald zaklął i spojrzał na Philippę.Dziewczyna nie spała, wpatrywała się w niego oczami pełnymi łez.ROZDZIAŁ 17- Dlaczego płaczesz? Na Boga, przestań szlochać! Nienawidzę niewieścich beków.Przestań, dziewko! Słyszysz?- Przecież ona wcale nie płacze - zauważył Edmund, spoglądając na Philippę.Nieposłuszne łzy płynęły niepowstrzymanie, więc Dienwald przewrócił się na bok, pochylił ku Philippie i przysuwając twarz do jej twarzy, zapytał:- Dlaczego płaczesz? Słyszałaś Edmunda i mnie? Niech będzie przeklęte wścibstwo tego chłopaka!Potrząsnęła głową i otarła policzek wierzchem dłoni.- Więc dlaczego płaczesz?- Ramię mnie boli.- Aha.Dienwald spochmurniał.Słowa Philippy brzmiały prawdziwie, jednak, nie wiedzieć czemu, poczuł się urażony.Zapytał więc złośliwie:- Słyszałaś, czego domaga się od nas mój syn?Philippa leżała na plecach, wpatrując się w mężczyznę, któremu ubiegłej nocy tak chętnie się oddała.Jego pokryta ciemnym zarostem szczęka, zmierzwione włosy i naga pierś przyprawiały ją o szybsze bicie serca.Wyglądał pięknie, chociaż wydawał się też niespokojny i zmartwiony.Uśmiechnęła się i podniosła rękę, aby pogłaskać go po policzku.Dienwald zamarł, a potem cofnął się gwałtownie.- Jesteś jak zamroczona - powiedział niskim, stłumionym głosem - zupełnie bez powodu.Na miłość boską, dziewko, zaledwie trzy godziny temu odebrałem ci dziewictwo, a ty uśmiechasz się do mnie, jakbym właśnie podbił świat i rzucił ci do stóp wszystkie jego bogactwa.Nie miałaś z tego żadnej przyjemności, sprawiłem ci ból i.ach, Edmundzie, ty ciągle tutaj?- Ożenisz się z Philippą?- Znasz tylko jedną śpiewkę, do tego bardziej nudną niż te, którymi raczy nas Garbus.Na kolana świętej Anny, chłopcze, dziewka z pewnością nie zechciałaby mnie poślubić, bo.To stwierdzenie tak dalece mijało się z prawdą, że Philippa roześmiała się.- Dzień dobry, paniczu Edmundzie - powiedziała, zwracając się do niego po raz pierwszy tego dnia.Jej łzy dawno obeschły.Chłopiec uśmiechnął się szeroko:- Musimy szybko wracać do St.Erth - powiedział.- Northbert wysłał mnie, bym was obudził.Was oboje - dodał tonem przepełnionym sarkazmem.- Czy ramię bardzo cię boli?Potrząsnęła głową.- Da się wytrzymać.Jednak to ja, nie twój ojciec, miałabym wszelkie prawo, aby powitać dzień, nie przebierając w słowach.Dienwald nie odezwał się, wbił tylko wzrok w kępę drzew.- Odejdź Edmundzie i postaraj się zatrzymać przy sobie swoje opinie.Edmund spochmurniał.- Jesteśmy zbyt blisko Crandall.Sir Walter z pewnością wkrótce się tu pojawi.Czy nie powinniśmy.Wyraz twarzy Dienwalda nagle się zmienił.Była te - raz sroga, zimna i odpychająca.Zmrużył powieki i głosem, w którym dźwięczała groźba, powiedział:- Chcę, żeby ten sukinsyn opuścił bezpieczne schronienie za murami swego zamku.Wiele mu zawdzięczam i przyszła pora, bym spłacił długi.Moi ludzie pilnie obserwują drogę z Crandall.Chcę, żeby ten bękart wyruszył szukać ciebie i Philippy, a wtedy godnie go powitam.Edmund uśmiechnął się.- Ale Philippa nieźle mu przyłożyła, ojcze.Być może dalej leży jak kłoda.Grymas okrucieństwa opuścił rysy Dienwalda.Potrząsnął głową.- Zobaczymy, ale prawdę mówiąc, wątpię w to.Wkrótce wyruszymy do St.Erth, Edmundzie.Dziewka potrzebuje odpoczynku, a poza tym przecież nie mogę ożenić się z nią w lesie.Odszukaj Northberta i powiedz mu, że jeśli sir Walter nie pokaże swojej zawszonej gęby w ciągu godziny, ruszymy do domu.Edmund oddalił się, dumny ze swojej misji.Dienwald popatrzył za nim, potrząsając głową.Widocznie jednak wszelkie myśli o sir Walterze i nienawiść, jaką żywił do tego człowieka, szybko wywietrzały mu z głowy, ponieważ powiedział do Philippy:- Nie mogę uwierzyć, że mój własny syn, taki rozsądny chłopak, krzyczy na mnie i mnie łaje.Philippa nie odezwała się i Dienwald, w przystępie złego humoru, odrzucił pled i wstał, nic sobie nie robiąc z tego, że jest nagi.Choć jego to nie obchodziło, z Philippą było inaczej.Przyjrzała mu się w bladym świetle poranka i bardzo spodobało jej się to, co zobaczyła [ Pobierz całość w formacie PDF ]