[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Upadła nieprzytomna na podłogę.* * *Nie znaleźli ani Hannibala, ani jego dwóch pań, ale nadal nie opuszczała ich nadzieja.Nawet George Cerlew, zazwyczaj najbardziej stateczny i powściągliwy, śmiał się z przygód Burke’a i Joshuy w Portugalii.Joshua rozwlekał swoją opowieść w nieskończoność.- Mówię ci, że to prawda - powiedział, zerkając na rozbawionych słuchaczy.- Kozioł go ugryzł.W sam tyłek.W lewy pośladek.Burke nadal się uśmiechał, gdy dotarli do stajni.- Nie udało się - zawołał do stajennych.- Odpoczniemy trochę, zanim znowu zaczniemy szukać.- Chyba nie ma sensu się trudzić - odezwał się Jo-shua.- Ktoś już pewnie zdążył złapać te głupie ptaki i ugotował na nich niedzielny rosół.George zarechotał.- Dobrze wyszczotkuj Ashesa - powiedział Burke do Harry’ego, dopiero co zatrudnionego stajennego z szeroką przerwą między przednimi zębami.- Panie.- Tak, Geordie.Nie znaleźliśmy Hannibala, jeśli o to chciałeś zapytać.- Nie, chodzi o panienkę Arielle.Burke zesztywniał.- Co się stało?- Jeszcze nie wróciła.Pojechała sama poszukać Hannibala.Nie mam jej już od dwóch godzin i zacząłem się niepokoić.- Pojechała sama?- Tak, upierała się, że teraz nikogo już nie obchodzi i nie chce być już dłużej więźniem.Och, Boże - pomyślał Burke.- Och, proszę, dobry Boże, nie.Na głos, starając się zachować spokój, powiedział zaś:- Od dwóch godzin? Cóż, podejrzewam, że straciła rachubę czasu.Nie powinniśmy się martwić, dopóki.- Przerwał, a potem zaklął.- Osiodłaj Khana, Geordie.Ashes jest zbyt zmęczony.Dziesięć minut później Burke, George, Geordie i Joshua jechali na wschód.* * *To był okropny smród.Coś zgniłego, coś lepkiego i mokrego.Zakrztusiła się smrodem.Był tak blisko.Otworzyła oczy.Leżała na twardej, zimnej podłodze.Miała związane ręce i nogi.Powoli obróciła głowę, czując pulsujący ból za lewym uchem.Zdławiła krzyk.Na stole obok niej leżał Hannibal z podciętą szyją.Krew skapywała powoli, tworząc na podłodze kałużę obok głowy Arielle.Jęknęła i odwróciła się w drugą stronę.- Ciii.dziecinko.Już dobrze.Jest tutaj Dorcas.Znowu jesteś bezpieczna.Dorcas.Arielle nie poruszyła się.Była tak sparaliżowana strachem, że nie mogła nic powiedzieć.Dorcas uklękła obok Arielle i zaczęła gładzić ją po włosach.- Dorcas - szepnęła.- Nic ci nie jest.Martwiłam się o ciebie.- Wiem, wiem, dziecinko.Nic mi nie jest.Tak samo jak tobie.Staruszka kołysała się nad nią.Arielle zauważyła, że wyglądała jak stara wiedźma.Miała brudne włosy, przylepione do głowy.Pachniała nieprzyjemnie, jej ubranie poplamione było tłuszczem i jedzeniem.A jej oczy były puste.Oszalała.Muszę przemówić jej do rozsądku, pomyślała Arielle, ale ogarnęło ją uczucie bezradności.Przemówić do rozsądku szalonej kobiecie? Dorcas związała ją i zaciągnęła do kuchni.Wszędzie były kuchenne noże.Hannibal miał podcięte gardło.Mogła i ją zabić.Wkrótce, teraz, tak samo jak gąsiora.- Dorcas, może mnie rozwiążesz?- Tak, rozwiążę cię, ale boję się go.Znowu może mnie skrzywdzić.Staruszka wstała, rozglądając się ukradkowo wokół.- Sprawdzę, czy tu jest - powiedziała konspiracyjnym szeptem.I wyszła z kuchni, szurając nogami.To już nie była Dorcas - pomyślała Arielle.A kim był on?- Proszę, wróć i rozwiąż mnie - wyszeptała, ale wszędzie panowała cisza.Zaczynały drętwieć jej ramiona.Spróbowała uwolnić nadgarstek.Przez pięć minut szarpała się z więzami.Bezskutecznie.Myśl, Arielle.Musiała przeciąć sznur.Na półce, półtora metra nad sobą dostrzegła nóż.Zwinęła się w kłębek i gwałtownym ruchem poderwała się na kolana.Powoli, starając się zachować równowagę, stanęła na nogach.Miała mocno związane kostki i musiała podskoczyć do blatu.Zrobiła dwa małe kroczki przewróciła się na bok, tracąc oddech.Przez chwilę leżała, usiłując przetrwać ból w biodrze.Jeszcze raz udało się jej stanąć na nogi.Tym razem podskoczyła trzy razy, zanim ponownie się przewróciła.Po pięciu kolejnych upadkach wreszcie dotarła do blatu.Wyciągnęła związane ręce w stronę noża.Nie mogła go dosięgnąć.Brakowało jej kilku centymetrów.Tyle dzieliło ją od cholernego noża, od wolności.Niemal zwichnęła sobie bark, usiłując go dosięgnąć.Na darmo.Rozpaczliwie rozglądała się za innym nożem.Zobaczyła trzy, ale każdy znajdował się jeszcze dalej.Oddychała ciężko, gdy ogarnęła ją fala bezsilności.Nie mogła się poddać.Spojrzała na stół i zobaczyła Hannibala.W tym momencie obiecała sobie, że uwolni wszystkie gęsi i gąsiory.Były zamknięte i bezsilne, tak samo jak ona.Było to niemądre, ale ta obietnica na moment pogłębiła paraliżującą ją rozpacz.Ostra krawędź.Czy w tej przeklętej kuchni taka była?Dostrzegła brud, resztki gnijącego jedzenia na każdym blacie, warstwę kurzu, brudu i tłuszczu.Dorcas musiała tutaj przyjść od razu.Żyła tu przez ostatnie półtora tygodnia.Jak zwierzę.Arielle poczuła nieprzyjemny dreszcz.Nagle zauważyła mały nożyk do obierania, wetknięty między garnek i patelnię na odległym blacie.Przytrzymując się krawędzi blatu dla utrzymania równowagi, niezgrabnie zaczęła przesuwać się w stronę noża.Wreszcie znalazł się w zasięgu jej ręki.Serce waliło jej z przerażenia, podniecenia, nadziei.Ciężko było tak obrócić nóż, aby jego ostrze mogło przeciąć sznur.Dwa razy się skaleczyła.Wreszcie wpadła w rytm.Do przodu, do tyłu.Do przodu, do tyłu.Bolały ją nadgarstki, ale nie przestawała [ Pobierz całość w formacie PDF ]