[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– To dla mnie coś w rodzaju bajki.Nigdy nie czułem się bezpiecznie, więc nawet nie wiem, jakie to uczucie.– Patrzył na nią tak, jakby chciał ją wyzwać na pojedynek.–Następnym razem, gdy zabierzesz się do liczenia moich blizn, dodaj także siniaki.Jeśli miałem szczęście, wuj używał tylko pięści, ale zwykle nie miałem szczęścia – dodał tak gorzko, że stanęły jej łzy w oczach.Otarła je ukradkiem, unikając jego spojrzenia.–I nie marnuj współczucia.Może się przydać komu innemu.– Umilkł, ale tylko na chwilę.– W końcu nauczyłem się bronić, ale to tylko zrobiło ze mnie jeszcze większego potwora.–Wszyscy bywamy takimi potworami – powiedziała.– Niektórzy wolą zachowywać się jak potwory, niż poddawać się działaniu innych potworów.Nikt t nas nie ucieknie od przeszłości.–Co taka dziewczyna jak ty może o tym wiedzieć? Żyjesz sobie szczęśliwie w swoim pokoiku, śmiejesz się ze wszystkiego, bawisz w każdy weekend.Założę się, że nawet muchy nie mogłabyś skrzywdzić.Więc jakież to demony przeszłości cię prześladują?Powiedziała mu.O tym, jak zawiodła ojca.Jaki wstyd mu przyniosła.Jak bała się dokądkolwiek ruszyć, by nie ściągnąć na siebie podejrzeń.Bezupiększania, bez wstydu.Słowa płynęły z jej ust tak łatwo, jakby rozmawiała z najlepszą przyjaciółką.A kiedy skończyła, poczuła w sercu lekkość.Nareszcie zrzuciła z siebie ten ciężar noszony o wiele za długo.Fiodor odwrócił się.Włożył ręce do kieszeni spodni i minął ją, kierując się do drzwi.Minę miał jeszcze bardziej marsową niż do tej pory.Przy drzwiach przystanął.–Twój sąsiad cię wykorzystał, a ty byłaś zbyt pijana, żeby się bronić.Alice poczuła zimny dreszcz, potem nagle zrobiło jej się gorąco.Zachwiała się, czując, że za moment upadnie.–Nie, mój ojciec powiedział.–Twój ojciec nie powinien nazywać cię zdzirą.Co innego, gdybyś to zrobiła na trzeźwo.Żołądek podszedł jej do gardła, w uszach słyszała nieprzyjemny szum zwiastujący omdlenie.Ostatkiem sił zmusiła się do wyprostowania i po paru sekundach ucisk w gardle zelżał.Odetchnęła głęboko.Nigdy, przez te wszystkie lata, nie przyszło jej do głowy, że mogło to tak wyglądać.–Jak się nazywa ten facet, który cię tak urządził? Nadal mieszka koło twoich rodziców?Był pierwszą osobą, która się o tym dowiedziała.Poza jej rodzonym ojcem.Pierwszą osobą, która uznała, że to jej należy się obrona.–Czy takie pytanie zadałby potwór? – szepnęła.–Poczekaj, aż się dowiesz, co z nim zrobię.– Patrzył na nią jak na kogoś ważnego.Nie widział w niej zdziry, lecz kogoś, komu stała się krzywda.Kogoś, kto wymagał obrony lub co najmniej pomszczenia.Ze wzruszenia odebrało jej mowę.Jak przez mgłę usłyszała brzęk kluczy na zewnątrz.Odwróciła się, mając wrażenie, że jej ciało nie nadąża za myślami, i stanęła naprzeciwko Rosie, która wpadła do mieszkania jak burza.Cisnęła torbę w jeden kąt, buty w drugi i dopiero wtedy dostrzegła Alice.Alice nawet nie zauważyła, kiedy Fiodor zdążył ją objąć.Dopiero szeroko otwarte ze zdziwienia usta Rosie uświadomiły jej, że przytula ją do siebie, jakby byli parą.Ucieszyła się, że przynajmniej nie upadnie na ziemię jak długa od tych skoków emocji.–Mówiłem ci, że nie ma sensu się ukrywać – rzucił prawie wesoło, patrząc na nią porozumiewawczo.Butelka wina wyślizgnęła się z rąk wciąż oniemiałej Rosie i gruchnęła na podłogę.Szkło rozprysło się, a wino rozlało.Alice najchętniej zapadłaby się pod ziemię.Czekając na rozpoczęcie wideokonferencji z Los Angeles, Fiodor wzamyśleniu obserwował pogrążony we mgle Londyn.Gabinet odbijał się w szybach.Eleganckie czernie, burgundy i gładkie, błyszczące powierzchnie sygnalizowały bogactwo, którego potwierdzeniem był imponujący widok na metropolię.Odkąd Fiodor opuścił wojsko, największą przyjemność sprawiały mu bezkrwawe wojny, w których mógł pokonać przeciwnika bogactwem, władzą lub talentem [ Pobierz całość w formacie PDF ]