[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Zawsze dotrzymuje danego słowa, jest tak doskonale zorganizowany…–To prawda -mruknął Thorne.– Lecz bywa też niezwykle impulsywny i robi to, co mu w danej chwili przyjdzie do głowy.–Możliwe -odparł Arby -ale jestem przekonany, że miał bardzo ważny powód, żeby nie wrócić na czas.Obawiam się, że wpadł w jakieś kłopoty.Nie dalej, jak w ubiegłym tygodniu, zabrał nas na spotkanie z profesorem Malcolmem z Berkeley, u którego w gabinecie wisi mapa świata z zaznaczonymi miejscami znalezisk…–Malcolm! – wykrzyknął Thorne.– Niech mnie Bóg przed nim chroni! Ci dwaj są jak przysłowiowe dwa grzyby w barszczu, jeden bardziej kłopotliwy od drugiego.Już wolę się kontaktować z Levine'em.Obrócił się na pięcie i ruszył w stronę swojego pokoiku.–Chce pan skorzystać z telefonu satelitarnego? – zapytał Arby.–Z czego? – zdumiony doktor przystanął w pół kroku.–Z telefonu satelitarnego -powtórzył Arby.– Doktor Levine nie zabrał ze sobą takiego nadajnika?–Nie dałby rady.Chyba wiesz, że aparat łączności satelitarnej ma rozmiary dużej walizki.–Wcale nie jestem o tym przekonany.Na pewno skonstruował pan lekki, mały nadajnik.–Myślisz, że to możliwe?Mimo woli Thorne uśmiechnął się przyjaźnie.Oto jeden z powodów, dla których bardzo lubię te dzieciaki, pomyślał.–Oczywiście, przecież to my odbieraliśmy ze sklepu tę trójkątną kartę łączności, gdzie na płycie głównej tkwiły rzędem układy VLSI.Rozpoznałem dwie kości Motoroli typu BSN-23, a to przecież ściśle tajne rozwiązanie, opracowane na zlecenie CIA.Nietrudno się więc domyślić, że ta płyta była panu potrzebna do…–Hej, hej! – przerwał mu Thorne z uśmiechem.– A skąd tyś się tego wszystkiego dowiedział? Przecież ostrzegałem cię, żebyś nie próbował się włamywać do zastrzeżonych systemów…–Niech się pan nie martwi, nikt mnie nie wyśledzi -odparł Arby lekceważącym tonem.– A wracając do tej płyty, to mam rację, prawda? Wykorzystał ją pan do skonstruowania ważącego nie więcej niż pół kilograma telefonu satelitarnego, zgadza się?Doktor przez chwilę przyglądał mu się badawczo.–A jeżeli nawet, to co? – mruknął zaczepnie.Arby wyszczerzył zęby w uśmiechu.–Super! – rzekł z uśmiechem chłopak.Niewielki pokoik Thorne’a znajdował się w rogu hali.Wszystkie ściany były zawieszone schematami konstrukcyjnymi, szczegółowymi planami prac oraz trójwymiarowymi rysunkami komputerowymi.Na biurku piętrzyły się stosy opasłych katalogów, faksów i wydruków oraz zmontowane płyty układów elektronicznych.Doktor uniósł plik papierów i wyjął spod spodu niewielki szary aparat telefoniczny.–Oto i on -rzekł, wyciągając urządzenie w stronę Arby' ego.– Zgrabny, prawda? Nawet obudowę sam zaprojektowałem.–Wygląda jak zwykły telefon komórkowy -wtrąciła Kelly.–Owszem, ale działa zupełnie inaczej.Telefonia komórkowa musi korzystać z całej sieci naziemnych przekaźników, a ten aparat pozwala się bezpośrednio połączyć przez satelitę telekomunikacyjnego, można z niego rozmawiać z dowolnym abonentem na świecie.– Zaczął wybierać numer.– Jeszcze niedawno trzeba było stosować do tego celu anteny miskowe o średnicy jednego metra, ostatnio wprowadzono mniejsze, trzydziestocentymetrowe.Mnie zaś wystarczy antena wbudowana w aparat.Nie ukrywam, że jestem dumny z tego urządzenia.Ciekawe tylko, czy Levine odpowie.Thorne obrócił pokrętło wzmocnienia do maksimum.Z głośnika popłynął głośny szum statyczny, przerywany popiskiwaniem elektronicznego przekazu.–Jak znam Richarda -mówił dalej -to pewnie spóźnił się na samolot albo zwyczajnie zapomniał, że miał jeszcze dzisiaj prowadzić lekcję i był ze mną umówiony.A my już prawie skończyliśmy zaprojektowane przez niego auta.Jak sami widzieliście, został jedynie montaż foteli i zewnętrznych wzmocnień.W zasadzie wszystko jest gotowe.Teraz on nas będzie wstrzymywał.Rzekłbym, że postępuje bardzo nieodpowiedzialnie.Łączność została nawiązana, lecz monotonne elektroniczne buczenie oznaczało, że nikt się nie zgłasza.–Jeśli się nie odezwie, spróbuję odnaleźć Sarę Harding.–Sarę Harding? – powtórzyła zdumiona Kelly.–A któż to jest? – spytał Arby.–Przecież to najsłynniejsza na świecie specjalistka w dziedzinie obyczajów dzikich zwierząt, Arb! – odparła dziewczyna z wyrzutem w głosie.Kelly była wręcz zafascynowana postacią Sary Harding, przeczytała wszystkie dostępne artykuły na jej temat.Doskonale wiedziała, że Harding nie odniosła wielkich sukcesów jako wykładowca na uniwersytecie w Chicago, ale teraz, w wieku trzydziestu trzech lat, była już docentem w Princeton.Pociągająca i niezależna, jak kot chadzała zawsze własnymi drogami.Wybrała życie samotnika i zamieszkała w Afryce, podejmując obserwację życia lwów i hien.Dość szybko zyskała sławę, której przysporzyła jej także niespotykana odwaga.Pewnego razu, gdy popsuł jej się samochód terenowy, pokonała pieszo trzydziestokilometrową drogę powrotną przez sawannę i odpędzała lwy, ciskając w nie kamieniami.Na zdjęciach Sara była zazwyczaj ubrana w szorty oraz luźną koszulę w kolorze khaki i z lornetką zawieszoną na szyi pozowała przy swym ulubionym land roverze.Z obciętymi krótko, po męsku, ciemnymi włosami i wysportowaną sylwetką sprawiała wrażenie osoby szorstkiej i czarującej zarazem -przynajmniej taką wyobrażała ją sobie Kelly, która miała zwyczaj bardzo dokładnie przyglądać się wszystkim fotografiom, jakby chciała zapamiętać każdy szczegół.–Nigdy o niej nie słyszałem -odrzekł Arby.– Bo spędzasz za dużo czasu przy komputerze -wtrącił Thorne.–Nieprawda -zaoponował chłopak, lecz Kelly dostrzegła, że nagle spuścił głowę i przygarbił ramiona, jak zawsze, kiedy spotykał się z krytyką swego postępowania.Po chwili spytał posępnym głosem: -Specjalistka od zwyczajów dzikich zwierząt?–Zgadza się -odparł doktor.– Wiem, że Levine kontaktował się z nią parokrotnie w ciągu ostatnich tygodni.Harding pomagała mu skompletować sprzęt niezbędny w wyprawie terenowej.Nie wiem, czy tak bardzo się liczył z jej opinią, czy tylko polegał na zdaniu Malcolma.W końcu Malcolm i Harding byli ze sobą związani przez jakiś czas.–To tylko plotki -sprzeciwiła się Kelly.– Być może on był w niej zakochany, ale ona…–Czyżbyś znała ją osobiście? – Thorne spojrzał dziewczynie prosto w oczy.–Nie, ale wiem o niej chyba wszystko.–Rozumiem.Od razu pojął, że Kelly uważa Sarę za wzór do naśladowania, toteż postanowił zakończyć rozmowę na ten temat.I tak nie jest źle, pomyślał, dziewczyny często wybierają swych idoli spośród gwiazd sportu lub kina.Należy się tylko cieszyć, że ona otacza podziwem kogoś, kto próbuje poszerzać zakres ludzkiej wiedzy…Z głośnika aparatu nadal dobiegał przerywany sygnał, nikt się nie zgłaszał.–No cóż, wiemy przynajmniej, że telefon Levine'a działa bez zakłóceń -oznajmił Thorne.– Uzyskaliśmy połączenie drogą satelitarną.–Nie może pan namierzyć miejsca jego pobytu? – zapytał Arby.–Niestety nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]