[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Inne meble: dwa stoły, kilka krzeseł, duża zielona kasa ogniotrwała wmurowana w ścianę, umieszczone były również za ladą, ale przede wszystkim biurko i kobieta zwracały na siebie uwagę, przykuwały wzrok.Przez długą chwilę Łucja stała na posadzce ułożonej w mozaikę, w milczeniu patrząc poprzez ladę otoczoną mosiężną poręczą - w ogóle zdawał się tu panować nadmiar mosiądzu - na kobietę, która, nie spojrzawszy na nią, powoli wodziła piórem wpisując coś do grubej księgi handlowej.Chcąc zwrócić na siebie uwagę kobiety zatopionej w pracy, Łucja zakaszlała, ale nie odniosło to skutku.Po chwili pióro skrzypnęło cicho, kobieta przestała pisać, z wyrzutem spojrzała na stalówkę, ze wstrętem zdjęła niewidzialny włosek i znów zaczęła pisać.- Przepraszam panią - rzekła nagle Łucja.Kobieta odwróciła się powoli, ukazując wielką, błyszczącą czerwoną twarz, której punktem centralnym były okulary w złotej oprawie.Miała na sobie czarną suknię ze sztywnego materiału, zapiętą pod szyję, ozdobioną jedynie złotym łańcuszkiem.W tej chwili wstała z krzesła w milczeniu i energicznie podeszła do lady.Widziana z bliska wydawała się jeszcze potężniejsza, a jej biust był wprost olbrzymi.Spojrzała badawczo na Łucję sponad masy tego imponującego biustu i głosem nieoczekiwanie łagodnym powiedziała:- Proszę?Przytłoczona wspaniałą postacią, Łucja doznała nagle dziwnego uczucia własnej nicości, ale mimo to wysuwając rezolutnie podbródek, spytała:- Czy panna Tinto?Tamta skinęła potakująco, lekko stukając piórem o ladę.- Nazywam się Moore - przedstawiła się Łucja.- Przyszłam w sprawie wolnej posady.- I zanim panna Tinto zdążyła się odezwać, szybko i dokładnie opowiedziała szczegóły dotyczące jej przyjścia.Była to długa historia, a gdy raptownie zamilkła, poczuła, że drży cała z wielkiego napięcia.- Tak - rzekła w końcu panna Tinto, dokładnie obejrzawszy Łucję przez okulary w złoconej oprawie; następnie z nieoczekiwaną poufałością dodała: - Bardzo sympatyczny chłopak ten mój siostrzeniec.- O tak - z zapałem przytaknęła Łucja.- Sierota, żył w ciężkich warunkach - mówiła panna Tinto snując wspomnienia - a muszę przyznać, że daje sobie radę nadspodziewanie dobrze.Łucja gorliwie przyłączyła się do tej krótkiej pochwały dotyczącej rozwoju młodego Frame'a.- Szkoda - rzekła ostrożnie panna Tinto - ale mnie do tej pracy potrzeba mężczyzny.Nie znaczy to, by panna Tinto brała to swoje oświadczenie dosłownie! Już w wieku dwudziestu pięciu lat wiedziała wszystko, co należy wiedzieć, o mężczyznach i ich fałszu.Panna Tinto była spokojną, zdolną, godną szacunku kobietą interesu, pionierką swojej epoki i dziewicą, która potrafiłaby utrzymać w ryzach każdego mężczyznę i całkowicie go sobie podporządkować.Ale mimo swej oschłości panna Tinto umiała być miła, jeśli czuła, że dany człowiek na to zasługuje.A teraz przyjrzawszy się ponownie pełnej wyczekiwania postaci Łucji, dodała: - Musimy ściągnąć czynsze w najrozmaitszych dzielnicach.- To by mnie nie odstraszyło - szybko oświadczyła Łucja.- Przez sześć lat miałam pracę wykonywaną zwykle przez mężczyzn.- Pani temu nie podoła - rzekła panna Tinto w zamyśleniu.- Nie wygląda pani na zbyt silną.- Ale jestem wytrwała - prosiła Łucja.- Niech mi pani pozwoli spróbować, a dowiodę tego.Niewiarygodne, ale na błyszczącej twarzy panny Tinto z wolna rozlał się uśmiech.- Ma pani o sobie dobre wyobrażenie - rzekła z żartobliwym przekąsem.Przesunęła piórem po włosach mysiego koloru, a twarz jej przybrała wyraz poprzedniej obojętności.- Musiałaby pani przedstawić pierwszorzędne referencje - dodała po chwili.- Nasi inkasenci mają do czynienia z pieniędzmi, pani rozumie.- Mogę przedstawić takie referencje - żarliwie wtrąciła Łucja i bez wahania wymieniła nazwiska Lennoxa, Edwarda i Ryszarda.- Ryszard Murray to mój brat - dodała.Efekt był zdumiewający.- Ach, to brat pani - powiedziała cicho panna Tinto z miejsca przekonana.Spojrzała na Łucję całkiem innymi oczami.- Więc pani jest siostrą Ryszarda Murraya.- Po chwili dodała: - To człowiek bardzo poważny.Wiem o tym, bo mieszkam w Ralston.Zapanowała chwila doniosłego milczenia.Następnie panna Tinto podeszła bliżej i podniosła klapę lady.- Proszę wejść i usiąść - rzekła, a w zachowaniu jej był nawet odcień serdeczności.- Pomówię o pani z panem Rattray.Łucja zaczerwieniła się lekko i usiadła na jednym z mniejszych krzeseł, panna Tinto zaś weszła po kilku schodach, zapukała do szklanych drzwi i znikła za nimi.Dla Łucji był to moment decydujący, kiedy ważyły się szale jej losu.Tym razem na pewno się powiedzie.nie myli się chyba sądząc, że panna Tinto jej sprzyja.Czyż nie zauważyła w spojrzeniu tamtej błysku współczującego zrozumienia? Łucja siedziała nieruchomo, patrząc niewidzącymi oczyma na olbrzymią kasę ogniotrwałą, drobne ręce splotła na kolanach, włosy błyszczące teraz w jasnym świetle opadały w delikatnych puklach na biały kark, a twarz jej była skupiona i pełna napięcia.Była to kiepska posada, a jednak rozstrzygnięcie tej sprawy miało dla niej tak wielkie znaczenie.Jakkolwiek pensja była marna, mimo to wystarczała przynajmniej na osiągnięcie obecnego celu.Niech tylko jej się powiedzie, a natychmiast poniecha myśli o wstrętnym sublokatorskim pokoju.Snując dalsze plany widziała siebie, jak wynajmuje małe skromne mieszkanko.Parę sprzętów przywiezie do miasta tanim kosztem.Będzie przynajmniej mieć dach nad głową dla siebie i Piotra, gdy wróci.I to w Glasgow.kiedy powzięła myśl zamieszkania tutaj, kierowały nią bardzo ważne motywy.Pragnęła usilnie zachować swą niezależność, otrzymać tę posadę.Otrzyma ją, musi ją otrzymać, było to dla niej kwestią życia, czymś nieodzownym, koniecznym dla dobra jej i Piotra.Nagle ze ściśniętym sercem podniosła oczy - panna Tinto schodziła ze schodów.Drżąc cała, podniosła się z krzesła.Twarz tamtej nie zdradzała niczym doniosłej decyzji, którą miała jej za chwilę zakomunikować.- A zatem - rzekła panna Tinto powoli - mówiłam z panem Rattrayem.- I co? - cicho spytała Łucja myśląc w duchu: O Boże, jeśli mi się znów nie powiedzie, to co się ze mną stanie? Jeszcze nigdy w czasie swoich poszukiwań nie była tak bliska sukcesu.- On jest kierownikiem firmy - ciągnęła dalej panna Tinto.Nie spieszyła się wcale, by podać wynik swej rozmowy, dodała: - "Henderson i Shaw" to tylko nazwa firmy.Naprawdę należy ona do pana Rattraya.- Tak? - szepnęła Łucja.I znów poczuła, że drży.- Właściwie prowadzenie całego interesu pozostawia mnie - rzekła panna Tinto trochę wyniośle.- Pracuję tu od trzydziestu lat.Ma do mnie pełne zaufanie.- Tak? - Łucja ponownie wyszeptała to słowo [ Pobierz całość w formacie PDF ]