[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale z drugiej strony, może i nie warto.Nie można oddzielać od siebie pewnych spraw, dochodziła do wniosku nieszczęśliwa Becky, nie można robić czegoś, a potem oczekiwać, że konsekwencje nie odskoczą kiedyś jak na gumie, żeby chlasnąć człowieka w twarz.Randka ze Stu Baileyem stanowiła ryzyko, ale nawet jeżeli Becky chciała tego ryzyka, nie była pewna, czy odważy się ponieść konsekwencje.Usiadła, wyjęła papierosy z kieszeni i zapaliła.Następnie wyjęła tabletkę ecstasy i odwinęła ją.Wyglądała niewinnie jak glukoza.Becky powąchała ją, a potem, z lekkim skurczem podniecenia, polizała.Nie miała smaku.Nie miała zapachu.Leżała w jej dłoni, uśmiechając się.Joanna Trollope121Becky pomyślała, że musiałaby zapłacić pięć funtów - swoje ostatnie pięć funtów - żeby ją zatrzymać i jednocześnie uwolnić się od Stu Baileya i jego wzroku utkwionego w jej piersiach.To znaczy, o ile chciała być wolna.O ile chciała być niechciana, mniejsza z tym, dlaczego jej pragnął.A zresztą pragnąłby jej jeszcze bardziej, gdyby go odrzuciła.Starannie owinęła tabletkę z powrotem w folię i włożyła do kieszeni.Papieros miał smak kwaśno-zatęchły.Zamknęła na chwilę oczy.Powinna pójść na to, powinna skorzystać z krótkotrwałej władzy w dowolny sposób.Ale.Otworzyła oczy i wrzuciła papierosa w niechętny ogień.A gdyby Nadine się dowiedziała? Gdyby Stu Bailey naprawdę ją skrzywdził? Gdyby.Becky pochyliła się w przód, podkręciła głośność telewizora, aż pokój zdawał się dygotać, rzuciła się z powrotem na kanapę i naciągnęła kołdrę na głowę.- To już piąty raz - oświadczył Tim Huntley.Stał na rozstawionych nogach, z rękami na biodrach, w kuchni Nadine, patrząc na nią z góry.Ona siedziała przy stole.Za nią, z dziurą w czarnej szkolnej bluzie, stałRory, opierając się o lodówkę i bawiąc się plastikowymi magnesikami na jej drzwiach.- Przepraszam - powiedziała cicho Nadine.- Farma to nie miejsce do zabawy - ciągnął Tom.Przeniósł spojrzenie z Nadine na Rory'ego.- Farma jest niebezpieczna.Nie chodzi o same maszyny, ale o trucizny.Mam tyle środków na chwasty, że mógłbym wykończyć połowę Hereford.I strzelbę.Masz szczęście, że nie mierzyłem do ciebie ze strzelby.Rory zamamrotał.- Co? - spytała Nadine.- Nic nie robiłem.- Byłeś tam - powiedział Tim.- Byłeś tam, bez mojej wiedzy i pozwolenia.Jeżeli tam jesteś, ty, obcy, możesz sobie zrobić krzywdę albo spowodować jakieś szkody.Krowa może poronić, możesz przywlec zakażenie.Rory schylił się nad drzwiami lodówki.- Przepraszam.- Mam nadzieję.A w ogóle to dlaczego nie byłeś w szkole? - Spojrzał na Nadine.- Dlaczego nie był w szkole?Drżała lekko.- Myślałam, że był.- Nie lubię jej - odparł Rory, a potem dodał pod nosem: - Tam jest nudno.722Cudze dzieciTim podszedł bliżej i oparł się o stół.- To nie jest żadna wymówka.Zgodnie z prawem masz chodzić do szkoły.Nadine popatrzyła na Rory'ego.- Ktoś ci dokucza?Potrząsnął głową.- Więc o co chodzi?Zawahał się.Potem zamaszystym ruchem ręki zsunął wszystkie magnesiki z drzwi i rozsypał po podłodze.- Nie mogę tam być - powiedział.- Nie mogę tu być, nie mogę.-Jego głos załamał się trochę.- Masz jakieś lekcje? - spytał Tim.Rory skinął głową.- Więc może idź je odrobić? A ja w tym czasie pogadam z twoją mamą?Rory kopnął lodówkę.- Jestem głodny.- Chyba wiesz, gdzie jest koszyk z chlebem.Nadine wstała.- Ja to zrobię.Tim ją obserwował.Zauważył, podczas gdy kroiła chleb i smarowała go niezdarnie masłem orzechowym, że trzęsą jej się ręce.Rory nie zaproponował, że jej pomoże.Tim już chciał mu powiedzieć, żeby ruszył swój leniwy tyłek, ale zrezygnował.Już i tak dość na Rory'ego na-krzyczał, jak na jeden dzień, wywlókł go siłą z szopy, gdzie stały traktory, i podarł mu bluzę.Rory w milczeniu znosił krzyki.Nie wydawałsię przestraszony ani naburmuszony.Zdawał się po prostu przyjmować wrzaski Tima jako kolejną porcję tego samego, kolejną nużącą porcję tego, do czego był już przyzwyczajony.Tim własnoręcznie wrzucił go do land rovera, jak worek albo zwierzęcy zewłok, po czym złagodniałi dał mu batonik znaleziony w pełnym rupieci schowku.Rory połknąłgo niemal w całości.- Proszę - powiedziała Nadine.Podała Rory'emu kanapki na talerzu, a następnie pochyliła się i pocałowała go.- Nie martw się.Nawet na nią nie spojrzał.Wziął talerz i powłócząc nogami zacząłiść ku drzwiom.- Dziękuję - powiedział Tim Huntley głośno, rozkazująco.Rory zatrzymał się na moment.- Dzięki.- Nie ma za co - odrzekła Nadine [ Pobierz całość w formacie PDF ]