[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Do dolnego końca rury był przymocowany przewód powietrzny z zaworem, biegnący od drugiego kompresora.Summer opuszczała wolno cylinder, dopóki nie dotknął dna.Dirk włożył płetwy i zerknął na zegarek.– Do zobaczenia za dziewięćdziesiąt minut – powiedział do Summer i założył maskę do nurkowania.– Zostawię włączone światło! – krzyknęła przez hałas kompresorów.Podeszła do nadburcia i oddzieliła od siebie trzy węże powietrzne, wykorzystywane w czasie podwodnej operacji.Dirk pomachał do niej i zeskoczył z barki.Sekundę później to samo zrobił Dahlgren.Pod powierzchnią turkusowej wody Dirk przestał słyszeć hałas kompresorów.Przetkał uszy, zanurkował do dna i szybko zlokalizował „odkurzacz”.Chwycił rurę i popłynął za Dahlgrenem, który kierował się na głębszą wodę.Zatrzymali się przy dwóch pomarańczowych chorągiewkach, wystających z piasku.Dirk postawił na dnie „odkurzacz” i przesunął dźwignię na przewodzie powietrznym.Do dolnego końca rury wtargnęło sprężone powietrze i uniosło się ku powierzchni, porywając ze sobą piasek i wodę.Dirk zaczął przemieszczać „odkurzacz” tam i z powrotem nad dnem i wysysać piasek, by wokół oznacznika powstał otwór.Dahlgren przyglądał się temu przez chwilę, potem zajął pozycję kawałek dalej.W rękach trzymał pręt z nierdzewnej stali z krzyżakowym uchwytem na jednym – końcu.Zaczął wkręcać stalową sondę w piaszczyste dno i pół metra głębiej natrafił na coś twardego.Miał doświadczenie i rozpoznał po wibracji, że jest to drewno.Wyciągnął sondę, przeniósł się kilkadziesiąt centymetrów dalej i powtórzył czynność.Zaczął otaczać niewidoczny obiekt pomarańczowymi chorągiewkami.Otwór tworzony „odkurzaczem” przez Dirka ciągle rósł.Dirk dotarł do płaskiej, pokrytej naroślą powierzchni, spojrzał na strefę, wokół której Dahlgren rozmieszczał chorągiewki, i stwierdził, że obiekt jest bardzo duży.Jeśli to ster, statek musiał być większy, niż przypuszczali.Na pokładzie barki Summer jeszcze raz sprawdziła działanie kompresorów, potem usiadła na krzesełku plażowym, skąd widziała węże powietrzne.Od strony lądu powiał chłodny wiatr.Wzdrygnęła się.Na szczęście słońce szybko nagrzewało pokład.Rozkoszowała się otoczeniem, podziwiała panoramę malowniczego hawajskiego wybrzeża i chłonęła zapachy pobliskiej zielonej wyspy.Lśniące, błękitne wody falującego Pacyfiku miały egzotyczną, intensywną barwę.Summer spojrzała bez zainteresowania na czarny statek w oddali, odetchnęła głęboko świeżym morskim powietrzem i wyciągnęła się na krzesełku.Pomyślała, że przy takiej pracy mogą nie dawać jej urlopu.41Pitt wstał wczesnym rankiem i był już ubrany, gdy rozległo się pukanie do drzwi jego pokoju hotelowego.Otworzył z wahaniem i odprężył się na widok uśmiechniętego Giordina.– Spotkałem tego zabłąkanego żebraka w holu – powiedział Giordino i wskazał kciukiem za siebie.– Pomyślałem, że może będziesz wiedział, co z nim zrobić.Zza jego barczystej postaci wyjrzał z wyrazem ulgi na twarzy zmęczony i wymięty Rudi Gunn.Pitt wyszczerzył zęby w uśmiechu.– Mój zaginiony zastępca.Myśleliśmy, że znalazłeś sobie jakąś miłą diewuszkę i osiedliłeś się w syberyjskiej głuszy.– Byłem szczęśliwy, że się stamtąd wyniosłem.Ale gdybym wiedział, że Mongolia jest jeszcze mniej cywilizowana, zostałbym tam – odparł Gunn, wszedł do pokoju i opadł na fotel.– Nikt mnie nie uprzedził, że w tym kraju nie ma ani jednej porządnej drogi.Pitt wręczył mu filiżankę kawy z dzbanka, który miał w pokoju.– Udało ci się przywieźć naszą aparaturę badawczą i sprzęt do nurkowania?– Tak, załadowałem wszystko na ciężarówkę, którą instytut był uprzejmy mi pożyczyć albo sprzedać, sam już nie wiem.Wydałem wszystkie ruble, jakie miałem, na łapówki dla rosyjskiej straży granicznej, żeby mnie przepuścili do Mongolii.Na pewno myślą, że jestem z CIA.Chyba jednak nie powinienem narzekać.Al mówił mi o waszej wędrówce przez pustynię Gobi.To nie był piknik.– Nie, ale wspaniała wycieczka krajoznawcza.– Pitt się uśmiechnął [ Pobierz całość w formacie PDF ]