[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Omal się o to nie potknął, kiedy niedawno wyruszał z „Wierieszczagina".Była to komora dekompresyjna z pokładu statku badawczego, pomieszczenie ratownicze dla nurków.Giordino wpadł na pomysł, że komora może spełnić rolę pojazdu podwodnego dla załogi kutra.Pitt zerwał się na nogi i dał znak pilotowi, żeby opuścił komorę na pokład rufowy.Sejsza była coraz bliżej.Giordino ustawił helikopter na rufę łodzi, czekając, aż komora się ustabilizuje.Po chwili jednotonowy ciężar opadł z hałasem na pokład.Czteroosobowa komora hiperbaryczna zajęła całą wolną przestrzeń na rufie, zwiększając jej zanurzenie o kilkanaście centymetrów.Pitt szybko odczepił linę, podskoczył do burty i pokazał Giordinowi uniesiony kciuk.Helikopter natychmiast oddalił się od kutra i zawisnął niedaleko w pogotowiu.–Po co on to zrzucił tutaj? – zapytała Tatiana.–Ten dziwaczny bąbel jest naszą gwarancją bezpieczeństwa – wyjaśnił Pitt.– Wszyscy do środka, nie ma czasu do stracenia.Zerknął na jezioro i zobaczył, że wielka fala jest już w odległości półtora kilometra.Odryglował szybko uszczelnienie i otworzył ciężki okrągły właz komory.Theresa weszła pierwsza, za nią Wofford i Roy.Tatiana zawahała się, ale chwyciła skórzaną torbę i dołączyła do reszty.–Szybko – przynaglił Pitt.– Nie ma czasu na zabieranie bagażu.Nawet szyper, który teraz patrzył z przerażeniem na pędzącą ścianę wody, zostawił koło sterowe i wgramolił się za innymi do komory.–A pan? – zapytała Tatiana, kiedy Pitt zaczął zamykać właz.–Pięciu osobom będzie wystarczająco ciasno.Poza tym ktoś musi uszczelnić komorę – odrzekł.– Z tyłu są koce i materace.Osłońcie się nimi.Przygotujcie się.Fala zaraz tu będzie.Właz zatrzasnął się z metalicznym dźwiękiem i Pitt obrócił mechanizm ryglujący.Pasażerów komory otoczyła nagle dziwna cisza, ale trwała niecałą minutę.Potem uderzyła fala.Theresa usiadła przy bulaju z grubego szkła i popatrzyła na tajemniczego mężczyznę na zewnątrz, który zjawił się tak niespodziewanie, żeby ich uratować.Zobaczyła, że Pitt sięga do swojego worka marynarskiego i wyjmuje maskę do nurkowania i plecak z małą butlą, Włożył szybko sprzęt i wspiął się na burtę.Potem zasłoniła go woda za szybą.Wyczarterowany kuter rybacki był jeszcze dwadzieścia cztery kilometry od Listwianki i zachodniego brzegu jeziora, gdy dotarła do niego sejsza.Ludzie na pokładzie nie wiedzieli, że uderzyło w nich czoło fali o wysokości dwupiętrowego budynku.Zawieszony w powietrzu Giordino patrzył bezradnie, jak sześćdziesiąt metrów poniżej przed czarną łodzią wyrasta pionowa ściana wody.Szyper zostawił przepustnicę w pozycji maksymalnego otwarcia i kuter próbował wspiąć się na wysoką falę.Jednak siła przetaczającej się wody pokonała przegniłe wręgi kadłuba i stara drewniana łódź zniknęła z powierzchni jeziora.Giordino desperacko szukał wzrokiem Pitta i komory dekompresyjnej.Kiedy jezioro znów się uspokoiło, ujrzał jednak tylko część dziobową kutra.Fala przełamała starą łódź i część rufowa z komorą dekompresyjną zatonęła.Fragment czarnego kadłuba z ocalałym masztem wycelowanym w niebo kołysał się na wodzie tylko przez chwilę, a potem wśród pęcherzy powietrza poszedł na dno zimnego jeziora.4Trzymajcie się! – zawołała Theresa, gdy z hukiem runęła na nich ściana wody.Jej słowa odbiły się echem w komorze.Ludzie zostali gwałtownie wyrzuceni do góry, gdy uderzenie fali poderwało rufę kutra.Chwycili się kurczowo przyspawanych ram dwóch koi.Mieli wrażenie, że czas sięzatrzymał, kiedy łódź próbowała się wspiąć na falę.Potem pod ich stopami rozległ się głośny trzask, gdy kadłub przełamał się na pół.Część rufowa ustawiła się pionowo pod naporem przetaczającej się wody i zsunęła powoli w dolinę fali.Theresie wydawało się, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie.Uczucie opadania zniknęło, kiedy fala przewróciła komorę do tyłu.W kłębowisku ciał zabrzmiały krzyki.Słabe światło wpadające przez buląj przygasło, a potem zniknęło całkowicie i wnętrze komory pogrążyło się w przerażającej ciemności.Fala odwróciła część rufową kutra dnem do góry i uwięziła pod nią komorę.Zalany przedział silnikowy, obciążony mechanizmem napędowym, ściągał ją na dno jeziora.Choć przetaczała się nad nimi ściana wody, wrak i komora opadały w dół pod własnym ciężarem.Zamiast być kapsułą ratunkową komora dekompresyjna stała się grobowcem, który zabierał swoje ofiary w zimne głębiny syberyjskiego jeziora.Ciężka stalowa komora wytrzymywała ciśnienie trzydziestu atmosfer, panujące na głębokości trzystu metrów.Ale w miejscu, gdzie przełamał się kuter, jezioro miało głębokość ponad dziewięciuset metrów, co groziło implozją komory jeszcze przed dotarciem na dno.Gdyby szczelna kapsuła nie była uwięziona pod wrakiem, unosiłaby się na powierzchni nawet z pięcioma osobami w środku.Ale obciążona dodatkowo częścią rufową kutra, opadała w dół.Kiedy za szybą buląja pociemniało, Theresa wiedziała, że pogrążają się w jeziorze.Przypomniała sobie, że Pitt w ostatniej chwili nazwał komorę „bąblem".Powinna się więc unosić się na wodzie.Nie widać było, żeby komora przeciekała, więc musiała tonąć z innego powodu.–Musimy obciążyć jedną stronę komory! – zawołała.W milczeniu stłoczyli się razem, próbując po ciemku opatrzyć sobie wzajemnie rany.Samo przemieszczenie czterystu pięćdziesięciu kilogramów mogło nie wystarczyć do uwolnienia komory, ale Theresa słusznie rozumowała, że trzeba zgromadzić wszystkich w sąsiedztwie krawędzi rufy kutra.Nad ich głowami był teraz silnik łodzi, najcięższy element części rufowej.Połączony ciężar diesla, komory i ludzi mógł odwrócić tonący wrak.Kiedy łódź opadła głębiej i wzrosło ciśnienie, komora zaczęła skrzypieć [ Pobierz całość w formacie PDF ]