[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Igła kompasu zdaję się wskazywać wschód i zachód.Saxon uniósł brwi.– Co jeszcze pan widzi?Austin przyjrzał się uważnie twarzy z brązu.Nos wyglądał jak po uderzeniu młotem kowalskim.Poza tym zniekształceniem całość stanowiła dość dobrą podobiznę jakiegoś młodego człowieka z brodą.Ten niby uśmiech można by też określić jako grymas.Oczy były zmrużone.Austin stanął za posągiem i przyjrzał się uważnie uniesionej ręce.– Chyba patrzy na słońce, jakby kierował statkiem.Saxon zachichotał.– Pan jest przerażający, przyjacielu.Obiektyw aparatu fotograficznego celował w środkową część posągu, gdzie na szarfie powtarzał się motyw poziomej linii z literami Z na obu końcach, zwróconymi ku sobie.–Ten wzór jest w pańskiej książce.Austina zaprzątały szczegóły i nie zauważył zaskoczonej miny Saxona.–Zgadza się.Według mnie symbolizuje okręt „Tarszisz".–Podobne motywy znalazł pan w Ameryce Południowej i Ziemi Świętej.W szarych oczach Saxona pojawił się podejrzany błysk.–Po prostu jak twierdzą moi krytycy, przypadek.–To Filistyni.– Austin wpatrywał się w medalion na szyi postaci.Były na nim wygrawerowane końska głowa i palma z odsłoniętymikorzeniami.–To też widziałem w pańskiej książce.–Koń symbolizuje Fenicję, a drzewo jej kolonię.Kurt przesunął palcami po kilku wybrzuszeniach pod palmą jak człowiek czytający alfabet Braille'a.W zadaniu pytania przeszkodził mu kobiecy głos.125–Jak pan tu wszedł?W drzwiach stała Carina z wyrazem niedowierzania na twarzy.Saxon próbował skontrować jej groźne spojrzenie uśmiechem.– Nie dziwię się, że jest pani zła.I proszę nie winić ochroniarza.Pokazałem mu legitymację Klubu Badaczy.Jest autentyczna.– Nie obchodzi mnie, czy ma pan ją wytatuowaną na derriere, na tyłku – wypaliła Carina.– Skąd pan wiedział, że posąg jest tutaj?–Mam źródła, które znają moje zainteresowania.Podeszła do aparatu fotograficznego na trójnogu.–Zdjęcia posągu będą w książce sprzedawanej podczas wystawy objazdowej.Nie ma pan pozwolenia na fotografowanie Żeglarza.Saxon spojrzał ponad ramieniem Cariny i wyraz jego twarzy całkowicie się zmienił.Szeroki uśmiech zniknął.Odsłonił zęby jak wściekły pitbul i warknął jedno słowo:–Baltazar.Do magazynu wmaszerował potentat górniczy, a za nim młody człowiek ze skórzanym neseserem.Baltazar podszedł do Cariny.–Miło mi znów panią widzieć.– Wyciągnął rękę do Saxona.– ViktorBaltazar.Chyba jeszcze nie miałem przyjemności.Saxon nie podał mu ręki.–Tony Saxon.Chciał pan kupić statek, który zbudowałem, żeby przepłynąć Pacyfik.–A, tak – odparł Baltazar niezrażony afrontem.– Zamierzałem go oddać do muzeum.Słyszałem, że spłonął.Wielka szkoda.Saxon odwrócił się do Cariny.–Proszę wybaczyć.Mam nadzieję, że będzie pani pamiętać o naszejrozmowie w ambasadzie.Złożył trójnóg aparatu fotograficznego i wziął sprzęt na ramię.Wyszedł z magazynu, rzucając Baltazarowi gniewne spojrzenie.Carina pokręciła głową.–Przepraszam, jeśli zareagowałam za ostro.Ale to najbardziej irytujący człowiek, jakiego znam.Nieważne.Kurt, przedstawiam ci pana Vik-tora Baltazara, założyciela i prezesa fundacji, która sponsoruje wystawę objazdową.–Bardzo mi miło pana poznać, panie Austin.Wiem od panny Mecha-di, jak wielka jest pańska zasługa w udaremnieniu kradzieży artefaktów.Dziękuję panu za uratowanie tej niezwykłej młodej damy i kolekcji antyków.–Carina mówiła mi o hojności pańskiej fundacji – powiedział Austin.Baltazar zbył to machnięciem ręki i skupił uwagę na posągu.126–Nareszcie.Żeglarz.Jest naprawdę niezwykły.Podjęła pani słuszną decyzję, żeby uczynić z niego główną atrakcję wystawy.– To był naturalny wybór – odparła Carina.– Nawet z uszkodzoną twarzą jest pełen godności i inteligencji.I wygląda tajemniczo.Baltazar przytaknął i odwrócił się do Austina.–Co pan sądzi o naszym niemym przyjacielu?Austin pomyślał o swojej rozmowie z Saxonem.–Może byłby bardziej gadatliwy, gdybyśmy mogli mu zadać odpowiednie pytania.Baltazar posłał mu dziwne spojrzenie i wrócił do oględzin posągu.Obszedł Żeglarza dookoła, badając wzrokiem każdy centymetr kwadratowy brązu.–Czy widział go już jakiś ekspert? – zapytał Carinę.–Jeszcze nie.Na razie zostanie przetransportowany do SmithsonianInstitution i przygotowany do wystawy.–Z powodu tamtej próby kradzieży obawiam się trochę o jego bezpieczeństwo – mówił Baltazar.– Samowolna wizyta pana Saxonapotwierdza, że ochrona nie jest wystarczająca.Posąg może paść łupemzłodziei,zwłaszcza w czasie transportu z magazynu do instytutu.Dlategopozwoliłem sobie zamówić na dziś furgon z firmy przewozowej, którazapewniŻeglarzowi bezpieczeństwo.Powinni tu niedługo być.Oczywiście,jeślinie ma pani nic przeciwko temu.Carina zastanowiła się.Coraz więcej osób wiedziało, gdzie jest Żeglarz, i to już stwarzało zagrożenie.–Jest pan bardzo uprzejmy – powiedziała.– Chętnie skorzystam z tejmożliwości.–Doskonale.Zatem załatwione.Wiem, że jest jeszcze wcześnie, aleproponuję uczcić nasz sukces toastem.Baltazar dał znak służącemu, który położył przyniesiony neseser na półce i odchylił wieko [ Pobierz całość w formacie PDF ]