[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wreszcie rozpoznał Małego Szpenia.To on był źródłem oślepiającego światła.Cabril- lo wyciągnął rękę i wyczuł zapasowe butle z tlenem, którymi Max objuczył małego robota.Zostały umocowane tak, żeby dostęp do podłączonych do nichprzewodów oddechowych był jak najłatwiejszy.Juan nie oddychał już prawie minutę, więc jego pole widzenia zawęziło się do punktucentralnego, otoczonego szarością, ale zachował dość przytomności umysłu, by odczepić przewód prowadzący do jego hełmu i w to miejsce wpiąć ten z zapasowej butli.Minęło piętnaście sekund, a on nadal nie miał czym oddychać.Nagle, z niewiadomegopowodu, Junior natarł na niego po raz dugi.Pewnie Max chce mi coś powiedzieć, pomyślał Cabrillo.Ale co? Nie miał pojęcia.Coraz bardziej niedotleniony, znów opuścił głowę, a wtedy ROV huknął go w pierś, po czym stanąłbokiem, podsuwając mu pękatą butlę z trimiksem pod same oczy.No tak, zawór.Juan chwycił go i obrócił pokrętło.Rozległ się życiodajny syk i jego hełm wypełnił się mieszaniną gazów umożliwiających oddychanie.Wziął głęboki wdech i przez chwilę czuł się, jakby miały pęknąć mu płuca.Ale zamęt w głowie ustąpił, kiedy tylko tlen dotarłz krwią do mózgu, który zaczął się budzić po awarii jak komputer po resecie.Po kolejnych dwudziestu oddechach Cabrillo poczuł przyjemne ożywienie i ogromnąulgę.Pokazał nurkowy znak OK do kamery zamontowanej poniżej świateł robota.Junior obróciłsię o 360 stopni niczym szczeniak goniący za własnym ogonem.Potem robot przycupnął tuż przy jego boku, jakby podstawiał się do głaskania.Dopiero teraz Juan zauważył pakiet przymocowany przez Maksa na wierzchu ROV-a.Otworzył go izmówił cichą dziękczynną modlitwę.Hanley pomyślał o wszystkim.Palce Cabrilla byłyzdrętwiałe z zimna, ale jakoś zdołał trafić w pierścień odpalający magnezową flarę.Odwrócił głowę, bo oślepiająco biały blask uszkodziłby mu siatkówkę, gdyby patrzyłprosto na nią.Zresztą nie dbał o światło, obchodziło go tylko emitowane przez flarę ciepło, które podgrzewało wodę w tym zacisznym miejscu, osłoniętym od prądu przez kocioł staregominowca.Już po kilku sekundach poczuł wyraźną różnicę.W pakiecie były też ogrzewacze chemiczne.Nacisnął ich aktywatory i kilka umieścił między udami i pod pachami, a pozostałe wsunął między suchy skafander a kamizelkę wypornościową w okolicy serca.Kiedy po dziesięciu minutach trochę się rozgrzał i był gotowy do rozpoczęciawynurzenia, podpłynęła do niego miniłódź podwodna Discovery 1000 z akrylową kopułą, pod którą za sterami siedział Eric Stone.Eric i Junior towarzyszyli mu przy wychodzeniu na powierzchnię, trzymając się w pobliżu podczas trwających w sumie kilka godzin przyStanków dekompresyjnych.Mimo chłodu i przemęczenia Cabrillo wynurzał się bardzopowoli, zgodnie z procedurą.Nie śpieszył się, bo zdawał sobie sprawę, że najbliższą noc i tak spędzi wraz z Mikiem w ciasnej komorze dekompresyjnej „Oregona”.Wiedział też, że jeśli odstąpi od zasad bezpiecznego wychodzenia na powierzchnię, na tej jednej nocy się nie skończy.Większość załogi czekała nad basenem zanurzeniowym, więc kiedy wreszcie wynurzyłsię z wody, otrzymał owację na stojąco.Max wręcz promieniał i nawet Julia Huxley uśmiechała się szeroko, mimo profesjonalnej troski o dobre samopoczucie prezesa.- Jak się czujesz? - spytała, kiedy udało jej się przecisnąć międzyrozentuzjazmowanymi mężczyznami, którzy otoczyli Juana.- Zimno mi - odparł Cabrillo, szczękając zębami.- Jestem głodny i bardzo, ale to bardzo potrzebuję skorzystać z toalety.- Ani przez chwilę w ciebie nie zwątpiłem - zwrócił się do Hanleya, który wyglądał zza pleców lekarki.- A czemu miałbyś zwątpić? - rzucił Max nonszalancko.- Jeszcze nigdy cię niezawiodłem.- Dzięki.- Zrewanżujesz mi się przy okazji.- Skończcie już z tą męską przyjaźnią - ucięła Hux.-Juan, idziesz do komorydekompresyjnej razem z Mikiem.Muszę was poddać obserwacji pod kątem objawów chorobykesonowej.- Co z Eddiem? Nic mu się nie stało?- Ma podejrzenie wstrząśnienia mózgu.- A Mike?- Czuje się dobrze.Zabieram go do komory tak na wszelki wypadek.- Czy zabrał ze sobą próbkę metalu z kratownicy? Jeśli nie, to wszystko było na próżno [ Pobierz całość w formacie PDF ]