[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Za tę małą przysługę również nie potrzebuję pokwitowania.– Nie, dzięki Bogu, nie sprawdzają żadnego z.– Zabrała kolejny banknot rozglądając się nerwowo.– Czy jeszcze w czymś mogę pani pomóc?Rae odwróciła się i zobaczyła wchodzącą starszą kobietę.Miała bardzo delikatne rysy twarzy i prawie zupełnie siwe włosy.– Dzięki, to już wszystko.Starsza pani podeszła do nich i usiadła za biurkiem.– Moja wnuczka – powiedziała.– Co ja bym bez niej zrobiła?Młoda kobieta mrugnęła do Rae.– Nie pracuję tutaj, pomagam tylko trochę babci.Rae pokiwała potakująco głową.– Daleko zajdziesz.Tylko nie strać tego wszystkiego w jednym miejscu.Siedząc w samochodzie, drżącymi z podniecenia rękoma wyjęła z torebki szkło powiększające i zaczęła sprawdzać powierzchnię plastykowego woreczka.Późna pora i padający deszcz nie ułatwiały jej zadania.Jeżeli się pospieszy, zdąży jeszcze zadzwonić do laboratorium, które miało przeprowadzić test na pierwszym worku.I powie, że prześle im nie jeden, ale trzy woreczki do badania.Słuchając walącego o dach auta deszczu, wystukała numer laboratorium w San Diego.Tym razem telefon odebrał inny laborant.Wyniki mogą być już za pięć dni, jeżeli tylko zgodzi się pokryć dodatkowe koszty.Co to pieniądze robią z ludzi, pomyślała odkładając telefon.Pełna optymizmu włączyła silnik i wolno skręciła w I-80.Z powodu deszczu ulica była zupełnie pusta, szybko minęła rysującą się w ciemnościach zabudowę uniwersytetu, skręciła w Cedar i ruszyła na zachód.Zastanawiała się, gdzie mieszka Nola Payne i co ją skłoniło, by rodzić w Centrum.Restauracja mieściła się na Shattuck Avenue, a do jej dwupiętrowego budynku prowadziła szeroka, wysadzana krzewami aleja.Chwalona była przez wszystkich i niełatwo tu było znaleźć wolny stolik.Głównymi jej gośćmi byli mieszkający na stokach Berkeley właściciele domów powyżej pół miliona dolarów.Co najważniejsze jednak – i wszystkim się niezwykle podobało – to fakt, że można było tu przyjść ubranym zarówno w strój wieczorowy jak i sportowy.Rae szybko wbiegła po szerokich drewnianych schodach do kawiarni, sala obiadowa była na pierwszym piętrze.– Rae, wieki cię tu nie widziałem! – zawołał na jej widok Alex, główny kelner restauracji.– Witaj, Alex, jak się ma mały George? – zapytała.– Powinienem dostać moje pieniądze z powrotem – odezwał się z udawanym grymasem.– Najlepiej, żebyś go wsadziła z powrotem tam, skąd wyszedł.– To ty już z dwulatkiem nie dajesz sobie rady? – zaśmiała się Rae.– Mów lepiej, cóż cię do nas sprowadza?Zanim Rae zdążyła odpowiedzieć, do Alexa podeszła młoda kelnerka:– Alex, twoja żona dzwoni.Chodzi o syna.– A widzisz, nie mówiłem! – powiedział, łapiąc się za głowę.Po jego odejściu do Rae podszedł inny kelner.– W czym mogę pani pomóc? – zapytał.– Jestem tu umówiona z panem Samem Hartmanem – odpowiedziała.– Ach tak – rzekł kelner, sprawdzając książkę rezerwacji.– Tak, pan Hartman ma zarezerwowany stolik, ale o ile sobie przypominam, to dzwonił, że przyjdzie troszkę później.Pan Hartman jest lekarzem, nieprawdaż?Rae kiwnęła głową.– Dziękuję, poczekam w kawiarni.Ruszając w stronę kawiarni Rae zauważyła schodzącego po schodach Walkera Stuarta.– Proszę, proszę – zawołał rozkładając w powitalnym geście ręce.– Czekam właśnie na Denise i mam teraz nadzieję, że jak zwykle się spóźni, co pozwoli nam na chwilę rozmowy.Świetnie, że go tu spotkała.Miała mu do powiedzenia milion spraw, nie wiedziała tylko, jak to zrobić.Kelner zaprowadził ich do stolika.– Cieszę się, że cię zobaczyłem – powiedział Walker, kiedy usiedli.Ubrany był w czarny blezer i ciemne spodnie.Śnieżnobiała jedwabna koszula podkreślała jego srebrzystą, krótko przystrzyżoną brodę.– Ja też się cieszę – odpowiedziała Rae.– Oszczędzi mi to jutrzejszej wizyty w twoim biurze.– Posłuchaj, Rae, ja byłem nawet dzisiaj w biurze.Otrzymałem właśnie kopię raportu Arniego Drivera i jego wniosek o wszczęcie postępowania przeciwko tobie.Rae kiwnęła głową, ale nim mogła coś powiedzieć, Walker już mówił dalej:– Jak wrócisz do domu, na sekretarce znajdziesz wiadomość ode mnie.Dzwoniłem tuż przed przyjściem tutaj.Jeżeli jest coś, co mogę w tej sprawie zrobić, to proszę, powiedz mi.Niestety nie mogę wezwać do siebie Drivera i powiedzieć mu, co o tym wszystkim myślę.Prawo szpitalne mówi, że powinienem być o tych sprawach poinformowany, ale nie mogę brać w nich udziału.– Wiem o tym, Walker – odpowiedziała Rae.– Ale mam o wiele ważniejsze sprawy, o których chcę z tobą porozmawiać, niż to moje przesłuchanie.– Nie mów tak, Rae.Cóż może być ważniejsze od tego, że jakiś dureń chce wykluczyć z personelu mojego szpitala najlepszego lekarza?– Walker, zapewniam cię, że traktuję to wszystko bardzo poważnie.Sądzę jednak, że to wszystko jest ze sobą powiązane, moje przesłuchanie, problemy z noworodkami, napad na Bernie.– Znałaś ją dobrze?– Bernie Brown to moja najlepsza przyjaciółka.– Żartujesz! Mam na myśli tę pielęgniarkę, którą.Rae, bardzo cię przepraszam, nie wiedziałem, że to twoja przyjaciółka.– Walker, ona nie miała wrogów – powiedziała cicho Rae.Walker westchnął głęboko i rozejrzał się po sali.– To już wiem, kto ją tam znalazł.– Masz jakieś wieści od policji? – spytała.Nagle poczuła, że szampan, jaki zamówił Walker, zupełnie stracił smak.Walker pokręcił głową.– Nie, nie mam żadnych.Nasza ochrona z nimi współpracuje, dają im wszystko, czego zażądają, wydruki komputerowe, wszelkie zapisy, listy pracowników.Przez chwilę oboje siedzieli w milczeniu, aż odezwała się Rae:– Jest jeszcze gorzej, niż myślisz.– No to mów.Rae przedstawiła mu swoją teorię dotyczącą oxytocyny i podejrzenia co do pielęgniarzy z karetki.Walker słuchał w skupieniu.Od czasu do czasu kiwał tylko głową i kręcił nóżką kieliszka.–.i ten, kto chce, aby Centrum miało kłopoty związane z noworodkami, zaatakował też Bernie – zakończyła Rae.Pociągnęła łyk szampana i czekała, co teraz powie Walker.– No cóż, wygląda na to, że to u nas coś źle działa.Matki przewożone są z Centrum bez problemów, kłopoty zaczynają się u nas.Oznacza to, że nasze raporty odnośnie porodów będą wyglądały bardzo źle.Mam jednak nadzieję, że nie opowiedziałaś swojej teorii zbyt wielu osobom?– Ale powiedz mi, Walker, co ty o tym sądzisz? Powiedz mi, że jeszcze nie zwariowałam.– Ty nie, ale twoja historia tak – odparł jej zamyślony.– Ale to przecież możliwe.– Posłuchaj, Rae – Walker pochylił się nad stołem [ Pobierz całość w formacie PDF ]