[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zdawało mu się, że jego głowę wypełnia bawełniana przędza.Jeden z najemników zatańczył szaleńczo ze stalaktytem, który go przebił, po czym upadł.Zadrżał, gdy opuszczało go życie.W ciszy i bezruchu, które wypełniły jaskinię, Cholik wypowiedział piąte, ostatnie Słowo.Eliptyczny wzór zaczął płonąć na górze, poza pierścieniem.Z tego miejsca krwistoczerwony promień zaczął wędrować wzdłuż elips, przeskakując z jednej na drugą.Gdy zapłonęły już wszystkie, przeskoczył na linię, która je łączyła, poruszając się coraz szybciej.Gdy dotarł do końca wzoru, płomień rozjarzył się szkarłatem.Potężne szaro-zielone drzwi otworzyły się i w jednej chwili do jaskini powrócił dźwięk.Drzwi zepchnęły na bok pozostały jeszcze gruz.Cholik patrzył z przerażeniem, jak z jakiegoś zapomnianego zakątka Piekieł przez otwartą bramę wypływa śmierć.SZEŚĆDarrick popatrzył w dół na Port Tauruka, przeklinając zakryty chmurami księżyc, który jeszcze kilka chwil wcześniej błogosławił.Nawet teraz, gdy ukrywali się w niższych partiach Gór Orlego Dzioba, zakrywająca miasto ciemność utrudniała rozróżnianie szczegółów.Rzeka Dyre płynęła ze wschodu na zachód kanionem wyrzeźbionym w górach.Ruiny Portu Tauruka leżały na jej północnym brzegu.Miasto szerszą częścią przylegało do brzegu, wykorzystując naturalną przystań.- W swoim czasie Portowi Tauruka musiało się dobrze powodzić - powiedział cicho Mat.- Tak głęboka przystań nad rzeką biegnącą przez wiele mil i tak szeroką, że można płynąć w górę.ci ludzie musieli mieć dobre życie.- No, a teraz ich tu nie ma - zwrócił uwagę Maldrin.- Zastanawiałeś się, czemu? - zapytał Mat.- Ktoś przyszedł i zawalił miasto nad ich cholernymi głowami - powiedział pierwszy oficer.- Choć taki spryciarz jak ty powinien się tego domyślić i tacy jak ja nie powinni ci tego tłumaczyć.Mat nie obraził się.- Zastanawiałeś się, kto to zrobił?Darrick zignorował znajome sprzeczki dwóch mężczyzn, które czasem były męczące, a kiedy indziej zabawne, i wyjął lunetę z torby przy pasie.Była to jedna z niewielu rzeczy, które posiadał na własność.Luneta została wykonana przez rzemieślnika w Kurascie, ale Darrick nabył ją od kupca z Zachodniej Marchii.Mosiężna obudowa sprawiała, że luneta była niemal niezniszczalna, a dzięki sprytnemu mechanizmowi się składała.Rozłożył lunetę i uważniej przyjrzał się miastu.W porcie stały trzy statki.Wszystkie z nich oświetlały latarnie noszone przez piratów.Darrick podążył wzrokiem za linią piratów i świateł na brzeg, koncentrując się na dużym budynku, który został tylko częściowo zniszczony.Budowla znajdowała się pod grubą skalną półką wyglądającą, jakby przeniósł ją ten, kto zniszczył miasto.- Mają niezłą kryjówkę - powiedział Maldrin.Darrick pokiwał głową.- Pewnie wypełnili ją kobietami i winem - ciągnął pierwszy oficer.- Na Światłość, chłopcze, wiem, że jesteśmy tutaj po królewskiego bratanka i takie tam, ale nie podoba mi się, że zostawimy tu te kobiety.Pewnie zabrali je ze statków, które złupili i zatopili.Nie sposób policzyć, ilu zjadły rekiny.Darrick zacisnął zęby, próbując nie myśleć o tym, co kobiety musiały znosić w łapach piratów.- Wiem.Jeśli będzie to tylko możliwe, spróbujemy też uwolnić kobiety.- Dobry chłopak - powiedział Maldrin.- Znam załogę, co to ją wybrałeś, Darrick.Każdego jednego.To dobrzy mężczyźni.Byliby gotowi umrzeć jako bohaterowie.- Nie jesteśmy tu po to, by umrzeć - odrzekł Darrick.- Mamy zabijać piratów.- I posłać ich do piekła, jeśli tylko się da.- Uśmiech Mata błyszczał w ciemnościach.- Nie wygląda na to, żeby poważnie traktowali pełnienie straży tam, w ruinach.- Mają straże wzdłuż rzeki - zgodził się Maldrin.- Gdybyśmy próbowali wprowadzić tu „Samotną Gwiazdę”, pewnie by nas złapali.Nie pomyśleli o małej grupie zdecydowanych na wszystko mężczyzn.- Mała grupa to mała grupa - stwierdził Darrick.- Ale choć pozwala nam to poruszać się szybko i cicho, nie będziemy w stanie zbyt długo walczyć.Jest nas tuzin i zabicie nas nie zajmie im specjalnie dużo czasu, jeśli podejdziemy do tego w zły sposób i będziemy mieli pecha.- Przesuwając lunetę, zapisał sobie w głowie granice zrujnowanego miasta.Potem zwrócił uwagę w stronę doków.Dwa małe doki unosiły się na powierzchni wody, utrzymywane przez puste, szczelne baryłki.Oceniając po ruinach na wschód od pływającego doku, Darrick uznał, że wcześniej istniały tu bardziej trwałe doki.Nierówne warstwy skał nad rzeką wskazywały, że w przeszłości odpadły od nich kawałki ziemi.Stałe doki prawdopodobnie znajdowały się w porcie na tyle głęboko, że nie przeszkadzały wpływającym statkom.Z brzegu rzeki, jakieś trzydzieści stóp nad pokładami trzech kog, zwieszały się dwa bloczki, obok nich zaś znajdowały się całe sterty skrzyń i beczułek.Składu pilnowało kilku mężczyzn, ale zajęci byli grą w kości i pochylali się nisko, by dokładnie przyjrzeć się wynikom każdego rzutu.Raz na jakiś czas do uszu Darricka dochodziły okrzyki radości.Piraci mieli dwie latarnie, umieszczone na końcach pola gry.- Jak myślisz, który z nich to „Barakuda”? - zapytał Maldrin.- Pirat mówił, że na tym statku trzymają chłopaka, tak?- Tak - odrzekł Darrick - i założę się, że „Barakuda” jest pośrodku.- Tam, gdzie są wszyscy strażnicy - powiedział Mat.- Tak.- Darrick złożył lunetę i wsunął ją do sakiewki, zamykając wcześniej oba jej końce.Szkło wyszlifowane tak dokładnie, jak w jego lunecie, poza Kurastem trafiało się rzadko.- Masz jakiś plan, Darrick? - spytał Mat.- Jak zawsze - zgodził się Darrick.Mat wyglądał o wiele poważniej.- To nie będzie taka zabawa, jak się spodziewaliśmy, prawda? - zapytał.- Nie - zgodził się ponownie Darrick.- Ale nadal uważam, że może nam się udać.- Wyprostował się.- Najpierw ja i ty, Mat.Jak najszybciej i jak najciszej.Maldrin, potrafisz jeszcze chodzić cicho, czy już zrobiłeś się zbyt szeroki w kadłubie od ciastek kuka?„Samotna Gwiazda” miała nowego piekarza, a zdolności młodzieńca stały się już legendą w marynarce Zachodniej Marchii.Kapitan Tollifer musiał wykorzystać wszystkie swoje znajomości, żeby załatwić przypisanie piekarza do ich statku.Każdy marynarz na pokładzie „Samotnej gwiazdy” polubił słodycze, ale Maldrin jako pierwszy zauważył, że piekarz tak naprawdę chciał nauczyć się żeglować i wykorzystał to, pozwalając chłopakowi stawać za kołem sterowym w zamian za ciastka.- Może i przybrałem z funt albo trzy w ostatnim miesiącu - przyznał Maldrin - ale nigdy nie będę tak stary czy gruby, żeby nie dotrzymać tempa wam, szczeniaki.Jeśli tak się stanie, to zawiążę sobie linę na szyi i wyskoczę za rufę.- Więc chodź z nami - zaproponował mu Darrick.- Zobaczymy, czy uda nam się przejąć zapasy.- A po co? - spytał ponuro Maldrin.Darrick ruszył w dół zbocza, trzymając się brzegu rzeki.Bloczki i straże znajdowały się prawie dwieście jardów od nich.Wzdłuż wysokiego brzegu rzeki rosły krzaki i niskie drzewa [ Pobierz całość w formacie PDF ]