[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Patrzyła na mnie, jakby chciała się przekonać, czy wykonam ten jeden ruch, który jej się nie spodoba.–W porządku – odezwałam się do niej łagodnie.– Pit? Czy mogę zadzwonić do kogoś na pager i podać pański numer?–To nie tajemnica.Proszę bardzo.–Grzeczny piesek – zachęcałam Taxi, żeby taka była, gdy obchodziłam ladę, chcąc się dostać do telefonu.Jej małe, tępe oczka przypominały mi oczy rekina, a gruby i trójkątny łeb – węża.Wyglądała na jakiegoś prymitywnego stwora, który nie uległ ewolucji od najdawniejszych czasów i przypomniało mi się, co było napisane na pudle wewnątrz kontenera.–Czy to mógłby być wilk? – spytałam Pita.– Albo wręcz wilkołak? Pit znów westchnął.Pracowity weekend pozostawił mu ślady w postaci sińców pod oczami.–Cóż, wilki są dosyć popularne.Wie pani, instynkt stadny, samotny wilk.Ale trudno coś takiego przykryć ptakiem, sową czy innym.–Taaa – odezwał się w słuchawce głos Marina.–Cholera, to mógłby być kojot, pies, kot – myślał głośno Pit.– Wszystko, co ma futro i żółte oczy.Musiałoby być małe, żeby zakryć to sową.Naprawdę malutkie.–Kto, do diabła mówi coś o futrze? – spytał niegrzecznie detektyw.Wyjaśniłam mu, gdzie jestem i dlaczego, a Pit przez cały ten czas pokazywał mi wzory wszystkiego, co ma sierść.–Wspaniale.– Marino od razu się wściekł.– Skoro tam jesteś, może byś sobie od razu coś wytatuowała?–Chyba innym razem.–Nie mogę uwierzyć, że mogłaś pojechać sama do salonu tatuażu.Czy masz pojęcie, jacy ludzie tam chodzą? Handlarze narkotyków, recydywiści na przepustkach, członkowie gangów motocyklowych.–Ale on jest w porządku.–O nie, nie w porządku! – wybuchnął kapitan.Był wściekły na coś więcej niż tylko na moją wizytę w salonie tatuażu.–Co się stało, Marino?–Nic, chyba że uznasz zawieszenie bez wynagrodzenia jako coś, co się stało.–Nie ma żadnego powodu do tego – oświadczyłam ze złością, chociaż czułam, że do tego dojdzie.–Bray uważa, że jest.Chyba zepsułem jej wczoraj wieczorem kolację.Mówi, że jeżeli zrobię jeszcze jedną rzecz, wylatuję.Ale jest też dobra wiadomość: mam zabawę jak cholera, bo zastanawiam się, co zrobię jako tę jedną rzecz.–Hej! Coś pani pokażę! – zawołał do mnie Pit z przeciwległego krańca pokoju.–Zastanowimy się nad tym – obiecałam Marinowi.–Taa.Oczy Taxi śledziły każdy mój ruch, gdy odłożyłam słuchawkę i przechodziłam obok posłania.Przebiegłam wzrokiem szablony wiszące na ścianie i poczułam się jeszcze gorzej.Tak bardzo chciałam, żeby tatuaż okazał się wilkiem albo malutkim wilkołakiem, a prawdopodobnie było to coś zupełnie innego.Nie znosiłam pytań pozostających bez odpowiedzi, gdy nauka i racjonalne myślenie dochodziły tylko do pewnego momentu, a dalej się wycofywały.Nie pamiętam już od dawna, żebym czuła się tak zniechęcona i niepewna.Wydawało mi się, że ściana na mnie napiera, a wszystkie te wzory wyskakują jak demony.Serca przebite strzałą, czaszki, nagrobki, szkielety, straszliwe stwory i wampiry tańczyły wokół mnie taniec śmierci.–Dlaczego ludzie chcą na sobie nosić śmierć? – powiedziałam głośno, a Taxi uniosła głowę.– Czy życie z nią to nie dosyć? Dlaczego ktoś chce spędzić resztę życia, patrząc na wizerunek śmierci na własnym ramieniu?Pit wzruszył ramionami i wcale się nie przejmował tym, że kwestionowałam sens jego sztuki.–Widzi pani, pani doktor – wyjaśnił – jak się człowiek zastanowi, to nie ma się czego bać, tylko strachu.Więc ludzie chcą mieć tatuaże ze śmiercią, żeby się nie bać samej śmierci.Tak jak ludzie, którzy boją się węży, dotykają ich potem w zoo.Pani też na swój sposób żyje na co dzień ze śmiercią – powiedział do mnie.– Nie uważa pani, że bardziej by się jej obawiała, gdyby nie miała z nią codziennie do czynienia? – Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć.– Ma pani z sobą w słoiku kawałek skóry trupa i nie boi się pani.Ale ktoś inny, kto by tu wszedł, na ten widok pewnie by zaczął krzyczeć albo zwymiotował.Nie jestem psychologiem – ciągnął dalej, żując gumę z zapamiętaniem – ale jest jakiś ważny element w tym, co człowiek chce mieć na stałe wyrysowane na własnym ciele [ Pobierz całość w formacie PDF ]