[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- I co w tym dziwnego? Przecież to publiczna droga, ruch jest spory.- Jedno jest pewne.To nie był mój klient z szuflady -wtrąciła M.J.- O ile wiem, umarlaki nie siadają za kółkiem.- Kiedy będzie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną śmierci? - zapytał David.- Wezmę go na warsztat jeszcze dzisiaj.Zrobię mu rentgen czaszki i sprawdzę, czy ma wodę w płucach.Ale najpierw muszę zjeść - zaznaczyła, odgryzając kęs jabłka.- A póki co - obróciła się w fotelu i sięgnęła po kartonowe pudełko - obejrzyjcie sobie, co przy nim znaleźliśmy.Mówiąc to, zaczęła wyjmować przedmioty szczelnie zamknięte w plastikowych woreczkach.- Grzebień, papierosy winstony, pół paczki.Zapałki, bez etykiety, brązowy portfel z imitacji skóry, a w nim czternaście dolarów.Różne karty - wyliczała metodycznie.- I wreszcie to.- Położyła na stole woreczek, w którym był klucz.Na plastikowej przywieszce widać było jaskrawy czerwony napis: Hotel Victory.- Tam mieszkał? - Kate wzięła klucz do ręki.- Tak, już tam byliśmy - odparł Pokie.- Koszmarna dziura.Wszędzie szczury, wielkie jak konie.Ostatni raz widzieli go tam w sobotę w nocy.Kate odłożyła klucz i jeszcze raz przyjrzała się osobistym drobiazgom Deckera.Przypomniała sobie jego twarz odbitą w lustrze i obłąkane spojrzenie ciemnych oczu.Nagle ogarnął ją wielki żal i współczucie dla człowieka, którego marzenia zostały tak brutalnie zniszczone.Kim byłeś naprawdę, Charlie? - zapytała go w myślach.Szaleńcem? Mordercą?Miała przed sobą okruchy jego życia.Bardzo skromne i zwyczajne.- Sprawa skończona, pani doktor.- Pogodny głos Pokiego wyrwał ją z zamyślenia.- Pani prześladowca nie żyje, więc może pani wracać do domu.Spojrzała na Davida, ale on patrzył w inną stronę.- Tak - mruknęła ze znużeniem.- Mogę wracać do domu.Kim byłeś, Charlie? - powtarzała jak refren, gdy ciemną nocą wracali z Davidem do domu.Z jakiegoś powodu nie mogła przestać myśleć o człowieku, który tak wiele wycierpiał.Dla niej on również był ofiarą, jak pozostałych troje.A teraz zostały tylko zwłoki, które pojawiły się w wyjątkowo dogodnym momencie.- To wszystko jest zbyt proste - stwierdziła z przekonaniem.- Co takiego?- Finał.Wiesz, ciągle myślę o Deckerze.Dopiero teraz zrozumiałam, co wtedy widziałam w jego oczach.Byłam zbyt przerażona, żeby to od razu rozpoznać.- Co to było?- Strach.On też się czegoś bał.Musiał znać jakąś straszną tajemnicę.I to go zgubiło.Jak pozostałych.- Uważasz, że on też jest ofiarą? Skoro tak, po co cię straszył? Po co dzwonił do ciebie?- Skąd wiesz, że chciał mnie zastraszyć? Może on próbował mnie przed czymś ostrzec?- Ale dowody.- Jakie znów dowody? Parę odcisków palców na klamce?- Jest jeszcze naoczny świadek.Przecież widziałaś go w mieszkaniu Ann.- A jeśli on był prawdziwym świadkiem zbrodni? Tylko pomyśl, zginęły cztery osoby.Łączy je to, że zetknęły się z kobietą, która też nie żyje.Gdybym tylko mogła się dowiedzieć, o co chodzi z tą Jenny Brook!-Niestety, żaden zmarły ci tego nie powie.Niekoniecznie.- Hotel Victory - powiedziała niespodziewanie.- Wiesz, gdzie to jest?- Kate, Decker nie żyje.Musisz pogodzić się z tym, że zabrał tajemnicę do grobu.- Ale jest szansa, że.- Słyszałaś, co mówił Pokie.Sprawa jest zamknięta.- Nie dla mnie.- Na litość boską, zaczynasz mieć obsesję - rzucił ze złością.Gdy po chwili znów się odezwał, był już spokojny.-Posłuchaj, rozumiem, jak bardzo ci zależy, żeby oczyścić się z zarzutów.Zastanów się jednak, czy na dłuższą metę opłaca się o to walczyć.Jeśli liczysz na to, że w sądzie uda ci się zrehabilitować, to się mylisz.- Skąd możesz wiedzieć, jak będzie glosowała ława przysięgłych?- Moja praca polega między innymi na tym, żeby przewidzieć werdykt ławników.Odniosłem zawodowy sukces w mieście, gdzie wielu prawników ledwie zarabia na czynsz.Udało mi się wcale nie dlatego, że jestem od nich mądrzejszy.Po prostu starannie wybieram sprawy.A gdy jakąś wezmę, idę na całego.Nie przebieram w środkach, więc kiedy proces dobiega końca, oskarżony żałuje, że w ogóle się urodził.- Wykonujesz przepiękny zawód.- Mówię ci o tym tylko dlatego, że naprawdę nie chciałbym, aby coś takiego cię spotkało.Uważam, że powinnaś pójść na ugodę z O'Brienami.Najlepiej, żeby ta sprawa przycichła.Im mniej szumu, tym lepiej.Pamiętaj, że jeśli raz przeczołgają cię przez błoto, część brudu przylgnie do ciebie na zawsze.- Tak to się załatwia w prokuraturze? „Przyznaj się do winy, a my już za ciebie wszystko załatwimy"?- Uwierz mi, że nie ma nic złego w podpisaniu ugody.- Ty na moim miejscu byś podpisał?- Tak.Podpisałbym.- Z tego wniosek, że bardzo się różnimy.Bo ja się nie zgadzam na wyciszenie sprawy.Nie poddam się bez walki.- Więc przegrasz.- Nie było to ostrzeżenie, lecz wyrok.Równie ostateczny jak głuche stuknięcie młotka sędziego.- Jak rozumiem, prawnicy nie podejmują się prowadzenia przegranych spraw?- Ten, z którym rozmawiasz, nie.- Zabawne.Lekarze stykają się z nimi na co dzień.Spróbuj dogadać się z wylewem.Albo z rakiem.My nigdy nie paktujemy z wrogiem.- Dzięki temu mam z czego żyć - odparł.- Zbijam fortunę na arogancji lekarzy.To był cios między oczy.Natychmiast pożałował swych słów [ Pobierz całość w formacie PDF ]