[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Zaczynam żałować, że bardziej nie przyłożyłam się dziś do stroju.Spojrzał na jej luźny sweter i dżinsy.- Dla mnie wyglądasz idealnie.- Idealnie czy nie, oto, jaka jestem.Myślę, że byłoby przytulniej, gdybyśmy napalili w kominku.Chciała się do tego zabrać, ale Mitch ją powstrzymał.- Pozwól, że ja to zrobię.Musisz mieć z sypialni piękny widok na ogrody -zauważył, kucając obok paleniska.W tym momencie gwałtowny podmuch wiatru otworzył z trzaskiem tarasowe drzwi.- Rzeczywiście.- Roz ze spokojem przeszła przez pokój i zmagając się przez chwilę z naporem powietrza, zamknęła oba skrzydła.- W niektóre poranki, kiedy mam więcej czasu, zaczynam dzień kawą na tarasie.Mitch przyłożył rozpałkę do polan.- Nie wyobrażam sobie lepszego początku dnia - odparł tym samym beznamiętnym tonem, jakim przed chwilą mówiła Roz.Ona tymczasem podeszła do lóżka i odrzuciła na bok kapę.- A także zakończenia - dodała.- Często przed snem raczę się na tarasie kieliszkiem wina.Cudowny sposób na odreagowanie stresów dnia.Wyciągnęła rękę i zgasiła lampę.- Może jednak ją zostawimy? Pokręciła zdecydowanie głową.- Wystarczy światło bijące od ognia.W jego blasku wygląda się o wiele korzystniej, a jestem dość próżna, więc mi na tym zależy.Szczególnie, że po raz pierwszy zobaczysz mnie nagą.Stała nieruchomo w miejscu, czekając, aż do niej podejdzie.Kiedy położył ręce na jej ramionach, drzwi sypialni otworzyły się gwałtownie, po czym zamknęły z głośnym hukiem.- Prawdopodobnie na tym nie poprzestanie - powiedziała Roz.- Nieważne.- Przesunął ręką po jej twarzy.- Nieważne - powtórzył i zaczął ją całować.Roz poczuła, jak gwałtownie przyśpiesza jej puls, pobudzając całe ciało do przyjęcia rozkoszy.Objęła mocno Mitcha za szyję i odchyliła głowę, żeby móc go lepiej smakować.W tym samym momencie szaleńczo rozdzwoniły się wszystkie zegary.W odruchu buntu Roz jeszcze mocniej przywarła do Mitcha.- Chcę poczuć na sobie twoje dłonie - wymruczała.- Chcę, żebyś mnie dotykał we wszystkich możliwych miejscach.Przewrócił ją na łóżko i przygniótł swoim ciałem.Roz westchnęła.Jak dobrze było znowu poczuć na sobie ciężar mężczyzny.A zaraz potem Mitch zaczął jej dotykać i ogarnęła ją zapomniana błogość.On tymczasem wyraźnie wyczuwał bijący od niej żar.Od dawna podejrzewał, że za tą fascynującą, chłodną powłoką kryje się gorący temperament.Jej skóra w dotyku jest jak ciepły welwet, pomyślał, przesuwając dłońmi po biodrach, brzuchu i zachwycających w rysunku piersiach Roz.Była drobna, ale silna i doskonale zbudowana - to oczywiste, że utrzymuje ciało w idealnej formie.Smakowała jak dojrzały, zakazany owoc i pachniała niczym ogród w balsamiczną noc.Wsunęła rękę pod koszulę Mitcha i wędrowała dłońmi w górę po jego plecach.Miał zadziwiająco silnie umięśnione ramiona, ostro kontrastujące z bardzo szczupłym tułowiem.Ściągnęła mu koszulę przez głowę i delikatnie chwyciła zębami skórę na karku.Mitch natychmiast poczuł gwałtowny przypływ pożądania.Tarasowe drzwi ponownie otworzyły się z trzaskiem i do pokoju wpadł lodowaty wiatr.Niewzruszony Mitch jedynie sięgnął po kołdrę, pod którą natychmiast zagrzebali się oboje.Roz zaśmiała się i po omacku odnalazła jego usta.On natomiast szybkim ruchem ściągnął z niej sweter.- Powiedz mi, jak poczujesz chłód.- Na pewno nie poczuję.Wszystkie drzwi znowu były pozamykam-, a w kominku z delikatnym trzaskiem płonął ogień.Dom trwał pogrążony w ciszy i spokoju.Roz leżała wtulona w Mitcha, ogarnięta błogością.Teraz w każdej chwili mogłaby odpłynąć w sen.- Zdaje się, że dała za wygraną - zauważył Mitch.- Uhm.Przynajmniej na razie.- Miałaś doskonały pomysł z tym ogniem w kominku.Jest bardzo miło -nachylił się i spojrzał jej prosto w oczy - być tu z tobą - dorzucił i musnął ustami jej usta.- Być tu z tobą.- Mnie też jest miło.Miło i dobrze.- Uśmiechnęła się i wsunęła palce w jego włosy.- Od bardzo dawna już nikogo nie pragnęłam.Wiesz, jak na naukowca masz imponujące ramiona.- Delikatnie ścisnęła jego bicepsy.- Lubię to u mężczyzn.Może jestem płytka i powierzchowna, ale przyjemnie leżeć nago obok faceta, który dba o kondycję.- To samo mogę powiedzieć o kobietach.Kiedy widziałem cię po raz pierwszy, uważnie przyglądałem się, jak odchodziłaś.Ma pani fantastyczny tyłek, pani Harper.- Przypadkiem tak się rzeczywiście złożyło.- Zaśmiała się i klepnęła go lekko.- Myślę, że teraz powinniśmy się ubrać i pójść na dół, zanim moja gromadka wróci do domu.- Za chwilę.Czy wiesz, że już przy pierwszym spotkaniu urzekły mnie twoje oczy?- Moje oczy?- Uhm.Z początku myślałem, że może tak zniewalająco działa na mnie ich kolor - są w odcieniu szlachetnej, starej whisky - a ja swego czasu uwielbiałem ten trunek.W końcu jednak doszedłem do wniosku, że rzecz nie w ich barwie, ale w twoim spojrzeniu: nieustraszonym i lekko wyniosłym.- Proszę cię!- To spojrzenie szlachetnie urodzonej dziedziczki starej fortuny i, do diabła, sam nie mogę pojąć, czemu wydaje mi się takie seksowne.Powinno irytować, a przynajmniej onieśmielać.Mnie natomiast.strasznie podnieca.- W takim razie zacznę nosić ciemne okulary, żeby nie narażać cię na podniecanie w publicznych miejscach.- Mam to w nosie.- Pocałował ją lekko, po czym ujął jej dłoń.- Tylko ty się liczysz.Ty i to, co nas połączyło.Oprócz ciebie nie ma w moim życiu nikogo innego.Roz nagle poczuła się bardzo młodo.- Tak.Dla mnie to też się liczy.I w moim życiu również nie ma nikogo innego.- Poważna sprawa - mruknął Mitch i podniósł jej dłoń do warg.- Znowu zaczynam cię pożądać.- Zobaczymy, co da się z tym zrobić.Kierując się hałasem i rozkosznym aromatem kawy, Roz ruszyła w stronę kuchni.Z powodu lodowatego deszczu musiała zrezygnować z porannego joggingu, ale za to sumiennie przebiegła blisko pięć kilometrów na elektrycznej bieżni.Ta alternatywna forma aktywności zazwyczaj niemiłosiernie ją nudziła, dziś jednak czuła się rześka i pobudzona, i ochoczo podśpiewywała w rytm reklamowych dżingli puszczanych w przerwach porannego programu telewizyjnego.Tymczasem w kuchni maleńka Lily waliła grzechotką w blat swojego wysokiego krzesełka z entuzjazmem heavymetalowego perkusisty, natomiast Gavin i Luke jęczeli nad talerzami z płatkami śniadaniowymi.- Moja decyzja jest nieodwołalna - ostro rzuciła Stella tonem pobrzmiewającym matczyną frustracją.- Obaj musicie włożyć peleryny przeciwdeszczowe, bo jestem złośliwa, apodyktyczna i bardzo chcę was unieszczęśliwić.- Nienawidzimy peleryn! - usłużnie poinformował ją Gavin.- Doprawdy? Jakoś zapomnieliście o tym wspomnieć, kiedy błagaliście, żebym je kupiła.- To było wtedy.W tej samej chwili - jakby wiedziona dziecięcą solidarnością - Lily przestała tłuc grzechotką w blat i wyrzuciła ją przed siebie efektownym łukiem razem z nadżutym biszkoptem.Parker - sokole oko - pochwycił biszkopt, zanim ten zdążył wylądować na ziemi, natomiast grzechotka - z głośnym chlup! -wylądowała w talerzu Luke'a.Mleko chlapnęło na wszystkie strony, a mała zaczęła piszczeć z zachwytu.Na zasadzie reakcji łańcuchowej Parker zaniósł się ogłuszającym jazgotem, natomiast Gavin zgiął się wpół i wybuchnął histerycznym śmiechem.Stella zareagowała błyskawicznie, ale tym razem Luke okazał się szybszy -wyciągnął grzechotkę z talerza i, ociekającą mlekiem, rzucił na kolana brata [ Pobierz całość w formacie PDF ]