[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- A kto jest, że tak powiem, przy telefonie?- Nie ma potrzeby krzyczeć panie kapitanie.Słyszymy pana zupełnie dobrze, dziękuję.Davidson szepnął ponownie: - za kogo ten facet się uważa? Pojawił się przed nim Beagle.- Panie kapitanie - powiedział bardzo cicho, - pozostałe trzy łodzie ruszyły za nami.- Tym samym kursem?- Tak jest, sir.Tym samym kursem i tą samą prędkością.Davidson skinął głową i kiedy Beagle miał właśnie odejść, jego dowód-ca chwycił go za ramię i zapytał miękko: - czy słyszysz co tam się dzieje?- No cóż, dziwne, że pan o tym wspomniał, sir, ale zdaje mi się, że słyszę raz na jakiś czas, jak jeden albo dwóch z nich śmieje się.123- Śmieje się?- Tak jest, sir, jakby to wszystko było świetnym kawałem.- Davidson ponownie skinął głową i Beagle powrócił na swoje stanowisko.Jeszcze raz odległy głos zadał pytanie.- Czy ma pan jakiś problem, panie kapitanie?Davidson postanowił wydać się odprężonym.- Nie odpowiedział pan na moje pytanie.- A pan nie odpowiedział na moje - nadeszła odpowiedź.- Nazywam się Barrow - powiedział z przekonaniem Davidson.- Dobrze, panie kapitanie Barrow, ja nazywam się Dubrownyj.- Co pan i pańscy koledzy robicie w tym obszarze, panie kapitanie Dubrownyj?- Jesteśmy tu, żeby dokończyć pewne ćwiczenie.Czy ma pan z tym jakiś problem?- Tak, rzeczywiście mamy.Wie pan doskonale, że mamy tu grupę z lotniskowcem, ulokowaną w Zatoce Omańskiej dla ochrony naszej żeglugi.- Tak, wiemy o Grupie Szóstej.Ale co to ma wspólnego z nami?- Wasz kierunek i kurs wskazuje, że zamierzacie otoczyć naszą grupę.Jak pan wie, to jest manewr, który ma swoje ograniczenia.Tym razem odgłos śmiechu słychać było już zupełnie wyraźnie.- Ha, ha, panie kapitanie, co oznacza to „nie, nie”?- Panie kapitanie Dubrownyj, pan wie doskonale co mam na myśli.My nie zbliżamy się bardziej niż na jedną milę do waszych okrętów, a wy zwykle nie podchodzicie bliżej niż na pięć do naszych.Chociaż czoło Davidsona było nadal spokojne i suche, czoło komandora Younga wyglądało, jakby nadrabiało za nich obydwu.- Wie pan równie dobrze jak i ja, że zbliżaliśmy się już do siebie nawzajem wiele razy w przeszłości i to na bardzo bliską odległość.- Tak, ale to było między takimi jak my i nie dotyczyło okrętów na powierzchni.- Kapitanie Barrow, przecież pan też zbliżył się na milę do naszych okrętów.Davidson zaryzykował.- Tak, ale, o ile pamiętam, wy też tam byliście żeby dotrzymać mi towarzystwa.- No więc co za różnica?124- No, tym razem jesteście tu we czwórkę.I to nas właśnie niepokoi.- No tak, szczególnie że tu jest tylko jeden z was.A dokąd popłynąłten wasz drugi, panie kapitanie?Davidson poczuł się rozbrojony i uśmiechnął się do komandora.- No nie, najchętniej wyrzuciłbym faceta za burtę.- Odwrócił się, żeby kontynuować dialog.- Panie kapitanie Dubrownyj, czy pan oczekuje ode mnie żebym uwierzył, że pan i trzy inne łodzie zdecydowaliście się, tak od ręki, wybrać naszą lokalizację na przeprowadzenie sobie jakiegoś ćwiczenia?- Właśnie tak.- A gdyby tak odwrócić role i to ja chciałbym przeprowadzić manewry blisko jednego z waszych lotniskowców, czy pan by mi pozwolił je kontynuować?- Dobre pytanie, panie kapitanie, ale to są wody międzynarodowe i my jednak będziemy kontynuowali nasze działania.Coś jednak panu powiem.Jesteśmy teraz przyjaciółmi, nieprawdaż? Chcę powiedzieć, że nie ma już przecież tarć między naszymi dwoma narodami.Nasze zamiary są ściśle pokojowe.Nie podejdziemy zbyt blisko do waszego lotniskowca, ale do-kończymy to, co przybyliśmy tu wykonać i wtedy spokojnie odejdziemy.- Jak blisko zamierza pan podejść do naszego lotniskowca, panie kapitanie Dubrownyj?- Nie wiem na pewno, może na dwa tysiące metrów, może na jeden.- Aha, nie może mi pan powiedzieć dokładnie.- Przykro mi, panie kapitanie, to wszystko co mogę panu powiedzieć.Wie pan, mam swoje rozkazy.- Tak, a ja mam swoje.Będę panu towarzyszył w tym treningowym ćwiczeniu.- Wolelibyśmy, żeby pan tego nie robił, ale znowu, mówiąc uczciwie, przypuszczam, że my także nie możemy pana powstrzymać.- I ponownie z poza grodzi dał się słyszeć śmiech, co zaczęło działać Davidsonowi na nerwy.- Bardzo dobrze.Pójdziemy za wami i będziemy obserwować, ale, panie kapitanie, niech pan robi wszystko, żeby trzymać się ponad jedną milę od naszego lotniskowca, bo inaczej będę zmuszony interweniować.- Interweniować? Ha ha.Nie będzie pan musiał interweniować, panie kapitanie.Nie zamierzamy zrobić panu i pańskim kolegom żadnej krzywdy, tak jak pan, jestem tego pewien, nie zamierza uczynić żadnej krzywdy nam.Miło mi było pana poznać, panie kapitanie Barrow.125Tym razem przyszła kolej na załogę Philadelphii, by wybuchnąć śmiechem, ale szybko powróciła cisza po szybkim spojrzeniu Davidsona, który spokojnie odwrócił się do Younga i powiedział - Mike, chcę żebyś szedł za tą beczką brei tak blisko, jak tylko możesz.Ale najpierw podnieś nas na tyle wysoko, żeby powiadomić admirała.I pospiesz się [ Pobierz całość w formacie PDF ]