[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.), i zanurzamy się ku jej źródłu do środka.Miło jest być niewidzialnym, prawda? Obserwować w boskim milczeniu.Gdyby tylko to, co ujrzały nasze podobne boskim oczy, trochę mniej wytrącało z równowagi, do cholery! No, to tak przy okazji.Znaleźliśmy się w środku, na dobre czy na złe, i lepiej zabierzmy się do rzeczy.Szkoda słońca, jak mówią w tej części świata.W kuchni domu pod numerem 16 siedzi Fred Marshall, którego zdjęcie zdobi obecnie sztalugę z nagłówkiem Sprzedawca Miesiąca w salonie wystawowym French County Farm Equipment.Fred był również honorowany tytułem Pracownika Roku przez trzy lata z ostatnich czterech (dwa lata temu Ted Goltz przyznał nagrodę Otto Eismanowi, tylko po to, by przerwać monotonię).Gdy Fred jest w pracy, nikt bardziej od niego nie promieniuje wdziękiem i osobowością.Nikt nie jest milszy od niego.Chcieliście kogoś miłego? Panie i panowie, przed wami Fred Marshall!Tyle że w tej chwili jego pewny siebie uśmiech jest nieobecny, a włosy, w pracy zawsze starannie uczesane, nie widziały jeszcze grzebienia.Ma na sobie szorty marki Nike i koszulkę z rozciętymi rękawami zamiast zwykle noszonych przezeń spodni barwy khaki i sportowej koszuli.Na blacie leży dostarczony do domu egzemplarz „La Riviere Herald”, otwarty na drugiej stronie.Udziałem Freda stała się ostatnio porcja kłopotów.Właściwie to raczej jego żona, Judy, ma problemy, ale co jej, to i jego, jak powiedział pastor, łącząc ich świętym węzłem małżeńskim.To, co czyta Fred, wcale nie poprawia mu humoru.Absolutnie.Jest touzupełnienie głównego artykułu z pierwszej strony, a jego autorem jest oczywiście babrający się w brudach ulubieniec wszystkich Wendell „RYBAK WCIĄŻ GRASUJE NA WOLNOŚCI” Green.Uzupełnienie stanowi zasadniczo podsumowanie faktów dotyczących dwóch pierwszych morderstw (Ponure i jeszcze bardziej ponure, jak myśli o nich Fred).Czytając, zgina za sobą na przemian lewą i prawą nogę, rozciągając mięśnie ud, najistotniejsze przy przygotowaniach do porannego biegu.Cóż może być bardziej przeciwześlizgowego od porannego biegania? Cóż może być milsze? Co mogłoby zepsuć tak uroczy początek pięknego dnia w Wisconsin?No, może to:Marzenia Johnny’ego Irkenhama były dość zwyczajne, zdaniem jego pogrążonego w rozpaczy ojca.(Pogrążony w rozpaczy ojciec, myśli Fred, rozciągając mięśnie i wyobrażając sobie śpiącego na górze syna.Boże Drogi, nie dopuść, bym kiedykolwiek został pogrążonym w rozpaczy ojcem.Oczywiście nie wie, jak szybko będzie musiał wejść w tę rolę).„Johnny chciał zostać astronautą – mówi George Irkenham, a jego wyczerpaną twarz na krótko rozświetla uśmiech.– To znaczy, kiedy nie gasił ognia dla straży pożarnej we French Landing czy nie zwalczał zbrodni w szeregach Amerykańskiej Ligi Sprawiedliwości”.Te niewinne marzenia skończyły się koszmarem, którego nie potrafimy sobie wyobrazić.(Ale jestem pewny, że przynajmniej spróbujesz, myśli Fred, zaczynając wyginać w górę palce stóp).Na początku tego tygodnia Spencer Hovdahl z Centralii znalazł jego rozczłonkowane ciało.Hovdahl, zajmujący się pożyczkami w Pierwszym Stanowym Banku Rolniczym, dokonywał inspekcji z myślą o wszczęciu konfiskaty opuszczonego gospodarstwa we French Landing, stanowiącego własność zamieszkałego w sąsiednim okręgu Johna Ellisona.„Przede wszystkim nie chciałem tam jechać – powiedział Hovdahl niżej podpisanemu reporterowi.– Jeżeli czegoś nienawidzę, to właśnie spraw o zajęcie własności”.(Ponieważ Fred dobrze zna Spence’a Hovdahla, bardzo powątpiewa, czy rzeczywiście użył on określenia „sprawy”).Jeszcze bardziej przeszła mi na to ochota, gdy zajrzałem do kurnika.Jest zdewastowany i praktycznie się wali.Nie wszedłbym do środka, gdyby nie brzęczenie pszczół.Pomyślałem, że mają tam rój.Interesuję się pszczołami, dlatego mnie to zaciekawiło.Boże, na co mi była taka ciekawość? Mam nadzieję, że już nigdy w życiu nie będę ciekawy”.Hovdahl znalazł w kurniku ciało siedmioletniego Johna Wesleya Irkenhama.Zwłoki zostały rozczłonkowane, a jego części wisiały na łańcuchach pod próchniejącymi belkami dachu.Chociaż komendant policji Dale Gilbertson nie chciał tego ani potwierdzić, ani zdementować, wiarygodne źródła policyjne w La Riviere mówią, że uda, tułów i pośladki nosiły ślady zębów.No dobra, to wystarcza Fredowi, wszyscy wychodzić z basenu.Składa energicznie gazetę i popycha ją przez cały blat aż do ekspresu do kawy.Na Boga, kiedy był dzieckiem, nigdy nie opisywali takich rzeczy w gazetach.I dlaczego Rybak, na miłość boską? Dlaczego musząkażdemu potworowi wymyślać chwytliwe miano, zamieniać kogokolwiek, kto się dopuścił czegoś takiego, w Psychola – Gwiazdę Miesiąca?Oczywiście nic podobnego nie wydarzyło się nigdy, gdy był w wieku Tylera, ale sama zasada.do cholery, sama zasada postępowania w takich sprawach.Fred kończy wyprężać palce, przypominając sobie, by porozmawiać z Tylerem.Będzie to trudniejsze od pogadanki, dlaczego chłopakowi twardnieje czasem interes, ale jest to absolutnie konieczne.Obowiązuje zasada „kupą, panowie”, zamierza powiedzieć Fred.Na razie musisz trzymać się swoich kumpli, Ty.Przez jakiś czas nie wolno ci się włóczyć samemu, dobra?Mimo to koncepcja, że Tyler naprawdę może zostać zamordowany, jest daleka Fredowi; to temat na fabularyzowane dokumenty w telewizji czy może film Wesa Cravena.Powiedzmy, pod tytułem „Krzyk 4: Rybak”.Czy zresztą rzeczywiście nie było takiego filmu? Facet w rybackiej kurtce przeciwdeszczowej włóczy się i zabija hakiem nastolatki? Może, ale nie małe dzieci, nie brzdące w rodzaju Amy St.Pierre czy Johnny’ego Irkenhama.Jezu, ten świat się wali na ludzkich oczach.Części ciała, wiszące na łańcuchach w rozpadającym się kurniku – właśnie to dręczy Freda najbardziej.Czy to naprawdę możliwe? Czy to może dziać się tutaj, właśnie tu i teraz, w krainie Tomka Sawyera i Becky Thatcher?Daj już temu spokój, dobrze? Czas pobiegać.A może dzisiejsza gazeta gdzieś się zapodziała, myśli Fred.Podnosi ją z blatu i składa, aż wygląda jak gruba książka w miękkiej oprawie (chociaż mimo to oskarża go część nagłówka: RYBAK WCIĄŻ GRA).Może gazeta po prostu, no, bo ja wiem, wyemigrowała prosto do starego kosza na śmieci koło domu.Tak, dobry pomysł [ Pobierz całość w formacie PDF ]