[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale ty? Skąd pewność, że skoro się wmieszałeś, oni się nie wycofają?- Bo potrzebują ciebie - powiedział i spojrzał jej prosto w oczy.- Ja też.Zamierzałem cię wykorzystać, aby odnaleźć zabójcę Jerry'ego.Gdybym musiał ryzykować twoje życie, śledzić cię albo wszędzie ze sobą wlec, i tak zamierzałem to zrobić.Chciałem cię wykorzystać do swoich celów, tak jak teraz Moralas i cała reszta.Tak, jak i Jerry - wyrzucił z siebie i zamilkł.- Czy teraz coś się zmieniło? - spytała Liz drżącym głosem.Jonas patrzył w rozszerzone strachem i nadzieją oczy dziewczyny i milczał.Nie potrafił jeszcze odpowiedzieć na jej pytanie, więc po prostu ujął jej twarz w dłonie i pocałował.- Nikt cię już nie skrzywdzi.A na pewno nie ja - wymruczał, gdy oderwał swoje wargi od jej ust.To chyba najdłuższy dzień w moim życiu, myślała Liz, zerkając ciągle na zegarek.Ludzie Moralasa wmieszali się w tłum plażowiczów.Liz widziała, jak bardzo różnią się od radosnych, wypoczywających turystów i dziwiła się, że ktoś mógłby dać się nabrać na taki podstęp.Jej łodzie kursowały z wycieczkowiczami.Wypożyczano i płacono za sprzęt do nurkowania, a Liz marzyła, żeby ten dzień wreszcie się skończył.Lecz z drugiej strony liczyła na to, że noc wcale nie nadejdzie.Tysiące razy myślała o tym, aby się wycofać.Tysiące razy nazywała siebie tchórzem.W końcu zrozumiała, że wcale nie chodzi o odwagę.Uciekłaby, gdyby mogła.Ale wiedziała, że skoro jej grozi niebezpieczeństwo, Faith także nie jest bezpieczna.Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, jak co dzień zamknęła sklep.Zanim jednak zdążyła schować klucze do kieszeni, pojawił się Jonas.- Jeszcze możesz zmienić zdanie.- I co dalej? Ucieknę? - spytała i popatrzyła na złocistą plażę, błękit morza i zachodzące słońce.- Sam wiesz, że to nie jest żadne rozwiązanie.- Liz.- Nie chcę już o tym mówić.Po prostu muszę to zrobić.Do domu wracali w zupełnej ciszy.Liz kolejny raz powtarzała w myślach etapy akcji.Miała normalnie zakończyć dzień pracy, dokonać wymiany skrzynek i oddać ostatnią w ręce policji, która będzie czekała w dokach.Potem zostanie już tylko oczekiwanie na reakcję przestępców.Zapewniano ją, że przez cały czas parę metrów od niej będzie jakiś ochroniarz.To jednak jej nie uspokajało.Przed domem Liz spacerował młody człowiek z psem.Rozpoznała w nim jednego z ludzi Moralasa.Inny naprawiał huśtawkę sąsiadki.Spod jego kurtki wystawał pistolet.Liz starała się nie patrzeć na żadnego z nich.- Teraz coś zjesz, napijesz się i pójdziesz spać - zarządził Jonas, gdy weszli do domu.- Chyba tylko się położę.- W takim razie najpierw drzemka, potem reszta - zdecydował, wszedł za nią do sypialni i opuścił rolety.- Może jednak mógłbym się na coś przydać? - spytał miękko.- Czy mógłbyś położyć się ze mną na chwilę? - szepnęła Liz, skrępowana swą prośbą.Jonas bez wahania ułożył się obok Liz.- Zaśniesz?- Chyba tak - odparła.- Jonas?- Hm?- Gdy to wszystko się skończy, położysz się tak ze mną jeszcze kiedyś?W tej chwili Jonas niczego bardziej nie pragnął, niż wyznać jej swoją miłość.Wiedział jednak, że Liz nie jest jeszcze na to gotowa.Z czułością ucałował tylko czubek jej głowy.- Zostanę z tobą, jak długo zechcesz - szepnął.- A teraz śpij.Uspokojona Liz zamknęła oczy i pozwoliła odpłynąć myślom.Skrzyneczka była dość mała i kształtem przypominała zwykłą teczkę.Nikt, kto by ją zobaczył, nie mógłby domyślić się jej niebezpiecznej zawartości.Liz zauważyła obok kopertę.Znalazła w niej karteczkę z zapisem długości i szerokości geograficznej oraz dwa i pół tysiąca dolarów zadatku.- Dotrzymali swojej części umowy - powiedział Jonas.- Skompletuję swój sprzęt - oznajmiła Liz i wepchnęła kopertę do szuflady.- Jakie współrzędne? - spytał i zabrał ciężkie butle z rąk dziewczyny.- Takie same, jak w notesie Jerry'ego - odparła i nie odezwała się więcej, dopóki nie znaleźli się na łodzi.Przez cały czas mieli wrażenie, że ktoś ich obserwuje.Wiedzieli o policyjnej ochronie, ale Liz była pewna, że także Manchez jest gdzieś w pobliżu.Wyprowadziła łódź z portu.- Jonas, co zrobisz później?- To, co będę musiał - odparł i zapalił papierosa.Liz poczuła nieprzyjemny dreszcz, ale wiedziała, że powinna wyjaśnić sprawę do końca.- Dziś dokonamy zamiany skrzynek i jedną oddamy Moralasowi.Szajka przemytników zostanie ujęta.Także Manchez i ten, kto wydaje rozkazy.- O co ci chodzi, Liz?- Manchez zabił twojego brata.Jonas spojrzał na morze.Było zupełnie czarne.Na niebie nie było widać gwiazd.Ciszę zakłócał jedynie szum silnika.- Tak, to on pociągnął za spust.- Zabijesz go?Jonas obrócił się do Liz.Zadała pytanie szeptem, ale w jej wzroku dostrzegł krzyk i błaganie.- To nie ma z tobą nic wspólnego.Jego słowa ją zabolały.Skinęła głową.- Może masz rację, ale jeśli pozwolisz, żeby kierowała tobą nienawiść i chęć zemsty, nigdy nie będziesz wolnym człowiekiem.Manchez będzie martwy, ale to i tak nie przywróci życia Jerry'emu.- Nie po to przyjechałem i spędziłem tu tyle czasu, by pozwolić Manchezowi odejść wolno.On zabija dla pieniędzy i dlatego, że to lubi - dodał łamiącym się głosem.- To widać w jego oczach.- Pamiętasz, jak powiedziałeś mi, że każdy ma prawo do adwokata? - spytała cicho.- Jerry nie żyje.Współczuję ci, Jonas [ Pobierz całość w formacie PDF ]