[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Początkowo pan Langdon zbyt się tym nie przejmował,ponieważ brat często musi zmieniać plany z uwagi na nieprzewidziane okoliczności.Jego ludziewiedzą, że zawsze trzeba się liczyć z dwudziestoczterogodzinnym opóźnieniem.Jednak podwóch dniach bez żadnej wieści od Armanda pan Langdon wysłał trzech ludzi na brzeg, bydowiedzieli się, czego tylko zdołają.To nie było łatwe, gdyż Armand nikogo nie wtajemnicza wswoje plany, ze względu na bezpieczeństwo i ich, i własne.Dowiedzieli się tylko, że niekontaktował się ze swymi współpracownikami poza Paryżem.Wygląda więc na to, że nie opuściłmiasta.Ponieważ nie znali celu jego podróży i nie ukazały się ogłoszenia o jego pojmaniu, niewiedzieli, gdzie go szukać.Kilka dni węszyli w Paryżu, jednak nie dowiedzieli się niczegowięcej i zgodnie z wyraźnymi rozkazami Armanda, po tygodniu bez żadnych wieści od niego,popłynęli z powrotem do Anglii. Zostawili go tam samego? -Jacąueline nie mogła w to uwierzyć.- Nie wiedząc nawet,czy jeszcze żyje, czy zginął?! Spełnili tylko jego rozkaz - powtórzyła lady Fairfax.- Armand zawsze ogromnie dbao bezpieczeństwo statku i załogi.Nie chciał, by pozostawali na francuskim wybrzeżu dłużej, niżto było konieczne.Panu Langdonowi wpadło do głowy, że gdyby ze mną pomówił, możedowiedziałby się czegoś o celu jego ostatniej wyprawy, a wówczas łatwiej by mu było odnaleźćArmanda.Niestety, brat rzadko informuje mnie o swoich zamiarach, wiedząc, jak bardzo się tymprzejmuję.Wczoraj wieczorem zjawiliśmy się u niego w domu w nadziei, że odnajdziemy jakąśnotatkę albo coś innego, co rzuciłoby nieco światła na tę ostatnią wyprawę.Oczywiście nic nieznaleźliśmy.Armand nie byłby aż tak lekkomyślny, by zostawiać jakiekolwiek zapiski, mogącezdradzić jego plany.I wówczas postanowiliśmy popytać służbę.a to doprowadziło nas do pani.Jacqueline lekko się zarumieniła.Jeśli nawet lady Fairfax zauważyła jej zażenowanie, nie dała tego poznać po sobie.- Służba Armanda jest do niego bardzo przywiązana i początkowo nikt nie pisnął anisłowa o pani wizycie, zgodnie z instrukcjami.Kiedy jednak wyjaśniłam madame Bonnard, czemuszukam wszelkich informacji związanych z jego wyjazdem do Francji, powiedziała w końcu, żeArmand ostatniego wieczoru przed wyjazdem przyjął u siebie na obiedzie jakąś Francuzkę.Napodstawie jej opisu Sidney doszedł do wniosku, że chodzi o panią, ale dopiero stangretostatecznie to potwierdził i podał nam adres.Tak więc przybywam do pani i błagam, bypodzieliła się pani ze mną wszystkim, co mogłoby pomóc w odnalezieniu mojego brata.-Spojrzała badawczo na Jacqueline, błękitno-zielone oczy pełne były nadziei.- Czy wie pani,kogo Armand zamierzał ocalić?Jacqueline słyszała pytanie, ale dotarło ono do niej jakby z oddali.W uszach jejszumiało.Pokój wirował wokół niej.Przymknęła oczy i starała się zrozumieć, co lady Fairfax doniej mówi.Armand zaginął.Coś się nie udało.Może został pojmany.Albo zabity.Na tę myślpoczuła nagle, że stalowa obręcz zaciska się jej wokół piersi, uniemożliwia oddychanie.- Mademoiselle de Lambert, nic pani nie jest? - Dotarł do niej zatroskany głos.To jej wina! Ryzykował życie, by ją ocalić, a ona poty go błagała i namawiała, aż wróciłdo Francji, by uratować jej narzeczonego.Myślała, że nigdy się nie uwolni od wyrzutówsumienia po śmierci François-Louisa.Ale tamto poczucie winy było niczym w porównaniu zpanicznym strachem i przerażeniem, które ją teraz ogarnęły.- To ja wysłałam go do Francji! -wyszeptała, głowiąc się, jak mogła sobie nieuświadamiać grożącego mu niebezpieczeństwa.Lady Fairfax spojrzała na nią zaskoczona.- Jak to pani go wysłała?Jacqueline podniosła na nią oczy.- Wynajęłam go, żeby kogoś uratował - wyjaśniła głosem pełnym poczucia winy.Lady Fairfax osłupiała.- Pani go wynajęła?!Jacqueline kiwnęła głową z żalem.- Z początku nie chciał się tego podjąć.Nie miałam dość pieniędzy.ale w końcuzawarliśmy umowę ku zadowoleniu obu stron.Nie powinna zgodzić się na jego warunki! Z początku cena wydawała się jejwygórowana.Teraz jednak pojęła, że była to absolutnie niewystarczająca rekompensata.Jejcnota w zamian za jego życie.Ze też nie przyszło to jej od razu do głowy!Lady Fairfax zmarszczyła czoło, usiłując zebrać myśli.- To takie niepodobne do Armanda! - powiedziała, kręcąc głową.- Zawsze czynił tonajzupełniej bezinteresownie, z chęci niesienia pomocy.A poza tym była to jego prywatnawojna z rewolucyjnym rządem francuskim.Nigdy nie słyszałam, by żądał od kogoś zapłaty! Przecież sir Edward wynajął go, by mnie uratował! Lady Fairfax wydawała sięwstrząśnięta. Wie pani o tym od sir Edwarda? - spytała. Nie – przyznała Jacqueline.Nie była już taka pewna, czy Armand zrobił to dlapieniędzy.Wróciła myślą do tamtej pierwszej nocy, gdy spali w jednym pokoju i w jednym łóżkuw niewielkiej paryskiej oberży [ Pobierz całość w formacie PDF ]