[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Chyba nie jesteś w ciąży? – wyszeptał jej do ucha.Kiedy przeszli przez odprawę, Felicia zatrzymała się, trzymając w dłoni telefon komórkowy.– Co chcesz zrobić? – spytał.– Zadzwonić po taksówkę – odpowiedziała z zaciętą miną.– Przecież nasz samochód jest na parkingu.Pojedziemy tam autobusem transferowym.O co chodzi, Felicio?– Nie jadę z tobą.Przepraszam, Per.To się nigdy nie uda.Nie potrafię.– Kocham cię, Felicio.Myślałem, że coś dla ciebie znaczę.O co chodzi? Masz kogoś innego? To ten, który dzwonił? O niego chodzi?– Nie mam siły tego tłumaczyć.– Jesteś mi to chyba winna, do cholery!– Nic nie jestem ci winna.Nic ci nie obiecywałam.To ty mówiłeś o tym, żebyśmy razem zamieszkali i mieli dzieci.Nie mogę ci nic dać.Nie ma nikogo innego.To przepaść.Przyciągnął ją do siebie i pocałował.Trzymał ją z całą rozpaczą i tęsknotą, aż wyrwała mu się z objęć i pobiegła ku czekającej na nią taksówce.33Dopiero gdy Per zamknął za sobą drzwi wejściowe i odciął się od świata, pozwolił sobie na rozklejenie się.Głos Sarah Vaughan i dźwięki Come Rain or Come Shine roztopiły twardą gulę, która uciskała jego przeponę.Płakał skulony z bólu w łóżku, w którym odkryli wcześniej swoje ciała.W prześcieradle wciąż było czuć jej zapach.W zdradzieckim półśnie o świcie kochali się po raz ostatni.Pogłaskał dłonią jej poduszkę.Wciąż znajdowało się tam wgłębienie po jej głowie, a pustka i samotność były tak dotkliwie namacalne.Gdyby mu wytłumaczyła, nie musiałby się teraz zastanawiać.Gdyby powiedziała, że go nie kocha, że to była pomyłka, byłoby to bolesne, ale zrozumiałe.Albo gdyby powiedziała wprost, że jest ktoś inny.Najwyraźniej był ktoś inny.Jeśli zmieniła zdanie, powinna mu to powiedzieć.Wszystko było lepsze niż niewiedza.Może przestraszył ją, gdy powiedział, że pragnie mieć z nią dzieci? Tęsknota Folkego za wnukami, myśl, która zrodziła się w bliskości śmierci, o życiu, które miało toczyć się dalej – to na pewno wpłynęło na niego.Nowe życie jako przeciwwaga dla śmierci.Kto próbował się do niej dodzwonić, kiedy byli w Rzymie? Dlaczego nie mogła mu powiedzieć, skoro bez większego problemu potrafiła opowiadać o byłym kochanku? Czego jeszcze nie powiedziała? A jednak w najgorętszych chwilach erotycznych uniesień nie było miejsca na wątpliwości czy zastrzeżenia.Per nigdy w życiu nie czuł się tak akceptowany i kochany.Tak niewymownie szczęśliwy.Aż do teraz sądził, że wrażenia odczuwane przez skórę nie kłamią.Że życie zawsze mówi prawdę.Teraz nie był już tego pewien.Dźwięk, który rozległ się, gdy zadzwoniła komórka na jego szafce nocnej, nie dotarł do rzeczywistości, w której się znajdował.Potrwało kilka sekund, zanim zrozumiał, że melodia, którą słyszał, apelowała do niego.Odbierz! Może to Felicia, to na pewno Felicia.– Per Arvidsson.– Jego głos brzmiał jak zachrypnięty skrzek.– Kapitan Ströberg.Chciałbym rozmawiać z Felicią Sjögren.– Nie ma jej tu.Czego pan od niej chce?– Przede wszystkim chciałbym podziękować w imieniu linii lotniczej za jej pomoc na pokładzie.– A co z tą kobietą? Czy nie miała kolejnego zawału? – Per wtopił się w kanapę.Miał wrażenie, że jego nogi są jakby bez czucia, gdy wstał.– Dzięki państwa pomocy żyje.W tej sytuacji dziwnie się czuję, gdy muszę to powiedzieć.Nie wiem za bardzo, jak to ująć.Jak pan pewnie wie, musiałem jak najszybciej złożyć raport o zdarzeniu do linii lotniczych.Kiedy sprawdzili państwa dane, pojawił się problem.Na pewno jest jakieś wytłumaczenie, jak sądzę, ale mimo wszystko muszę zapytać.– Oczywiście.– Per nie był w stanie wykrzesać z siebie zaciekawienia.– Kiedy sprawdziliśmy dane Felicii Sjögren, okazało się, że się nie zgadzają.Nie ma zarejestrowanej na to nazwisko legitymacji lekarskiej.Nie ma takiej osoby jak Felicia Sjögren.Również w rejestrze nie ma nikogo w odpowiednim wieku w miejscowości, gdzie państwo mieszkają.Czy źle zapisaliśmy nazwisko? Może nazywa się jakoś inaczej? Czy numer personalny się zgadza?Per czekał, aż słowa dotrą do jego świadomości, próbował znaleźć jakieś wyjaśnienie.Nie potrafił.Nie rozumiał.To na pewno jakaś pomyłka.– Proszę powiedzieć, żeby się ze mną skontaktowała, kiedy wróci do domu, jeśli byłby pan tak miły.– Ona nie wróci.Nie wiem, gdzie się teraz znajduje.Ströberg spytał, czy może zadzwonić jeszcze raz.Myśli wirowały bezładnie w głowie Pera.Gdzie ona teraz jest? W swoim mieszkaniu – mieszkaniu, w którym nigdy nie był? Nie znał nawet adresu.Gdzieś w okolicach Svartån.Jest tam cała masa mieszkań.Pomyłka.Musiała zajść jakaś pomyłka.Zaczął myśleć o niepojętej rozpaczy, jaka ogarnęła Felicię, gdy udało im się uratować tę kobietę, i jej niechęć, by przyznać się w samolocie do tego, że jest lekarzem.To samo w Rzymie.Kiedy dziewczynka zakrztusiła się orzeszkiem, nie chciała pojechać z nią karetką.Czy wiedziała, że poproszą ją o wylegitymowanie się? Czy w ogóle była lekarzem? Ta myśl, zbyt obezwładniająca i niepojęta, żeby ją zaakceptować, kotłowała się w jego głowie.Felicia musiała mieć jakieś wykształcenie medyczne.Wszystko się przecież zgadzało.Wiedziała, co robić.Jak skrupulatne są firmy rekrutujące lekarzy? Czy nie odkryli ostatnio w Örebro człowieka udającego lekarza? Papiery można załatwić sobie przez Internet za niebotyczną sumę.Ale dlaczego Felicia miałaby posunąć się do czegoś tak ryzykownego? Nie, nie chciał w to wierzyć.Niepokój wprawił ciało w ruch, Per krążył po mieszkaniu, zanim wszedł do łazienki i to zobaczył.Półka, na której stały kremy, perfumy i szczotka Felicii, była opróżniona.W szafie, gdzie stopniowo zaczynały piętrzyć się jej ubrania, nie było ani jednej jej rzeczy.Brakowało również jej stojących przy zlewie puszek z herbatą ziołową, podobnie jak jej książek i papierów leżących przy komputerze oraz butów w przedpokoju.Nawet wśród brudnego prania nie znalazł znaku świadczącego o tym, że kiedykolwiek była w jego mieszkaniu.Nagła świadomość, że Felicia zaplanowała odejście od niego, zabolała bardziej, niż gdyby chodziło o działanie w afekcie.Zostawiła go bez słowa wyjaśnienia.Jeśli miał być zupełnie szczery, to były znaki, które pozwalały się tego spodziewać.Chwile, gdy na jej twarzy pojawiał się cień, kiedy była zatopiona w myślach i wydawała się nie słuchać.Zbyt gwałtowna reakcja na niektóre dźwięki albo nagły, nieoczekiwany gest.Kim jesteś, Felicio? Ślepo zakochany uznał, że to oczywiste, iż zamieszkają razem.Spytał, czy chce mieć z nim dzieci, ale nie słuchał odpowiedzi.A teraz? Wziął komórkę i wybrał jej numer.Dłonie mu się trzęsły i wcisnął zły klawisz, więc musiał zacząć od początku.W ustach tak mu zaschło, że nie wiedział, co ma powiedzieć, jeśli ona odbierze.„Abonent nie istnieje” – poinformował głos.Felicii nie było w książce telefonicznej.Miał nadzieję, że ją tam znajdzie, mogła mieć jeszcze inny numer.Próbował zadzwonić do szpitala.Odmówili udzielenia informacji.Dla jakiego biura HR pracuje? Nie chcieli odpowiedzieć również na to pytanie.Czego oczekiwał? Mieszkanie.To takie dziwne, że nigdy tam nie byli, zawsze spotykali się tylko u niego [ Pobierz całość w formacie PDF ]