[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Rzeczywistość nie zawsze jest taka, jak sądzicie - ciągnęła nadal tym samymspokojnym głosem, w którym pobrzmiewało rozbawienie.- Mit pojawia się, kiedy z różnychwzględów „brakuje” prawdy.Kiedy więc czytacie o masach ludzi wyzwolonych z Bastylii,bądźcie ostrożni.W jej lochach bowiem wcale nie było tak wielu więźniów: siedziało tamkilka osób, w dodatku większość z nich skazana za pijaństwo.- Znowu ten uśmiech, którysprawiał, że wokół robiło się jaśniej.- Nie wierzcie też, gdy będziecie czytać ospontanicznym paleniu świątyń gotyckich.W dobie rewolucji, poza kilkoma pierwszymi jejdniami, nic nie było zbyt spontaniczne.Czy wiecie, że wydawano broszurę, która nosiła tytuł:„Jak zniszczyć świątynię gotycką za pomocą ognia”?Po wykładzie podszedłem do niej i pierwszy raz poczułem się tak strasznieonieśmielony, że kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć.Ona popatrzyła na mnie przezchwilę obojętnie, a potem zaczęła się śmiać: „Wiem, kim jesteś!” - zawołała wesoło, celującwe mnie notatkami.- „Zrobiłeś mi zdjęcie w parku.Nie sądziłam jednak, że jesteś moimstudentem”.Wtedy i ja już się zaśmiałem: „Nie jestem twoim studentem.To ciężkowytłumaczyć, ale przyszedłem tu, bo chciałem cię bliżej poznać.Dasz się zaprosić na kawę?”.Tak to się zaczęło, a teraz siedzimy w tym białym wnętrzu i ona nawet na mnie niepatrzy.Jej słowa przerywają ciszę.- Opowiesz mi o tej kobiecie?- O jakiej kobiecie?- Nazywała się Juliette.Tak, nazywała się Juliette Couper - tak podawały gazety.Ale ja nie wiem nic więcej.Trudno w to uwierzyć, ale mnie też to nurtowało, że znalazła się z nimi w tamtymsamochodzie.Zapytałem o to Dawida dużo później, jakoś w zeszłym roku.Zapytałem go:„Co ona z wami robiła w tym samochodzie?”, ale mi nie odpowiedział.Tak samo nie wyjaśniłmi tego Michał, kiedy przyjechałem, żeby z nim porozmawiać.- Nie wiem - odpowiadam zgodnie z prawdą, a Marta robi dziwny grymas, jakby minie wierzyła i miała już wszystkiego dość.- Nie wiesz? - pyta kąśliwie.- Nie.- Aha.To oczywiste, że mi nie uwierzy.Ja też bym nie uwierzył, jakbym był na jej miejscu.- Ale mogę opowiedzieć ci to, co wiem - decyduję i zanim ona podniesie głowę ipopatrzy na mnie z nadzieją, że cokolwiek jej wyjaśnię, ja opowiadam jej o tym, jakwidziałem Michała ostatni raz.To działo się u niego w domu, w pięknym apartamencie na przedmieściach Gdańska,w strzeżonym osiedlu, bardzo nowoczesnym.Heleny wciąż nie było, policji nie udało się jejodnaleźć.Michał wydawał się strasznie roztargniony, kiedy do niego przyszedłem.„Chodź, chodź, właśnie się pakuję”.Zaprosił mnie do środka, ale nigdzie niewidziałem jego walizek.Otworzył piwo, a potem powiedział z rezygnacją: „Coś jest cholernienie tak z moim życiem”.Sięgnąłem po papierosa, ale w końcu go nie zapaliłem, bo Michałdodał: „Wiesz, ona kiedyś wyglądała inaczej”.I to był ten moment, kiedy poczułem się tak, jakbym wszedł na bardzo kruchy lód.„Kto?”„Helena”.- Michał poruszył ustami i dopiero po chwili wyjaśnił: - „Miała inne włosy,była wyższa”.Lód pode mną pękał, a nie miałem czego się chwycić.Wpatrywałem się w Michała,wciąż trzymając w palcach niezapalonego papierosa, a Michał wyglądał na tak zmartwionego,jakby wszystko, co mówił, było prawdą.Przeszło mi przez myśl, że żartuje, ale przecież nieżartował.Nie umiałby zrobić tego tak poważnie.„To trudno wyjaśnić - dodał.- Myślisz, że zwariowałem?”Nie odpowiedziałem, bo pomyślałem, że on faktycznie zwariował.Zająknąłem się ispytałem o jedyną rzecz, jaka przyszła mi na myśl: „Masz na to jakiś dowód?”.Poszliśmy do jego pokoju.Michał wydawał się coraz bardziej pobudzony, zacząłszukać czegoś w szafie, a ja stałem za jego plecami i zastanawiałem się, co to będzie, to coś,co Michał zaraz mi pokaże.Nie bardzo wiedziałem, jak rozmawia się z szaleńcami: trzeba imprzytakiwać czy raczej zaprzeczać? Mam udowodnić mu, że mówi dziwne rzeczy? Mamwyjść?W tym czasie Michał coś znalazł i mruknął: „Mam!”.Przyszła mi wtedy do głowyniedorzeczna myśl, że zaraz wyjmie z szafy coś ważnego, co będzie dowodempotwierdzającym jego tezę.Myśl była tak straszna, że nie mogłem się poruszyć i dopiero jakMichał rzucił mi to coś, ocknąłem się nagle.W rękach trzymałem wiosenny płaszcz.Skierowałem wzrok na Michała, a potem z powrotem na płaszcz, gdy Michał wyjaśnił:„Zobacz, co na nim jest” [ Pobierz całość w formacie PDF ]