[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Francesca również przyglądała się potężnym okrętom.Kiedy zerknęła na Nikodemusa, popatrzył jej w oczy.Podała mu zdanie:Co to jest?Nigdy wcześniej ich nie widziałem, ale sądząc po opisie Cyrusa, są to latawcowce.Przeczytała to i znowu popatrzyła na okręty.Przenoszą latawce bojowe?Tysiące.Można je wypuścić, gdy nosiciele są w powietrzu.Najczęściej konstrukty kierowane są przeciwko tkaninom przeciwnika w powietrzu, ale czasami używa się ich przeciwko armii albo nawet całemu miastu.Oblężenie Erram?Nikodemus kiwnął głową.Politeiści wypuścili wszystkie swoje latawce bojowe na dzielnicę z największą liczbą monoteistów.Konstrukty zaraz po zrzuceniu zabiły tysiące mieszkańców, a potem latały nad miastem przez dziesięć dni, zabijając każdego, kto wyszedł na ulice.Znowu spojrzała na latawcowiec.„Lanca Królowej” unosiła się teraz nad mostem między wieżami.Po kamieniach pospiesznie szło kilku ludzi w zielonych szatach.Cyrus z Izemepi zrzucili linę cumy, a załoga naziemna wiązała ją do olbrzymiej metalowej klamry.Francesca podała mu zdanie:Czym są te lśniące metalowe kwadraty?To szpeny, odpisał ponuro.Latawce tną nimi tkaninę.Lub ciało przeciwnika.Czy królestwo użyłoby ich przeciw Avel? Przeciw własnym poddanym? Nikodemus tylko popatrzył wymownie na Francescę.Sapnęła i napisała: No dobra, głupie pytanie.Choć latarnię zatoki Coldlock chroniło estuarium, uderzały w nią gwałtowne wiatry.Konstrukcja była solidna i sprawna, choć trzy piętra litego piaskowca trudno byłoby nazwać wspaniałą architekturą.Magowie przekupili latarnika, by wpuścił ich na szczyt.Lotannu przyciskał ręce do piersi.Wiatr ziębił jego dłonie i twarz.Vivian wyglądała, jakby zimny podmuch zupełnie nie robił na niej wrażenia.- Jak długo będziemy czekać na odpowiedź? - zapytał.Właśnie zaimprowizowała czar kolaboris i rzuciła go do stacji przekaźnikowej w wiatrowym ogrodzie Lurrikary.- Kwadrans - odpowiedziała.Normalnie stacje w Avel i Karze odbierały czary kolaboris z Iglicy Erazmowej w Starhaven.Wiadomości między Avel i Karą przekazywane były właśnie przez Starhaven.Z tego, co wiedział Lotannu, nigdy jeszcze nie podjęto próby zaimprowizowania kolaboris między tak odległymi lokalizacjami.Jednak jeśli ktoś mógł tego dokonać, to właśnie Vivian.- Może powinnam rzucić jeszcze jeden - stwierdziła staruszka.- Możliwe, że nie trafiłam w wieżę i… - Nagłe na morzu pojawiła się złota plamka, która w następnej chwili otoczyła latarnię poziomą falą tekstu.Przez umysł Lotannu przemknęły zdania, wprawiając świat w wirowanie.Z jękiem oparł się o ścianę, by się nie przewrócić.Kiedy odzyskał równowagę, popatrzył na Vivian z obawą, że czar przemknął przez nią zbyt szybko.Jednak kobieta stała spokojnie, patrząc pokrytymi bielmem oczami na arkusz złotej prozy.- Nad Lurrikarą rozszalał się sztorm - powiedziała.- Wieje tak mocno, że umieścili oba latawcowce w dokach.Przewidują, że taka sytuacja potrwa do rana.Gdy tylko wiatr się uspokoi, podniosą flotę i podejmą zaplanowane działania.- A co mamy robić w międzyczasie? - spytał Lotannu.Wyciągnęła do niego rękę.Chwycił ją i zaczął prowadzić kobietę w stronę schodów.- Będziemy się ukrywać i uważać, żeby nie zaskoczył nas Sawannowy Potwór.„Lanca Królowej” przemknęła znad fal oceanu nad sekwojowe lasy w chwili, gdy słońce dotknęło widnokręgu.Francesca poprawiła się w szatach wplecionych w kadłub statku.Nikodemus był gdzieś za nią.Cały czas opanowywała pragnienie, by się obejrzeć.Na dodatek musiała opierać się chęci spojrzenia do przodu, na Cyrusa.Poczuła pogardę do samej siebie.Jak mogła wpakować się w taki bajzel między dwoma mężczyznami? Potrzebowała teraz pomocy, by poradzić sobie z własną głuchotą, a nie zalotów dwóch mężczyzn.Postanowiła bardziej uważać na to, co mówi i robi.Powoli odzyskiwała wyćwiczoną maskę spokoju uzdrowicielki.Okręty bojowe w Lurrikarze przypomniały jej, co jest stawką w tej grze.Zamknęła oczy i chłonęła zimne skupienie do chwili, aż wyczula ruch „Lancy Królowej”.Gdy otworzyła oczy, odkryła, że statek zrobił się szerszy i obrócił się, zwracając się w stronę morza i wiatru.Izem pozwalał, by wiatr spychał ich w głąb lądu.Patrząc w dół, Francesca zobaczyła, że przelatują nad długim estuarium, rozciągającym się na jakieś półtora kilometra w głąb lasu.Podczas i tuż po porze deszczowej z gór spływała tędy do morza rzeka.Przy końcu estuarium, na cyplu w zatoce wznosiło się ufortyfikowane miasto Coldlock.Wzniesiono je na planie prostokąta, miało może trzy kilometry kwadratowe i otaczały je mury z piaskowca.Brama od wschodu otwierała się na drogę do Avel.Gdy „Lanca Królowej” zawisła nad portem, przez tkaninę przyczolgal się do nich Cyrus.Miał sprowadzić Francescę i Nikodemusa na ziemię, do portu.Kilkoma sprawnymi ruchami uwolnił ją i zawiesił na uprzęży.Krzyknął coś, czego oczywiście nie usłyszała, a potem przesunął się w stronę rufy, by uwolnić Nikodemusa i przenieść go w podobną uprząż.Choć kakograf owinięty był tkaniną, Francesca drgnęła niepewnie, gdy zawisł obok niej.Nagle zaczęli spadać.Francesca krzyknęła i w tej samej chwili coś gwałtownie szarpnęło ją za pierś i biodra.Nad nią znajdował się Cyrus z szeroką tkaniną spadochronu nad głową.W jakiś sposób wplótł ich w trzyosobową uprząż.Wylądowali w porcie z imponującą precyzją.Buty Franceski dotknęły drewnianych desek tak lekko, jakby właśnie zsiadła z konia.Zachwiała się i odkryła, że jej czarne szaty maga nie były już splecione z uprzężą Cyrusa.Odwróciła się i zobaczyła Nikodemusa odwijającego tkaninę, która oddzielała go od tekstu statku.Gdy skończył, podał jedwab Cyrusowi.Uderzył w nich gwałtowny wiatr, gdy spadochron Cyrusa wyrzucił swój tekst w dół, podrywając pilota w stronę „Lancy Królowej”.Pomachał do Franceski.Uniosła rękę i przyglądała się, jak jego tkanina splata się z powrotem w kadłub okrętu.Skrzydła „Lancy Królowej” poszerzyły się i wygenerowały tak potężny podmuch, że kilka statków mocno się zachwiało.Chwilę później statek odleciał w stronę wiatrowego ogrodu.Francesca przez chwilę przyglądała się wciąż rozkołysanym na wodzie żaglowcom.W większości były to zgrabne dwumasztowce, faworyzowane przez spiryjskich i lornijskich żeglarzy.Zobaczyła też jeden szeroki katamaran - musiał tu przepłynąć całą drogę aż z archipelagu iksońskiego.Ruch gdzieś z prawej strony sprawił, że Francesca obróciła się i.przyjrzała elegancko ubranemu Nikodemusowi.Do tej pory widywała go z nagim torsem, w imitacji wojownika koboldów.Potem był owinięty w materiał jak małe dziecko.Teraz miał na sobie ubranie w spiryjskim stylu: spodnie, luźna koszula i długa kamizela - wszystko wykonane z białego jedwabiu „Lancy Królowej”.Długie czarne włosy związał w koński ogon.Wyglądał jak bogaty, elegancki Spiryjczyk.Już zaczęła formować sarkastyczny komentarz w przedramieniu, ale powstrzymała się i zbeształa za tak frywolny impuls.Nikodemus pierwszy rzucił do niej:Głodna?Zawsze, odpisała.Ruszył w głąb portu, w stronę miasta.Musimy szybko coś zjeźć, a potem wymknąć się do lasu, zanim zamkną bramy na nodz.Przeszła wraz z nim przez bramę oddzielającą port od miasta.Dwaj odziani w zieleń strażnicy miejscy ukłonili się im.Widzieli, że para została wysadzona z okrętu wojennego, więc zdawali sobie sprawę, że są ważni dla hierofantów.Francesca zaczęła się zastanawiać, ile wartownicy wiedzieli o rebelii szykującej się w Avel.Przystań Coldlock była ciasnym miastem, składającym się niemal wyłącznie z piętrowych drewnianych budynków [ Pobierz całość w formacie PDF ]