[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Baw się dobrze w Święto Dziękczynienia.Nie zobaczymy się pewnie w najbliższym czasie.win-win: Trzymaj się.(*Vermont? Win był szybki.A może tak mi się tylko wydawało.Minęło pięć i pół miesiąca, odkąd powiedzieliśmy sobie adieu.Przecież nie mogłam wymagać, żeby Win został mnichem, prawda?).(**Używanie tabliczki miało sens.Win nie słyszał mojego głosu ani nie widział mojej twarzy, kiedy pisałam, że cieszę się jego szczęściem).(***Powiem tylko, że nie było to wszystko, czego chciałam).Rozdział VIWygłaszam najkrótszą w historii mowę pogrzebową.Urządzam przyjęcie.Ktoś wreszcie całuje mnie jak trzebaDwa dni przed świętami Bożego Narodzenia zadzwoniła Keisha, żona pana Kiplinga.– Aniu – powiedziała smutnym głosem – mój mąż nie żyje.Zmarł w wieku pięćdziesięciu czterech lat.Kiedy byłam w pierwszej klasie liceum, miał zawał serca.Kolejny atak uśmiercił go ponad dwa lata później.Wysoka śmiertelność w gronie bliskich mi osób nie była niczym niezwykłym, ale ten rok był wyjątkowo ciężki.W styczniu straciłam Imogen, we wrześniu zmarł mój kuzyn Miki, a teraz odszedł pan Kipling.Każda kolejna pora roku zabierała mi kogoś bliskiego.Nie rozpłakałam się, kiedy Keisha przekazała mi smutne wieści.– Bardzo mi przykro – odezwałam się.– Chciałam spytać, czy powiedziałabyś kilka słów na pogrzebie.– To nie jest moja mocna strona.Nie lubiłam się wypowiadać w miejscach publicznych.– To by dla niego wiele znaczyło.Był z ciebie dumny.Czytał artykuły o twoim klubie.Zachował je wszystkie.Zdziwiłam się.W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy ja i pan Kipling sprzeczaliśmy się.Uważał, że podjęłam złą decyzję, otwierając klub, a teraz okazało się, że był ze mnie dumny.(Sprzeczaliśmy się też w innych kwestiach).Od śmierci mojego ojca w 2075 roku do lata, kiedy stałam się osobą pełnoletnią, pan Kipling nadzorował moje decyzje finansowe, zarówno większe, jak i mniejsze.Nie byłam pewna, czy był idealnym doradcą, ale na pewno się starał.Zawsze we mnie wierzył, nawet wtedy, gdy wydawało się, że cały świat odwrócił się ode mnie.Wiedziałam, że pan Kipling mnie kochał.Ja też go kochałam.Noriko, Leo (który właśnie wrócił z więzienia) i Natty (która przyjechała z Bostonu) wybrali się ze mną do Świętego Patryka.Miałam wygłosić przemówienie jako trzecia.Najpierw przemawiali Simon Green i niejaki Joe Burns.Jak się okazało, pan Burns grywał z panem Kiplingiem w squasha.Po mnie mieli przemawiać: Grace, córka pana Kiplinga, i jego brat Peter.Kiedy nadeszła moja kolej, zdałam sobie sprawę, że dłonie i pachy mam całkiem wilgotne.Była zima, ale zaczęłam żałować, że włożyłam tego dnia sukienkę z czarnej wełny.Weszłam na podium i wyciągnęłam swoją tabliczkę.– Witam wszystkich – zaczęłam.Spojrzałam na ekran tabliczki z uczuciem, że stoję na podium całe wieki, i ogarnęłam wzrokiem notatki.„1.Pan K.– najlepszy przyjaciel taty.Żart o tym, jak trudno być przyjacielem szefa organizacji przestępczej?2.Pan K.– zabawna historia o jego łysinie?3.Pan K.Może nie był idealnym adwokatem, ale był wobec mnie lojalny.Historyjka na ten temat?4.Pan K.cenił lojalność”.To było wszystko.Wypisałam kilka punktów późną nocą po powrocie z pracy.Wydawały mi się wówczas sensowne, ale teraz, stojąc na podium w kościele Świętego Patryka, doszłam do wniosku, że czegoś w nich brakuje.Wyłączyłam tabliczkę i postanowiłam mówić spontanicznie, chociaż nie była to moja mocna strona.– Nie wiem, co powiedzieć – zaczęłam i poczułam się głupio.– Pan Kipling był… – Głupie notatki wyświetliły się w moim umyśle: Pan Kipling był łysy? Był przyjacielem taty? Był średnim prawnikiem? – …dobrym człowiekiem – dokończyłam i poczułam, że drżą mi kolana.Oddychałam z trudnością.– Dziękuję.Wróciłam na swoje miejsce.Nie potrafiłam spojrzeć w oczy żonie pana Kiplinga.Kiedy usiadłam, Natty ścisnęła moją dłoń.Po pogrzebie Simon Green, którego zwykle unikałam, podszedł do mnie i mojego rodzeństwa.Natty uściskała go.– On był dla ciebie jak ojciec – odezwała się serdecznie.– Musisz być zdruzgotany.– To prawda.Dziękuję, Natty.– Simon zdjął okulary i wytarł szkła rękawem koszuli.Potem spojrzał na mnie.– Aniu, czy możemy chwilę porozmawiać?Myślałam, że do tego nie dojdzie, ale teraz nie mogłam odmówić.– Muszę ci coś powiedzieć, chociaż nie będzie to łatwe.Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.Nie podobał mi się ton jego głosu.– Pan Kipling zostawił mi swoją firmę, ale niestety ostatnio mieliśmy znacznie mniej klientów.Nie wiem, czy będę w stanie uratować kancelarię przed bankructwem.Zastanawiałem się, czy znalazłaby się dla mnie praca w Ciemnym Pokoju.Oczywiście możesz odmówić.– Mamy już prawnika, który zajmuje się klubem.Tak naprawdę nie chciałam mieć Simona w pobliżu.– Wiem.Pytam, ponieważ twój klub działa na dużych obrotach.Jeśli nadal tak będzie, niewykluczone, że przyda wam się moja pomoc.Poza tym Charles Delacroix chyba nie zamierza wiecznie pracować w nocnym klubie.– Charles Delacroix bywa nieprzewidywalny.– Widzę, że cię zdenerwowałem, Aniu.Chciałem ci tylko zadać to pytanie.Poczułam, że nie jestem wobec niego uprzejma.– Posłuchaj, Simonie, nie bierz tego do siebie.To tylko interesy.– Jasne, Aniu, rozumiem.– Simon zrobił pauzę.– Widzę, że Leo wrócił z więzienia.Domyśliłam się, że Simon nie powiedział tego ot tak sobie.Chciał mi przypomnieć, że miałam wobec niego dług wdzięczności.To on zorganizował powrót mojego brata z Japonii w zeszłe święta wielkanocne.Żałowałam, że Simon nie mówił wprost.Miałabym dla niego więcej szacunku.– Jeśli coś się zmieni, dam ci znać.Nadchodził koniec 2084 roku.Znowu poczułam chęć powrotu do smutnych wspomnień (śmierć bliskich, rozstanie z Winem, kłótnie z siostrą), ale postanowiłam chociaż raz w życiu tego nie robić.Wobec wszystkich tych tragedii moje sukcesy wydawały się tym słodsze.Wiodło mi się świetnie w interesach.Pogodziłam się z Tłuściochem i rodziną.Po raz pierwszy w życiu działałam zgodnie z prawem.Miałam więcej niż dość pieniędzy.Zostałam matką chrzestną.I nauczyłam się nosić buty na wysokich obcasach.Nagły przypływ entuzjazmu sprawił, że zrobiłam coś nieoczekiwanego.W wigilię Nowego Roku urządziłam w klubie przyjęcie.Przy wejściu powiesiłam tabliczkę z napisem: „PRYWATNA IMPREZA”.Potem otworzyłam szeroko drzwi klubu i puściłam głośniej muzykę.Tamtego wieczoru Leo odwiedził mój klub po raz pierwszy.– Podoba ci się? – spytałam.Leo ujął dłońmi moją twarz.Potem pocałował mnie w czoło, policzki i czubek głowy.– Nie mogę uwierzyć, że moja mała siostrzyczka zrobiła to wszystko własnymi rękami!– Pomogli mi różni ludzie – odparłam.– Noriko.Theo.I pan Delacroix.– Jesteś niesamowita, siostro.Hej, czy mogę tu pracować?– Jasne – odparłam.– Co chcesz robić?– Nie wiem.Chciałbym się na coś przydać.Powiedziałam mu, że coś wykombinuję.Przyszło mi do głowy, że Leo mógłby pomagać Noriko.Nadal o tym myślałam, kiedy Natty chwyciła mnie za rękę.– Win przyszedł! Zaprosiłam go.Chodźmy się z nim przywitać.– Co takiego? Kto przyszedł? – Nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam.Muzyka grała bardzo głośno.– Kiedy jechaliśmy pociągiem z Bostonu, powiedziałam Winowi, że musi zobaczyć twój rewelacyjny klub [ Pobierz całość w formacie PDF ]