[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Georges Latour, który również szykował się do wyjścia, obiecał, że wstąpi do miejscowego warsztatu i poprosi, by ktoś do nas zajrzał.— To opóźni pana wyjazd — zauważył Marcus.— Nie szkodzi.Szybko załatwię tę sprawę.Przywiozę kogoś.Proszę się przez ten czas zaopiekować Andrée.— To tylko drobne opóźnienie — pocieszał nas Marcus.— Mamy jeszcze szansę zdążyć na prom.Jeżeli nie, odpłyniemy jutro.Nie pozostało nam nic innego, jak usiąść i czekać.Panna Carruthers zwróciła się do Andrée:— Obawiam się, że to opóźni również pani wyjazd.— To bez znaczenia — wzruszyła ramionami Andrée.— Zastanawiam się, co się dzieje w La Pinière —powiedziałam.— Biedna madame Rochère.Ciekawe, jak ona sobie radzi.134— Powinna była wyjechać — stwierdziła obojętnie Annabelinda.— Nie mogła pogodzić się z myślą o opuszczeniu domu.Spędziła w nim wszystkie lata swojego małżeństwa, a potem prowadziła tam szkołę.Ale jeśli nadejdą Niemcy…— Poradzi sobie — przerwała mi Annabelinda.— To oni będą się jej bać… tak jak my wszystkie się jej bałyśmy.— Nonsens! My byłyśmy uczennicami.Będzie musiała stawić czoło nieprzyjacielskiej armii.— Och, na pewno da sobie radę.Czekaliśmy ponad godzinę.Wreszcie Georges wrócił.Wyglądał na zmęczonego.— Przykro mi — rozłożył bezradnie ręce.— Nie mogłem znaleźć nikogo.To przechodzi wszelkie wyobrażenie, co się dookoła dzieje.Mechanicy pracują jak szaleni, reperują samochody, które mogą być w każdej chwili potrzebne.Nie mieli kogo przysłać.— W takim razie sam spróbuję zreperować — Marcus podniósł się z miejsca.— A zna się pan na silnikach? — spytał Georges.— Raczej rzadko się tym zajmuję.W wojsku zawsze jest w pobliżu jakiś mechanik.— Coś niecoś znam się na mechanice — powiedziałGeorges.— Chętnie zajrzę do pańskiego samochodu.A nuż uda mi się pomóc?Po tych słowach obaj mężczyźni wyszli.Edouard zbudził się i badawczo się wszystkim przyglądał.Wzięłam go na kolana, a on uchwycił się kurczowo mojego płaszcza, jakby bojąc się, że go zostawię.Poza tym nie widać było, żeby specjalnie przejmował się całą sytuacją.Tymczasem Andrée zaczęła opowiadać o sobie.Wyznała, że nie chce być ciężarem dla Georgesa.Zawsze marzył o 135wstąpieniu do wojska.Teraz chętnie go przyjmą, potrzebują jak najwięcej ludzi.— Będę musiała pojechać do mojej ciotki do Anglii —powiedziała smutno.— Właściwie powinnam być wdzięczna losowi, że mam dokąd jechać.Nie chcę, żeby Georges martwił się o mnie, ale z drugiej strony przeraża mnie myśl o zamieszkaniu z ciotką.— Wzruszyła ramionami.— Nie wiadomo, jak długo to potrwa.Wojna może ciągnąć się w nieskończoność.Nie powinnam absorbować Georgesa swoją osobą.Młodzi mężczyźni w takich chwilach mają poważniejsze zadania niż opieka nad siostrami.Chciałabym pracować w Anglii.Czy byłoby to możliwe? Jechałabym z większą chęcią, gdybym wiedziała, że znajdzie się dla mnie jakieś zajęcie.Georges w wojsku będzie miał co robić, a ja…— Na pewno jest dużo możliwości pracy — powiedziała panna Carruthers.— Wojna stwarza różne okazje.— Jak dobrze, że mogę z kimś porozmawiać —westchnęła Andrée.— Odnoszę wrażenie, że mnie rozumiecie.— Jaki rodzaj pracy by panią interesował? — spytałam.— Cokolwiek.Mogłabym pomagać w domu.— Czy to znaczy, że zgodziłaby się pani pracować jako służąca?— Wszystko jedno.Wolę być służącą, niż jechać do cioci Berty.I tak musiałabym u niej sprzątać i gotować.Dlaczego więc nie miałabym tego robić gdzie indziej.— Taką pracę łatwo się znajdzie — powiedziała Annabelinda.Twarz Andrée rozjaśniła się.— Czy może… znacie panie kogoś? — spytała.— Znamy mnóstwo ludzi, prawda, Annabelindo?— Oczywiście, na pewno coś się trafi.136— Najbardziej odpowiadałoby mi zajmowanie się dziećmi— wyznała Andrée.— Zawsze lubiłam dzieci.— Z tym też nie będzie problemu… W Londynie czy poza nim.— Więc mogę liczyć na pomoc?…— Na pewno, jeśli tylko będzie to w naszej mocy —odparła Annabelinda.— Och, jak to dobrze.Właśnie pomyślałam…Czekałyśmy, aż dokończy, ale ona wyraźnie się wycofała:— Nie… nie… to byłoby za wiele.— Co takiego? — spytała panna Carruthers.— Ja… Nie, nie mogę.Pomyślicie, że….— Proszę nam powiedzieć — zachęciłam ją łagodnie.— Więc… jeśli państwo zabralibyście mnie ze sobą…Georges odprowadziłby mnie na wybrzeże… a potem ruszyłby prosto do Paryża i tam zaciągnął się do armii.Nie musiałabym jechać do cioci Berty.Gdybym mogła pojechać z wami… Czybyście mi panie pomogły?Wymieniłyśmy z Annabelinda spojrzenia.Przyjazd do domu z dzieckiem, nauczycielką i dziewczyną, której jeszcze dwa dni temu nie znałyśmy, będzie dla moich rodziców sporą niespodzianką — by nie powiedzieć szokiem.Ale też czasy były niezwyczajne.Ludzie przeżywali tragedie, trzeba było sobie wzajemnie pomagać.Byłam pewna, że moi rodzice to zrozumieją.— Chyba możemy pomóc, prawda, Lucindo? — odezwała się Annabelinda.— Oczywiście — odparłam.— Proszę jechać z nami, Andrée.Nie wiemy wprawdzie, co się teraz dzieje w domu, ale mama na pewno znajdzie kogoś, kto będzie potrzebować pokojówki… jeśli naprawdę nie ma pani nic przeciwko takiej pracy.137— Czy mówi pani serio?— Oczywiście.Do rozmowy włączyła się panna Carruthers:— Mam nadzieję, że nie będzie żadnych trudności z zabraniem pani do Anglii.Nie wiemy, jakie są teraz przepisy.Wojna, wszystko się zmienia…Andrée wyraźnie się speszyła.Po chwili wyjaśniła:— Mam odpowiednie papiery.Byłam w Anglii rok temu z wizytą u ciotki.Wtedy wystarczyły.— Jestem pewna, że major wszystko załatwi —stwierdziła Annabelinda.Słysząc to Andrée ożywiła się.— Sama nie wiem, jak mam dziękować! Czuję się teraz dużo spokojniejsza.Nie zniosłabym obecności cioci Berty.Muszę myśleć o moim biednym bracie! Jeżeli pojadę z wami, Georges będzie mógł udać się stąd prosto do Paryża.To bardzo uprości wszystko.Obojgu nam potrzebna jest całkowita odmiana.Musimy uciec od wspomnień…Głos się jej załamał, a my niewyraźnie wymruczałyśmy słowa zrozumienia i współczucia.W trakcie tej rozmowy wrócili Marcus i Georges.Promienieli zadowoleniem.— Zrobione — wykrzyknął Marcus.— Możemy jechać dzięki panu Latour.— Przypadkiem mi się udało — wyjaśnił Georges skromnie.— Na szczęście zawsze lubiłem dłubać w samochodach [ Pobierz całość w formacie PDF ]