[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Obecne czasy budziły w nim sprzeczne uczucia i to go złościło.O w s z e m , było jego gorącym życzeniem, żeby Joachim wyrósł na silnego, odważnego chłopca.Wydawałoby się, że Hitlerjugend stwarza ku temu idealne ramy: koleżeństwo, sport, gry terenowe, biwaki.Joachim czuł się tam dobrze i może po raz pierwszy w życiu znalazł przyjaciół.Pan v o n Klinck powinien być zachwycony, ale nie był i wciąż zachodził w głowę, dlaczego.Czyżby niepokoiło g o , że ktoś albo coś ma więcej wpływu na jego syna niż on s a m ? A może nie podobało mu się, że w śpiewniku Hitlerjugend Jutrzenka" rymowała się z „wojenką", a „poranne zorze" z „krwi morze"?Pogrążony w rozmyślaniach nie zauważył nawet, kiedy wyłoniłsię przed nim jego d o m , przyjazny, gościnny, jarzący się światłami okien.Na ten widok opadło z niego rozdrażnienie i ogarnęło kojące ciepło.D o m wydał mu się arką, bezpieczną przystanią w bezmiarze niepokoju i wątpliwości.Uniósł parasol, żeby popchnąć nim bramę, ale w tym momencie przypomniało mu się, że czeka go jeszcze rozmowa z doktorem Goldbergiem i dobry nastrój zniknąłbez śladu.84IWONA MENZELByć może panu v o n Klinck udałoby się uniknąć tej rozmowy, gdyby miał inną kucharkę.Martha gotowała wyśmienicie, jej sosy były w Berlinie legendą - Annelies von Ribbentrop od lat bezskutecznie żebrała o przepis na bearnaise - ale była matką Antona, a Anton budził w panu von Klinck szczerą i serdeczną niechęć.Fronk był ostatnim człowiekiem, którego pan von Klinck miałby ochotę zobaczyć, kiedy pewnego niedzielnego, słonecznego przedpołudnia powrócił z nabożeństwa, zakończonego miłą pogawędką z pastorem Kummerlein.Pod w p ł y w e m jego kazania o temacie: „Jezus, twój jedyny Zbawca", nasunęło się panu von Klinck pytanie, czy, zdaniem pastora, jest rzeczywiście możliwe, żeby Hitler został zesłany przez Boga, jak to wyczytał w ulotce Niemieckich Chrześcijan? Twierdzili oni, że Opatrzność chciała w ten sposób naprawić niesprawiedliwość traktatu wersalskiego, ale czy Bóg nie mógł sobie poradzić sam, bez p o m o c y Hitlera? O d p o w i e d ź pastora ogromnie go uspokoiła: on też nie mógł sobie wyobrazić, żeby Bóg w wielkości swojej w ogóle zajmował się jakimikolwiek traktatami.Pan von Klinck miał właśnie zamiar przemyśleć sobie to wszystko spokojnie w bibliotece przy kieliszku wytrawnego sherry, kiedy rozległ się ordynarny tupot butów i na schody hallu wbiegł Anton Fronk.Naziści nie tylko przepadali za długimi butami, przede wszystkim uwielbiali nimi tupać.Wprowadzili zupełnie nowe rodzaje hałasów i wyrażali się przy ich pomocy, manifestowali nimi nastroje i stany ducha.Istniało energiczne tupanie, dynamiczne tupanie, zaaferowane tupanie, pracowite tupanie, groźne tupanie, zastraszające tupanie i tak dalej.Zanim się ich widziało, już się ich słyszało.Pan von Klinck zatrzymał się z ręką na poręczy i surowo spojrzałna nieproszonego gościa.- Pan Fronk? Nie słyszałem, żeby ktoś pana zameldował.- Nie m a m czasu na takie formalności - wzruszył bezczelnie ramionami Anton.- Sprawa nie cierpi zwłoki.- Nie cierpi? No to proszę za mną.Bardzo niezadowolony, że zakłóca mu się spokój niedzielnego popołudnia, wysunął ze złością dolną wargę, odwrócił się plecami do Fronka i pomaszerował do biblioteki.Wygięcie jego grzbietu C Z A S TARANTUL85i gniewnie rozwiane poły marynarki dawały do zrozumienia, że uważa tę wizytę w Dzień Pański za skandaliczną.Anton jednak wcale się tym nie przejął i niewzruszenie deptał mu po piętach.Biblioteka była sanktuarium pana von Klinck.Tutaj uciekał przed zgiełkiem domu, szczebiotem dzieci, kaprysami żony, odpowiedzialnością za taśmy produkcyjne i koła zębate.Było to jedyne pomieszczenie, którego wystroju nie pozostawił smakowi Toni - każdy mebel, każdy bibelot wybierał sam [ Pobierz całość w formacie PDF ]