[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ciemno-szare, mętno-szare, świt…–A ty co, nie masz dokąd jechać? – cicho zapytał ten, którego Iwga nazywała w duchu błaznem.– Nie masz domu? Wypędzili cię, czy jesteś przyjezdna? Bez pieniędzy?Iwga chciała poprosić, by się od niej odczepił – ale zamiast tego tylko żałośnie rozciągnęła wargi, usiłując uśmiechnąć się.–Idziemy – chwycił ją za rękę.Rzeczywiście – miał maksika.Malutki samochodzik, jakby przed chwilą kopnięty przez dużą wywrotkę, dlatego bagażnik zgiął się w harmonijkę.–Mam teraz dobę wolnego… Nie bój się, przecież nie jestem zwierzęciem… Popatrz na siebie, jesteś ładną dziewuchą… Rozumiem, że Inkwizycja was gania, ale ja nie jestem inkwizytorem… Rzuć tą torbę na tylne siedzenie, co się tak jej trzymasz, nie zabiorę ci…Żółty mur szybko płynął do tyłu.Szybko, szybciej…Iwga westchnęła spazmatycznie i zamknęła oczy.* * *Odnica powitała Klaudiusza duszną nocą, łańcuchami ogni i pancernym wozem na skraju betonowego pasa – czarnym, przypominającym z daleka lakierowany sztyblet.–Niech zginie zło, patronie.Minęło dobre pół minuty, zanim rozpoznał ten głos.Głęboki i mocny głos niezrealizowanej śpiewaczki operowej.Ale się zmieniła przez te minione trzy lata! Nie postarzała – ale zmieniła się wyraźnie, a może winne jest żółte światło latarń?Spolaryzowane szyby limuzyny sprawiały, że świat zewnętrzny był rozmigotany, drżący, matowy i widmowy; gardząc późną godziną, Odnica połyskiwała ogniami, migotała płachtami reklam, puszczała do przyjezdnych oko.Klaudiusz przypomniał sobie, jak dobre trzydzieści lat temu pierwszy raz odwiedził ten kurort razem z matką i też przybyli w nocy, z lotniska wzięli taksówkę, a magiczne miasto za oknami wydawało się…–Kurator Mawin przygotował sprawozdanie, patronie.I na każde pana życzenie…–Nocami zarzucam etykietę – rzucił Klaudiusz.– Nie dręcz mnie, Fedoro, i tak jestem trochę zmęczony… Jak tam dzieci?Pauza.Ostatnie samochody, których na nocnych ulicach było jeszcze sporo, z szacunkiem pryskały na boki przed wolno pełznącym czarnym pancernikiem; krótko ostrzyżony tył głowy kierowcy za niebieską szybą chwytał odbłyski świateł i pewnie dlatego zdawał się być planetą, wirującą dookoła setki słońc.–Dzieci… dobrze – wolno odpowiedziała Fedora.– Wszystko… dobrze.–Nie wiedziałem, że jesteś w Odnicy – uczciwie przyznał się Klaudiusz.Fedora uśmiechnęła się blado:–Wiżna nie może upilnować wszystkich kadrowych roszad… To by było nienormalne.–Przez te trzy lata awansowałaś na szczeblu służbowym.–Staram się…–A jak wyglądają twoje stosunki z tym złośliwcem Mawinem?Znowu pauza; Klaudiusz zrozumiał, że źle sformułował pytanie.Niewłaściwie je sformułował.–W dość serdecznych – odezwała się w końcu kobieta.– Ale nie w bliskich… Jeśli to chciałeś wiedzieć.Klaudiusz chciał ją zapewnić, że „nie chciał” – ale powstrzymał się w ostatniej chwili… Takie zapewnienie dopiero by zabrzmiało wyzywająco.–Twoja wizyta nie była wcześniej zaplanowana – powiedziała kobieta z krótkim śmieszkiem.– Coś za bardzo to zaskakujące… Mawin zaczął się miotać, przecież on się ciebie boi.–Naprawdę? – szczerze zdziwił się Klaudiusz.Kobieta zaczerpnęła powietrza.Zamilkła na chwilę.–Wiesz… Byłoby mi łatwiej, gdybyśmy jednak pozostali w ramkach etykiety.Łatwiej – nie zawsze oznacza lepiej, chciał powiedzieć Klaudiusz.Ale znowu się powstrzymał, nie pozwolił językowi na dwuznaczną wypowiedź.Jeszcze sobie Fedora pomyśli, że jest mądrzejszy, niż jest naprawdę…Uśmiechnął się krzywo, kobieta napięła mięśnie.–Możemy wrócić do tych ramek – powiedział pojednawczo.Fedora odwróciła się:–Za późno… Teraz będę się czuła urażona.Żelazny charakter, umysł żmii i wrażliwość nieładnego nastolatka.Nie, nigdy i w niczym nie potrafił jej pomóc, i zapewne nigdy nie pomoże.–Jak sądzisz, po co tu przyjechałem?Znowu napięcie w pięknych zimnych oczach.Niemal lęk, a może to złudzenie spowodowane brakami światła?–Klaudiuszu – rzuciła szybko.– Klaw…Po raz pierwszy wymówiła jego imię.Pośpiesznie i jakoś tak, że zabrzmiało, jakby zostało zwinięte w kłębek, jakby chciała je szybciej wyrzucić z ust, obawiając się oparzenia.–Klaudiuszu, mamy spore kłopoty… Ja, Mawin, wszyscy…–Tak?–Tak… Latem statystyka zgonów w okręgu tradycyjnie wzrasta.Wypadki w górach, w wodzie… Zatrucia, bójki młodzieżowych grup… Ogromny napływ turystów… i jest bardzo trudno określić, kiedy powodem śmierci jest wiedźma.Ale… w ciągu ostatnich dwóch tygodni skazaliśmy dziesięć osób.Wyroki nie zostały jeszcze wykonane…Klaudiusz milczał.Fedora denerwowała się.W całej historii Inkwizycji działające w niej kobiety można było policzyć na palcach.Obu rąk i jednej nogi.Na tego typu stanowiskach kobiety, z reguły, wyróżniają się okrucieństwem i nieprzejednaniem – w duszy Fedory były wystarczające zasoby i jednego, i drugiego.Ale teraz była zdenerwowana i Klaudiusz nie chciał jej przerywać.–W ostatnim miesiącu, patronie, poziom zainicjowanych wiedźm wzrósł średnio dwukrotnie… „Studnie” – siedemdziesiąt pięć, osiemdziesiąt… Niebywała… agresywność… I złącza.Tego wcześniej nie było, każda wiedźma działała samotnie… Teraz…–Dlaczego więc kurator Mawin nie przesłał sprawozdania do Wiżny? – zaszeleścił Klaudiusz jednym z najstraszliwszych ze swoich głosów.I poczuł, jak zdrętwiała, jak odsunęła się Fedora.–On… Najpierw myśleliśmy, że to jakaś pomyłka [ Pobierz całość w formacie PDF ]