[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Myślałam o tym, żeby mu powiedzieć, naprawdę.Gdyby sam je zauważył, z pewnością bym to zrobiła.Ale w pewnej chwili nawet stanął przed tymi pięknie wyrośniętymi różami, stokrotkami, dzwonkami, ale nie zauważył ich.–Cóż, Trevor jest taki sam jak większość mężczyzn.Widzą tylko to, co chcą widzieć.–To nie tylko o to chodzi – powiedziała Molly.– Kocham go, ponieważ jest taki rozsądny i pragmatyczny… Chyba nie chcę, żeby zaczął wierzyć w cuda.–Dobrze, jasne.Skoro uważasz, że tak jest najlepiej, proszę bardzo.Twoja stara, pomarszczona teściowa daleka jest od wtrącania się w sprawy swojej pięknej synowej.Molly objęła ją i cmoknęła w prawe ucho.–Nie jesteś wcale pomarszczona, nie jesteś wcale taka stara, jak ci się wydaje, a poza tym zawsze liczę się z twoim zdaniem.Naprawdę.Po tych słowach obie zaczęły śpiewać A Hard Rain’s A-Gonna Fall, z każdą chwilą równiej i głośniej.Na koniec prawie krzyczały.–…i tak ciężko… i tak ciężko… i tak ciężko!!!W drzwiach do sypialni stanął Trevor.–Na miłość boską, kobiety! Wydajecie odgłosy jak dwa zarzynane skunksy!* * *Sissy śniło się, że jest bardzo młoda, ma mniej więcej sześć, siedem lat, i siedzi na tylnym siedzeniu wielkiej limuzyny z brązową skórzaną tapicerką.W pewnej chwili uklękła i zaczęła obserwować krajobraz przesuwający się za szybami.Krajobraz również był brązowy i bardzo płaski; składały się na niego bezkresne mile pól kukurydzianych, rozciągających się aż po horyzont.Chmury były dziwnie wydłużone.Wyglądały, jakby ktoś rozciągał na niebie ciemnobrązowe cukierki toffi.Nie mogła dostrzec, kto siedzi za kierownicą limuzyny.Kierowca miał na głowie jasny kapelusz panama z brązowym otokiem.Na palcu prawej ręki nosił sygnet, który od czasu do czasu pobłyskiwał.Skrzył się również brylantowy symbol znajdujący się na środku kierownicy.Sissy rozpoznała go i nagle zrozumiała, co to za samochód i kto nim kieruje.Znajdowała się w hudsonie hornecie z roku 1954, należącym do jej wuja Henry’ego.Daleko w tle grało radio samochodowe, rytm był nieregularny, słowa poprzekręcane.Widziałeś mnie przez otwarte drzwi… Czego szukałeś, patrząc przez te drzwi…–Wujek Henry – powiedziała.Jej głos brzmiał inaczej i był bardzo niewyraźny.Wujek Henry nie odwrócił się, ale powiedział:–Już niedaleko, Sissy.Siedemdziesiąt mil, nie więcej.–Gdzie jesteśmy? – zapytała Sissy.–Na zachód od wschodu i na wschód od zachodu.Niemal w tym samym momencie minęli znak informujący, że wjeżdżają do Borrowsville, zamieszkanego przez 789 osób.–Czy to odpowiedź? Czy to jest miłość? Czy to odpowiedź anielska?Jechali i jechali, a po bokach wciąż ciągnęły się brązowe pola, miła za milą! Chmury rozciągały się w najbardziej fantastyczne wydłużone kształty, a potem pękały i odfruwały w siną dal.Nie podoba mi się ten sen, pomyślała Sissy.Wydarzy się w nim coś złego.Minęli kolejną tablicę.Opuszczali Borrowsville.Zaledwie po kilku minutach Sissy zobaczyła z przodu przy szosie jakiś wysoki kształt.W pierwszej chwili pomyślała, że to jest wieża ciśnień.Ale w miarę jak samochód się do niej zbliżał i mrużąc oczy, widziała ją coraz wyraźniej, zaczynała sobie zdawać sprawę, że przy drodze stoi człowiek.Wydawało się to niemożliwe, bo musiał być olbrzymem.Miał co najmniej trzydzieści stóp wzrostu.–Wujku Henry.–Słucham, Sissy?–Tam stoi olbrzym.Nie odpowiedział.–Wujku Henry, boję się olbrzymów.Wujek wciąż milczał.Sissy, coraz bardziej przestraszona, pociągnęła za rękaw jego sportowej marynarki.–Boję się olbrzymów! Nie chcę, żebyśmy go mijali! Proszę, wujku Henry! Czy nie możemy zawrócić?Wujek Henry powoli odwrócił głowę.Sissy odniosła wrażenie, że potrafi to zrobić, nie poruszając resztą ciała.Z przerażeniem popatrzyła na jego twarz.Przecież to nie był wujek Henry – a przynajmniej nie taki wujek Henry, jakiego pamiętała, w okularach ze złotymi oprawkami i z wąsikiem na podobieństwo Teddy’ego Roosevelta.Ten „wujek Henry” miał jasnoczerwoną twarz, niczym emaliowana maska, z wąskimi szparkami na oczy i trochę szerszą czarną szparą na usta.Miał kanciaste policzki i wielki podbródek z głęboką szramą na środku, jakby ktoś go w tym miejscu uderzył siekierą.–Nie możemy teraz zawrócić, Sissy – powiedział takim samym gardłowym głosem, jakim śpiewano piosenki docierające z radia.– Teraz jest już za późno.Sissy ogarnął wielki chłód.Złapała za klamkę i spróbowała otworzyć tylne drzwi, były jednak zablokowane.–Nie możemy zawrócić, Sissy.Tego, co się stało, już nie cofniemy.A od teraz to się będzie powtarzać bez końca.Dla przeklętych nie ma spoczynku, Sissy [ Pobierz całość w formacie PDF ]