[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Och, moja droga, ta sprawa wczoraj wieczorem musiała być po prostu straszna.Nie wyobrażam sobie nawet, jak się wystraszyłaś.To musiało być dla ciebie okropne.I takie smutne.– Ze mną wszystko w porządku – odparła energicznie Jordan.– Jest? – Zrobiła gest w stronę gabinetu.– Czeka na ciebie, moja droga.Wejdź.Pani Wielka Zła Wilkowa poczuła, że tętno jej przyspiesza.Bliskość Jordan ją podekscytowała.Wiedziała, że dziewczyna stała się literackim modelem ofiary morderstwa.Nagle się ożywiła, jakby znalazła się w wirującym konfetti tajemnic.Posępne odpowiedzi Jordan i niedbała, pogardliwa postawa sprawiły, że pani Wielka Zła Wilkowa niezauważenie skinęła głową.Zrozumiała wszystko.Jest doskonała, pomyślała.Nic dziwnego, że ją wybrał.Nagle zobaczyła sto powodów, żeby zabić Jordan.Zabij ją, pomyślała pani Wielka Zła Wilkowa.Na papierze.Ręce lekko jej drżały, dygotały od tej rozkosznej intrygi.Jakbym znalazła się we własnej powieści.Pani Wielka Zła Wilkowa poczuła, że opada, ześlizguje się do świata, w którym rzeczywistość nie różni się od fikcji.To było jak zanurzanie się w gorącej, balsamicznej kąpieli.Jordan przeszła obok jej biurka, a pani Wielka Zła Wilkowa patrzyła na nią z tyłu.Nagle w każdym kroku Jordan zobaczyła ukrytą arogancję, egoizm, samotność i złośliwość nastolatki.Płytko oddychała, chciało jej się śmiać.Było w tym coś z dopuszczenia do wielkiej, wspaniałej tajemnicy.Potrafiła już wyobrazić sobie całość procesu pisania, przekształcania skupionej na sobie, uprzywilejowanej młodej kobiety w postać z książki.To tak, jakby się było obecnym przy akcie stworzenia, myślała, chociaż przyznawała, że trochę przesadza.W końcu wstała i poszła za Jordan do gabinetu dziekana.Kiedy Jordan usiadła na krześle naprzeciwko dziekana, pani Wielka Zła Wilkowa radośnie oznajmiła:– Proszę nie zapomnieć o telekonferencji z zarządem.– Ta sesja telefoniczna była zaplanowana na później, ale dawała jej pretekst do pozostawienia uchylonych drzwi.Zakładała, że ani dziekan, ani Jordan tego nie zauważą.Asystent producenta, pomyślała.Dobry asystent producenta przysłuchuje się wszystkiemu.Jestem kimś znacznie ważniejszym niż tylko sekretarka.Pani Wielka Zła Wilkowa wróciła za biurko i nachyliła głowę, żeby nasłuchiwać.Przed sobą położyła podkładkę z papierem, jakby chciała robić notatki.Pierwsze, co podsłuchała, brzmiało:– Niech pan zrozumie, że ze mną wszystko w porządku.Nie muszę z nikim rozmawiać, szczególnie z jakimś roztrzęsionym psychologiem.Ze mną wszystko w porządku.– W głosie Jordan była złość i pogarda.– Rozumiem, Jordan – odpowiedział powoli dziekan – ale tego rodzaju traumatyczne przeżycia miewają ukryte działanie.Kiedy widziało się kobietę, która popełnia samobójstwo, tak jak ty to widziałaś, po prostu nie można machnąć na to ręką.– Ze mną wszystko w porządku – powtórzyła z uporem Jordan.Rozpaczliwie chciała wydostać się z gabinetu.Każda sekunda, której nie poświęcała rzeczywistemu zagrożeniu, była potencjalnie niebezpieczna.Wiedziała, że jedynym wytchnieniem od Wielkiego Złego Wilka były chwile na boisku do koszykówki, kiedy mogła zapomnieć się w wysiłku.Miała ochotę wrzasnąć na dziekana: Wiesz, że robię coś cholernie ważnego, ważniejszego niż jakaś lekcja, spotkanie z psychologiem czy cokolwiek mógłbyś sobie wyobrazić w swoim zamkniętym małym móżdżku szefa prywatnej szkoły?Nie powiedziała tego.Poczuła, że napięcie w niej narasta, zaciska się jak węzeł i że musi wypowiedzieć właściwe słowa, żeby wyjść i wrócić do tego, co najważniejsze: jak uniknąć śmierci z rąk mordercy.– Hm, tak… tak mi się wydaje – kontynuował dziekan.– I wierzę ci na słowo.Ale mimo wszystko nalegam, żebyś z kimś porozmawiała.Jeśli to zrobisz, a psycholog powie, że wszystko jest w porządku, to niech będzie.Ale chcę, żeby w sprawę zaangażował się specjalista.Spałaś chociaż trochę w nocy?– Tak.Osiem godzin.Spałam jak niemowlę.– Jordan skorzystała ze stereotypu, w gruncie rzeczy nie wyobrażając sobie, żeby dziekan jej uwierzył.Pokręcił głową.– Wątpię, Jordan – powiedział.Nie dodał: Dlaczego mnie okłamujesz? – chociaż to właśnie pomyślał.Wręczył jej karteczkę.– Szósta.Dziś wieczór w przychodni dla uczniów.Będą na ciebie czekać.– W porządku, w porządku.Pójdę, jeśli pan tego chce – burknęła Jordan.– Chcę – odparł dziekan.– Ale ty też powinnaś tego chcieć.– Próbował to powiedzieć łagodniejszym, bardziej wyrozumiałym tonem.– Mogę już iść?– Tak – westchnął dziekan [ Pobierz całość w formacie PDF ]