[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tym razem kurczakowi ktos ukrecil leb.Babka oswiadczyla przy stole, ze jej zdaniem zrobila to jakas ,,msciwa sluzaca", ktora ona musiala oddalic.Stwierdzila tez, ze powiadomila o wszystkim szeryfa.Francis w milczeniu siedzial na swoim miejscu, rozwierajac i zwierajac dlon na wspomnienie oka, ktore mrugnelo w jego reku.Czasami w lozku obmacywal sie, by sprawdzic, czy nie ucieto mu siusiaka.Chwytajac go, mial wrazenie, ze na wewnetrznej stronie dloni czuje mrugniecie.U babki nastepowaly gwaltowne zmiany.Z dnia na dzien stawala sie coraz bardziej klotliwa i nie potrafila utrzymac sluzby na dluzej.Choc brakowalo jej sprzataczki, to jednak przejela osobisty nadzor nad kuchnia i strofowala Krolowa Matke Bailey, co odbijalo sie tylko na jakosci jedzenia.Krolowa Matka, ktora cale zycie spedzila w sluzbie u Dolarhyde'ow, byla jedyna stala pomoca domowa.Z twarza zaczerwieniona od zaru kuchennego pieca, babka miotala sie pomiedzy jednym zajeciem a drugim, czesto rzucajac potrawy w trakcie przygotowywania i nie podajac ich na stol.Przyrzadzala dania z wczorajszych resztek, choc w spizarni wiedly stosy jarzyn.Jednoczesnie zas fanatycznie zwalczala marnotrawstwo.Zmniejszala racje mydla i proszku do prania, az w koncu posciel stala sie brudnoszara.Tylko w listopadzie przyjela piec czarnoskorych sluzacych.Zadna jednak nie chciala zostac.Kiedy ostatnia z nich opuscila dom, babka wpadla w szal.Miotala sie po domu, wrzeszczac i wyjac.Wpadla do kuchni i zobaczyla, ze Krolowa Matka Bailey, rozwalkowawszy ciasto, pozostawila na stolnicy rozsypana lyzeczke maki.Wsrod klebow pary i kuchennego zaru, na pol godziny przed obiadem, podeszla do Krolowej Matki i uderzyla ja w twarz.Zaszokowana Krolowa Matka upuscila lyzke wazowa i z oczu pociekly jej lzy.Babka powtornie uniosla reke do ciosu, lecz odepchnela ja duza, rozowa dlon.- Niech sie pani nie wazy.Pani juz nie jest soba, ale niech sie pani nawet nie wazy tknac mnie palcem.Miotajac obelgi, babka golymi rekami przewrocila goracy garnek z zupa, ktora rozlala sie, sciekajac z sykiem po kuchennej plycie.Poszla do swojego pokoju i trzasnela drzwiami.Francis slyszal, jak przeklina i ciska wszystkim, co ma pod reka, o sciany.Nie wyszla przez caly wieczor.Krolowa Matka starla resztki zupy i nakarmila starcow.Zebrala swoj nieliczny dobytek do koszyka, wlozyla stary sweter i zrobiona na drutach czapke.Szukala Francisa, ale nie mogla go znalezc.Siedziala juz na wozie, gdy zobaczyla go przycupnietego w kacie werandy.Patrzyl, jak ciezko zsiada z kozla i czlapie ku niemu.- Odchodze, Oposku.Juz tu nie wroce.Sironia ze sklepu spozywczego zadzwoni do twojej mamy.A gdybys mnie potrzebowal, zanim mama przyjedzie po ciebie, to wiesz, gdzie mieszkam.Cofnal sie, czujac dotyk jej dloni na policzku.Pan Bailey cmoknal na muly.Francis patrzyl w slad za oddalajaca sie lampa wozu.Juz od dawna obserwowal ja z uczuciem smutku i pustki, bo zrozumial, ze Krolowa Matka go zdradzila.Ale teraz juz sie nie przejmowal.Cieszyl sie nawet.Slabe swiatlo lampy naftowej znikajace w oddali jest niczym w porownaniu z blaskiem ksiezyca.Zastanawial sie, co czuje sie, zabijajac mula.Marian Dolarhyde Vogt nie zareagowala na telefon Krolowej Matki Bailey.Zjawila sie dopiero dwa tygodnie pozniej, wezwana przez szeryfa z St Charles.Przyjechala po poludniu, za kierownica przedwojennego packarda.Nosila rekawiczki i kapelusz.Zastepca szeryfa czekal na nia u wylotu alejki.Nachylil sie do okna samochodu.- Pani Vogt, pani matka dzwonila dzis kolo poludnia do naszego biura.Twierdzila, ze jej sluzba kradnie.Kiedy tu przyjechalem, wybaczy pani, ale mowila cos od rzeczy.Szeryf doszedl do wniosku, ze przede wszystkim powinien skontaktowac sie z pania.Rozumie pani, co mam na mysli.W koncu pan Vogt jest osoba publiczna i w ogole.Marian zrozumiala.Jej maz byl teraz inspektorem robot publicznych w St Louis i nie cieszyl sie specjalnymi wzgledami partii.- O ile wiem, nikt wiecej tu nie zagladal - stwierdzil zastepca szeryfa.Marian zastala matke we snie.Dwoje staruszkow siedzialo przy stole, czekajac z uporem na lunch.Jakas kobieta snula sie po podworku w samych majtkach.Marian zatelefonowala do meza.- Jak czesto sprawdzaja takie miejsca.widocznie niczego nie spostrzegli.Nie mam pojecia, czy jacys krewni skladali skargi, moim zdaniem ci ludzie nie maja zadnych krewnych.Nie.Ty trzymaj sie od tego z daleka.Potrzebuje paru czarnych.Zalatw mi kilka czarnych.i doktora Watersa.Sama sie tym zajme.Doktor z ubrana na bialo pielegniarka przybyl w ciagu czterdziestu pieciu minut, a chwile pozniej kryta ciezarowka przywiozla pokojowke Marian i jej piec innych sluzacych.Kiedy Francis wrocil ze szkoly, Marian, doktor i pielegniarka znajdowali sie w pokoju babki.Francis slyszal jej przeklenstwa.Gdy wytoczyli ja z domu na jednym z wozkow inwalidzkich, miala szkliste oczy, a na reku przylepiony kawalek waty.Bez sztucznej szczeki jej twarz zapadla sie i zmienila.Marian rowniez miala swiezo obandazowana reke, po ugryzieniu.Babke odwieziono samochodem doktora.Siedziala pod opieka pielegniarki na tylnym siedzeniu.Francis patrzyl, jak odjezdza.Chcial jej pomachac, ale zaraz opuscil reke.Ekipa sprzataczek Marian wyszorowala i wywietrzyla dom, urzadzila gigantyczne pranie i wykapala staruszkow.Marian pracowala wraz z nimi, nadzorujac przyrzadzanie zaimprowizowanego posilku.Odzywala sie do Francisa tylko wtedy, gdy chciala sie dowiedziec, gdzie czego szukac.Potem odeslala sluzbe i wezwala wladze okregowe.Wyjasnila, ze pani Dolarhyde doznala wylewu krwi do mozgu.Bylo juz ciemno, gdy ludzie z opieki spolecznej przyjechali po pacjentow szkolnym autokarem.Francis sadzil, ze jego takze zabiora.Nie brano go jednak pod uwage.W domu pozostali tylko Marian i Francis.Ona siedziala przy stole w jadalni, z twarza ukryta w dloniach.On wyszedl na zewnatrz i wdrapal sie na dzika jablon.W koncu Marian zawolala go.Spakowala walizeczke z jego ubraniami.- Musisz pojechac ze mna - powiedziala w drodze do samochodu.- Wsiadaj.Tylko nie kladz nog na siedzeniu [ Pobierz całość w formacie PDF ]