[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Z powodu zagrożenia lotniczego zatrzymano się w lasach Mosty Wielkie, gdzie napotkaliśmy płk.Szwarzenberg-Czemego, który nam dał relacje o kapitulacji Lwowa, o przejściu granicy przez gen.Sosnkowskiego w przebraniu oraz o poniżającym traktowaniu oficerów polskich przez wojska sowieckie.Machnówek osiągnięto 23 września o świcie.Długość marszu około sześćdziesięciu kilometrów.Wiesie pod Bełzem minęliśmy porzuconą kolumnę zmotoryzowanej artylerii najcięższej napotkaną dnia poprzedniego w Busku.O godz.10.00 tegoż dnia na odprawie u ppłk.Halickiego na żądanie mjr.Sze-pietowskiego i moje postanowiono odseparować się od kolumny płk.Kuleszy, uważając maruderstwo i wątpliwe morale za zgubne w dalszym marszu ku granicy.W tym celu postanowiono ruszyć w godzinach popołudniowych, unikając węzłów drogowych w rej.Tomaszów i Rawa Ruska, osiągając w pierwszym etapie lasy Różana, a następnie skierować się i przekroczyć granicę węgiersko-rumuńską.Osobiście wątpiłem w możliwość przekroczenia granicy z całym oddziałem.Mój plan, by z lasów Różana prowadzić partyzantkę na komunikacje niemieckie, a następnie przebicia się małymi grupkami za granice, upadł.Nie mogłem się zdecydować na opuszczenie kraju w tak krytycznej chwili, licząc się wciąż z odciążającym uderzeniem aliantów z zachodu.Dalszy marsz, który w myśl powziętej decyzji miał się rozpocząć pod zmierzch 23 września został wstrzymany dzięki dojściu z całodziennym opóźnieniem kolumny płk.Kuleszy.Ppłk Halicki uległ płk.Kuleszy, by razem dalej maszerować.Wobec powyższego wyruszyłem w straży przedniej z 23 na 24 września o godz.2.00 po osi Michałówka-Domanów szosa Rawa Ruska, [aby] nie dochodząc do niej skierować się na zachód a następnie ku granicy.Wysłałem ubezpieczenie na Uhnów, skąd dochodziły strzały.Marsz bardzo ciężki z powodu całodziennego ulewnego deszczu i rozmokłej gleby.Po dojściu ze świtem na szosę Uhnów-Rawa Ruska intuicyjnie nakazałem zdwojony chód, by ten odcinek szosy do Rawy Ruskiej możliwie jak najszybciej przebyć.Z zachodniej strony szosy ciągnął się las, który przekraczał szosę na przestrzeni około kilometra w rejonie stacji Zielona, odległej około sześciu kilometrów (?) na południe od Rawy Ruskiej.Następowała w kierunku południowym wznosząca się polana, u stóp której leżały okrakiem szosy około kilometra rozciągnięte Rzyczki.Do m.Rzyczki podchodził z zachodniej strony las.Na południowo-wschodniej jej krańcu rzucało się w oczy wzniesienie z kompleksem budynków folwarcznych, który dawał wgląd w kierunku południowym.Teren ten rozpoznałem po zajęciu stacji Zielona i wyjściu na skraj lasu rozciągającego się okrakiem szosy, ponieważ map nie było.W tej sytuacji nakazałem natarcie całym pułkiem z silnym ubezpieczeniem na prawym skrzydle od kierunku lasu, jako pierwszy przedmiot natarcia wzniesienie przed m.Rzyczki, jako drugi, południowy skraj m.Rzyczki oraz wzniesienie z wspomnianymi zabudowaniami na wschodnim skraju m.Rzyczki, zasilając natarcie tego ostatniego przedmiotu odwodowym plutonem karabinów maszynowych.Natarcie rozpoczęło się o godz.10.00, o godz.12.30 nakazane przedmioty były w moim ręku.Nieprzyjaciel stracił dwa motocykle i samochód pancerny.Rozpoczęły się pod osłoną ognia artylerii npla nieprzerwane przeciwnatarcia czołgami i samochodami pancernymi.Przewidując, że dla braku własnej artylerii i środków przeciwpancernych szwadrony nie będą w stanie utrzymywać się, tym bardziej, że zapas ręcznych granatów i amunicji do cekaemów był na wyczerpaniu, prosiłem ppłk.Halickiego o przejęcie tych pozycji przez oddziały płk.Kuleszy.Otrzymałem odpowiedź, by za wszelką cenę pozycje utrzymać, ponieważ płk Ku-leszajeszcze nie nadszedł.W tej sytuacji prowadziłem walkę do godz.17.00, a gdy npl nie mógł szwadronów wyrzucić rozpoczął gwałtowne nawały granatami zapalającymi.Nakazałem kolejno opuszczenie pozycji w kierunku na stację Zielona.Nadmienić muszę o jednym z przeciwuderzeń, przeprowadzonych plutonem ppor.rez.Dobrzańskiego, świadczące o morale oficerów i ułanów.Przeciwuderze-nie to nastąpiło w momencie wycofania się na wzgórze leżące przed m.Rzyczki, przy czym dowódca plutonu pancernych grenadierów podporucznik niemiecki, z okrzykiem „hura" rzucił się na pluton ppor.Dobrzańskiego.Niezwłoczne prze-ciwuderzenie ppor.D.spowodowało odwrót plutonu pancernych grenadierów, którzy cały sprzęt porzucił’.Dumny podporucznik niemiecki, nie chcąc iść śladem swego plutonu, rzucił się z pistoletem w ręku na ppor.D.Rozpoczęła się walka wręcz zakończona wzięciem do niewoli poturbowanego oficera niemieckiego.W czasie przesłuchiwania podporucznik niemiecki oświadczył mi, że boi się niewoli polskiej, ponieważ wiadomo mu, że my wszystkich rozstrzeliwujemy.Trzęsąc się ze strachu, prosił mnie, ażebym go nie rozstrzelał.Na skutek przewagi i ognia npla w ostatniej fazie wycofania się lewe moje skrzydło się znalazło w ciężkim położeniu.W tym momencie przeprowadzone odciążające uderzenia mjr.Walczyńskiego załamało się.W tym krytycznym momencie uderzył mjr Szepietowski z batalionem straży przedniej na przeciwnika, który zagrażał odcięciem lewego mego skrzydła.To uderzenie pozwoliło mi na odejście i wycofanie się na skraj lasu m.Zielona, gdzie zastałem wreszcie piechotę oraz własny ogień artylerii, który musiał być przerwany na chwilę, by umożliwić wycofanie się moich oddziałów.Pod osłoną własnej piechoty przeprowadzony apel bojowy wykazał około 25% strat, w tym dużą ilość zabitych koni od dalekonośnej artylerii npla.Niestety, nazwisk rannych i zabitych nie mogę podać, ponieważ adiutant, ppor.Heler, wraz z notatkami zginął jeszcze tego dnia.Na placu boju pozostali tylko ciężko ranni i zabici, których dla braku odpowiednich środków personelu sanitarnego nie mogłem zabrać ze sobą.Około godz [ Pobierz całość w formacie PDF ]