[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Poszarpane krawędzie wylotu porośnięte były mchem i paprociami.Wzgórza zmoczył lejący nieustannie deszcz, który sprawiał wrażenie, że jest gotów robić to jeszcze przez długie tygodnie.Uderzał o skały i błoto.Bębnił o liście.Czterech mężczyzn stanęło u samego wejścia do jaskini i wyjrzało na zewnątrz.Wszędzie kapała i pluskała woda.Ściekała nawet ze sklepienia.Gathmor wydał z siebie długie westchnienie satysfakcji.–Cieszę się, że widzę światło dnia – mruknął.– Nie lubię jaskiń.Darad chrząknął na znak zgody.Rap zadał sobie pytanie czy niechęć do jaskiń jest cechą charakterystyczną jotnarów.On również nie przepadał za grotami.Ishist podniósł wzrok na Gathmora.–Jeśli ruszy pan traktem na zachód, dotrze pan do Puldarnu.To znaczy, jeśli wybiera się pan do domu.Marynarz przygryzał przez chwilę srebrzyste wąsy, po czym zwrócił się do Rapa, przemawiając nad głową gnoma.–Spotkasz się jeszcze z Kalkorem?–Tak mówi proroctwo.Jasne oczy zwęziły się z lodowatym wyrazem.–W takim razie zostanę na pokładzie.–Dziękuję, kapitanie.–Do Noom na wschód – wyjaśnił czarodziej.– Najpierw Tithro, a potem Noom.Później możecie wybrać: drogą lądową do Piasty albo morską do Ilrane.Valdorian leży na zachodzie, niedaleko wybrzeża.To ułatwia wam zadanie.Ilrane!Na wschód? Bliżej Zarku? Nie, to nie…Rap zdał sobie sprawę, że czarodziej przygląda się mu z bardzo osobliwym wyrazem twarzy.–Słucham?–Masz jakieś przeczucie? – zapytał gnom, drapiąc się zawzięcie.–Nie jestem pewien.Pomysł wyruszenia do Ilrane z pewnością obudził coś w Rapie.Coś zachęcającego.Przypomniał sobie, że poczuł podobne ukłucie, gdy Ishist po raz pierwszy zasugerował wizytę w Lith’riana.Czuł też ślady tego… czymkolwiek to było… gdy przybył do Reduty Warth.Wydawało się również, że staje się to za każdym razem coraz silniejsze.Czy wskutek wprawy?Ishist nadal wydymał z zakłopotaniem usta.–Adepci z reguły nie… Lecz oczywiście geniusze z reguły nie mają dalekowidzenia… To coś nowego, prawda?Rap skinął niepewnie głową.–Moja matka podobno była jasnowidząca.Gnom wzruszył ramionami.–A więc to możliwe.Faunowie słyną z tego, że ufają własnym uczuciom, prawda? – Zachichotał do siebie.– I to nie ja ci to robię.Przekonasz się, że owo wrażenie zjawia się rzadko, lecz jeśli już tak się dzieje, możesz mu wierzyć.No więc, co wybierasz? Piastę czy Ilrane?–Jak to daleko? – zapytał Rap.Gnom zamknął na chwilę oczy, jak gdyby sprawdzał to na stworzonej w umyśle mapie.Być może oglądał prawdziwą za pomocą dalekowidzenia.–W obu przypadkach trochę ponad tysiąc dwieście mil.–Droga wodna jest szybsza! – odezwał się pośpiesznie Gathmor.Nawet Darad skinął głową, usiłując nadążyć za rozmową.–Nie, jeśli złapiecie na postoju dyliżans – odparł Ishist.Ilrane nadal wydawało się odpowiednie.Rap mógł pokonać dziennie na piechotę trzydzieści mil, na imperialnym trakcie być może więcej.To nadal znaczyło ponad miesiąc drogi do Piasty, nawet jeśli nie będzie żadnych komplikacji.Droga wodna była szybsza i bezpieczniejsza.–Ale jak mam dostać się na statek?–Ukradnij łódź – odparł niecierpliwie Gathmor.–Jej właściciel mógłby umrzeć z głodu i jego dzieci też.Jotunn skrzywił twarz na podobnie zniewieściały sentymentalizm.–Thinal? – zapytał z triumfem w głosie Darad.–Sądzę, że tak – odparł smutnym tonem Rap.Jeśli mały złodziej zechce im pomóc, w Noom będzie mógł ukraść równowartość biletów równie łatwo, jak zrobił to dla Andora w Milflorze.Jeśli się nad tym zastanowić, Rap zapewne potrafił teraz sam robić podobne rzeczy.Musiał po prostu mieć nadzieję, że człowiek, którego wybiorą, by wsparł ich sprawę, będzie mógł sobie pozwolić na ten zaszczyt.Gnom obserwował ich, dłubiąc sobie w brodzie.Uśmiechał się szyderczo.–Co radzisz, Ishiście? – zapytał Rap, starając się, by w jego głosie słychać było zaufanie.–Oczywiście drogę morską! Twoim największym problemem nie jest dotarcie na miejsce, bez względu na to, dokąd się udasz.Bardziej musisz się niepokoić o to, czy spotkasz się z Lith’rianem.Niewykluczone, że łatwiej uzyskać audiencję u imperatora niż załatwić prywatną pogawędkę z czarownikiem.–A gdybym użył swych mocy tuż u jego bram? Wyczułby mnie, tak samo jak ty, gdy odpędziłem smoka.–Strażnicy będą czcicielami.Obrócą cię w kamień, zanim zdążysz mrugnąć.Rap przełknął ślinę.–Poza tym – dodał Ishist – w Piaście jest niebezpiecznie.Inni opiekunowie i kandydaci na opiekunów.Najlepiej będzie, jak zostaniesz w sektorze Południa.–Poradź mi coś – poprosił Rap, zgodnie z oczekiwaniami gnoma.–Istnieje jeden pewny sposób.Ale może się nim posłużyć jedynie elf.–Tak? – zapytał ostrożnie Rap.Nie ufał poczuciu humoru czarodziejów z zasady, a Ishista w szczególności.–Musiałbym zmienić twój wygląd.To będą czary o niskiej mocy.Nie oszukają oczywiście Lith’riana, jeśli się do niego dostaniesz, ani żadnego innego pełnego czarodzieja.Na pozostałych jednak powinny wystarczyć.–I?–I zaprowadzą cię prosto do Lith’riana.– Stary zachichotał.– Ekspresowo.Rap obserwował, jak jego własne policzki czerwienieją pod wpływem tego wyzwania.Owo świeżo zdobyte odwracalne dalekowidzenie wprawiało go niekiedy w zakłopotanie.–To jest najszybszy sposób?–Tak.–W takim razie, proszę bardzo! Zmień mój wygląd.Zarost, który wyrósł na twarzy Rapa od chwili opuszczenia Durthingu, opadł w dół niczym puch z drzewa czarnej topoli.Jego skóra zaczęła się robić żółta i to nie tylko na twarzy.Jego oczy… obserwował ze zdumieniem, jak stają się większe i jakby skośne, a w ich szarych tęczówkach pojawia się opalizujący połysk cechujący elfa czystej krwi.Zmiana koloru skóry dotarła już niemal do palców nóg.Jego włosy stawały się kręcone i nabierały metalicznego, złocistego blasku.Nawet włosy na ciele, zauważył z zakłopotaniem.Te, które porastały mu nogi, opadały, podobnie jak zarost.Gdyby był tu obecny Mały Kurczak, nie mógłby już więcej nazywać Rapa „Płaskonosem”.Jego tatuaże zniknęły [ Pobierz całość w formacie PDF ]