[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–W takim razie jestem od niego lepszy.Możliwe, że to nasze słowa, ale bardziej prawdopodobne jest, iż chodzi o tę trzecią kwestię.O nas samych.Jestem po prostu bardziej… wrażliwy.Tak to widzę.Niektórzy ludzie mieli wrodzone zdolności muzyczne i mogli nauczyć się śpiewać albo grać na dowolnym instrumencie.Inni, jak choćby Kadolan, mieli drewniane ucho.A więc ten niepozorny chłopiec stajenny miał innego rodzaju wrodzony talent, dar magiczny, którego ona również nie posiadała.Czuła z tego powodu lekką urazę.Tłumaczyło to jednak problem Inos.Być może nie miała ona ani śladu talentu bądź tylko bardzo niewielki i dlatego słowo mocy na nic się jej nie przydawało.To wydawało się bardzo niesprawiedliwe! Istniały też opowieści o wielkim, legendarnym czarowniku z przeszłości, Thrainie, który – jeśli dobrze pamiętała – nie zostawił żadnego godnego uwagi następcy.Zastanawiała się, dlaczego służące nie przyszły sprzątnąć ze stołu, ale domyślała się, że najprawdopodobniej faun je powstrzymuje.Nagle Rap podniósł się i popatrzył pytająco na impa, całkiem jakby był gotów się oddalić.–A co z Inos? – zapytała szybko Kadolan.Rap odchylił się do tyłu i spojrzał na nią, nawet nie mrugając.–O co chodzi?–O jej wypadek.Poparzenia?Skinął głową z ponurą miną.–Jestem za to odpowiedzialny, jak sądzę, jako że zabiłem czarodziejkę.Jeśli zdołam odnaleźć Inos, spróbuję naprawić zło.Klątwa rzucona na sułtana to jednak z pewnością czary.W tej sprawie nie mogę nic poradzić.–A jej małżeństwo?–Co z jej małżeństwem? – zapytał zimno faun.–To wszystko było straszliwą pomyłką! – oznajmiła nagle zaniepokojona Kadolan.Jego twarz była tak irytująco pozbawiona wyrazu!–Zapytałem ją, czy wyszła za mąż z własnej woli – odparł Rap.– Odpowiedziała, że tak.Nie kłamała, księżno! Potrafię wykryć kłamstwa.Już wtedy to potrafiłem.To była jej decyzja.–Ale… Ale… Ale… myślała, że pan nie żyje! Że widziała pańskiego ducha!Zadrżał, bardzo nieznacznie.–I ja ją widziałem… Ale kiedy zadałem jej pytanie, wiedziała, że żyję – na jego twarzy pojawił się ślad bólu, który natychmiast zniknął.– Czy Inos kiedykolwiek powiedziała, że mnie kocha?Zapewne jej twarz powiedziała mu „nie”, zanim Kadolan zdążyła otworzyć usta.–Cóż, często opowiadała o waszym dzieciństwie.Bardzo ją poruszyła pańska śmierć.–I bardzo się na mnie rozgniewała za to, że przerwałem jej ślub.To było okropne!–Oczywiście, że się zdenerwowała! To była katastrofa! Nie miała czasu się zastanowić, przypomnieć sobie słów Boga, zrozumieć ich implikacji.Popatrzył tylko bez słów.–Wolna wola to mglisty termin, panie Rapie! W zaistniałej sytuacji nie miała innego wyboru, jak wyjść za sułtana.Często łatwiej jest się okłamywać, niż uznać nieprzyjemną prawdę.–Nie okłamała mnie, księżno.Jestem tego pewien.Zgroza! To w najmniejszym stopniu nie wyglądało tak, jak spodziewała się Kadolan! – I milczała, kiedy sułtan kazał mnie wtrącić do więzienia.–To było dla pańskiego dobra!Thinal parsknął śmiechem.–Chodzi mi o to – wyjaśniła sztywno Kadolan – że on jest obłąkańczo zazdrosny.Gdyby coś powiedziała, rozgniewałaby go jeszcze bardziej.Rap wzruszył lekko ramionami.Boże Miłości!–A pan? Co pan do niej czuje?–Z całym szacunkiem, Wasza Wysokość, to nie jest istotne.Kade załamała ręce, bezskutecznie poszukując argumentu, usprawiedliwienia, wyjaśnienia.–Błagam pana, panie Rapie! Niech pan uratuje moją bratanicę przed nieodpowiednim i niechcianym małżeństwem!–Jest mężatką! – zawołał wstrząśnięty Rap.– Wasza Wysokość nie może mówić poważnie!–Musi pan zrozumieć…–Nie, nie muszę! Nawet nie wezmę pod uwagę takiej możliwości!–Robi pan wielkie trudności!–Wysuwa pani niestosowne sugestie.–Ale…–Nie będę tego słuchał!–Upór nie jest pozytywną cechą.–Tak zawsze mówiła Inos.Thinal zachichotał.Niewątpliwie on również przypominał sobie to, co mówił Sagorn o nieustępliwości fauna.Kadolan przestała bębnić palcami w stół.Uspokoiła się.–Sądzę, że musi ją pan zapytać raz jeszcze.O wolną wolę.Ponownie wzruszył lekko ramionami i drgnął, jak gdyby chciał się podnieść.–Chwileczkę – powiedziała pośpiesznie.– Inosolan i sułtan odpłynęli niedawno.Gdybyśmy szybko udali się do portu – my troje i drugi pański przyjaciel, jeśli tylko pan sobie tego życzy – z pewnością znaleźli byśmy statek płynący na zachód.Jeśli problemem są pieniądze, mam trochę broszek i innych kosztowności, które mogę sprzedać.Dogonimy ich w następnym porcie albo będziemy ścigać aż do Qoble, jeśli okaże się to konieczne Rap pokręcił głową.Nie?–Co więc pan planuje?Wielkie, szare oczy przyglądały jej się bacznie.–Zamierzam pozostać przez pewien czas w tym pałacu.Co najmniej tydzień, a być może dłużej.Jeśli pani pozwoli, ta kwatera będzie w sam raz.Mogę też znaleźć inną.Muszę doprowadzić do końca proces zdrowienia, a także nauczyć się panować nad swymi mocami – tutaj, gdzie chroni mnie osłona.W przeciwnym razie zdradzę się tylko przed jakimś czarownikiem albo czarodziejem i zostanę jego niewolnikiem.Również moi przyjaciele potrzebują czasu na wypoczynek.Wszystkich sześciu.Z niechęcią uznała, że jest to rozsądna decyzja.Skinęła głową.–Jest pan tu mile widzianym gościem.Pozostali również, jeśli potrafi pan ich ukryć.Thinal żachnął się.–Nie mógłbym tu odpoczywać.Zbyt wiele łupów do zdobycia.Wpadł mi w oko mały burdel w dzielnicy portowej.Ma świetny personel.Kadolan popatrzyła na niego z niesmakiem, lecz metoda, która tak dobrze sprawdzała się na podwładnych w Kinvale i Krasnegarze, w jego przypadku wydawała się nieskuteczna.Przeniosła spojrzenie z powrotem na maga.–A gdy już będzie pan gotowy, zabierze mnie pan ze sobą, kiedy wyruszy pan po Inos?Usłyszała w swym głosie nieprzyjemny skomlący ton, lecz zaczęła się obawiać, czy jej po prostu nie porzuci.Była to przerażająca perspektywa.Reszta życia w Arakkaranie?–Nie zostawię pani, księżno.Nie po tym, co pani dla mnie zrobiła.Jak głęboko zaglądał w jej myśli?–Jestem bardzo wdzięczna za tę obietnicę, panie Rapie.Wydawało się, że jego oczy straciły ostrość widzenia.Wpatrzył się w przestrzeń ponad jej lewym ramieniem.–Ale… nie wyruszę po Inos.–Słucham? Ale…–Qoble leży w sektorze Południa.–Boi się pan czarownika Lith’riana?–Albo on boi się mnie.Nie pytała go o znaczenie tej tajemniczej uwagi.Thinal sprawiał wrażenie równie zdziwionego jak ona.–Pożegluję – powiedział cicho, jakby nie zwracał się do nikogo.– Pożegluję… ale na północ.Tak, duży port na wielkiej rzece.Miała wrażenie, że upiorne paznokcie podrapały ją po skórze.Mag używał jakiejś nadprzyrodzonej mocy, z którą dotąd się nie zetknęła.Zdolności przewidywania? Impa najwyraźniej nawiedziło to samo dziwne przeczucie, gdyż skrzywił wargi w grymasie.Przez Ollion jednak również mogła wieść droga do stolicy.–A potem? – wyszeptała.Na czoło fauna wystąpiły perełki potu.–Potem – odparł szeptem – potem… chyba Piasta.Tak, to na pewno Piasta.Pałace?Wszystkie problemy świata prędzej czy później trafiały do Piasty.Sama często mówiła, że kwestia Krasnegaru zostanie rozstrzygnięta właśnie tam.Może już ją rozstrzygnięto, a może miało to dopiero nastąpić [ Pobierz całość w formacie PDF ]