[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Leon dzwonił, że nie może przyjechać.Teraz jest cholernie zapracowany.Ale będzie Maciej i ma wpaść Olek.Porozmawiali trochę o codziennych problemach młodych małżeństw, w czym Filip, jako kawaler, siłą rzeczy, nie mógł specjalnie uczestniczyć.Dotarł Maciej, a chwilę po nim wszedł, a właściwie wpadł Olek.Zachowanie Olka było dla Filipa sporym zaskoczeniem.Nie tak go zapamiętał.Teraz ukazał twarz niesamowitego luzaka, dowcipnisia.Zachowywał się, jakby za wszelką cenę chciał być duszą towarzystwa.Wszedłszy postawił na stole parę butelek piwa.Stale żartował, choć niektóre z jego kawałów wcale nie przypadły Filipowi do gustu.Na przykład kiedy rzucił: „Chodźcie zadzwonimy do Pauliny, mam jeszcze gdzieś jej numer!” Filip za dużo przeszedł pod „kuratelą” tej kobiety, by nawet teraz, przy okazji żartu, chcieć usłyszeć jej głos.Na samą myśl o tym, przebiegał go zimny dreszcz.Olek odszedł ze Wspólnoty ostatni, miał więc najświeższe nowiny z Pracowni, dlatego też naturalnie zdominował rozmowę.Nowiny były elektryzujące.Z tego, co mówił Olek, wynikało, że Wspólnota jest na krawędzi rozpadu.Daniel okazał się być coraz bardziej kosztownym przedsięwzięciem.Wymyślał coraz to nowe, coraz bardziej absurdalne akcje.Ostatnio podobno zażyczył sobie czajnika ze szczerego złota.Chyba to przebrało miarę i szef pionu ekonomicznego wyrzucił go z domu! Aż trudno było Filipowi w to uwierzyć.Henryk wyrzucił Daniela! Pamiętał go jako oddanego ucznia, który zawdzięczał Mistrzowi wyleczenie z narkomanii, a tu taka „czarna niewdzięczność”! A zatem pion ekonomiczny w zasadzie się uniezależnił, działa odtąd jako zwykła firma.Wcześniej odszedł stamtąd Robert, prawa ręka Henryka, oczywiście zaraz jego Hankę wydali za kogoś innego.Szkoła już dawno przestała działać, a przynajmniej ludzie Wspólnoty w niej.W zasadzie po incydencie z Henrykiem Daniel już tylko rozrabiał.To pokłócił się z sąsiadami, to prawie pobił jakiś świeżych uczniów, którzy z gorliwości chcieli nagrać na dyktafon jego wywody, a już dna sięgnął chyba u buddystów.Filip częstokroć jeździł tam z Markiem pomagać przy budowie ośrodka, bo Daniel chciał dobrze żyć z buddystami.Uważał, że jest tam „autentyczny przekaz mocy”.- A więc mówię wam - opowiadał Artur - raz zrzucił jakąś dziewczynę z huśtawki i wtedy go wyrzucili!- Nie wiedziałem, opowiedz dalej! - zaintrygowało to Olka.- No chwycił ją za włosy i zrzucił.- Co? Dlaczego?- dopytywał się Jakub.- Bo jakąś mantrę źle śpiewała albo też jakąś zakazaną, niewłaściwą czy coś tam.W każdym razie zrobiło się straszne zamieszanie, mówię wam.Daniel wrzeszczy, ta dziewczyna też, przybiega Paulina i wrzeszczy „Artur, Marek!”, bo go prawie chcieli pobić, a wiesz jacy są buddyści, no, krzepkie chłopaki, to nie są jacyś tam asceci.Jak ktoś wykona te kilka tysięcy pokłonów, to krzepę mieć musi.W końcu pobiegli po lamę.Przychodzi lama i mówi: „No more crazy people here.Daniel, you must go home!” Ciężko mu było wyjechać, to było widać.Siedział taki smutny na ławce.Aż przyszedł jeden buddysta, chyba mu się go żal zrobiło, słyszałem jak mówił, „No co, narozrabiałeś Piekarz, tym razem ci się nie upiekło, co?” No to się zabrał i pojechali.- Piekarz? - Filip nie był pewny, czy dobrze usłyszał.- Tak, no wiesz, on cały na biało chodził ubrany, z tą swoją białą czapeczką, to go przezwali „Piekarz”.- Potem chyba jeszcze raz tam byli, ale musieli stamtąd uciekać, Leon opowiadał - dodała Justyna.- Gonili ich? - zapytał Olek.- No, mówię wam, pościg samochodowy, Marek wtedy prowadził, narozrabiali tam jeszcze jakoś inaczej, ale to mnie już tam chyba nie było wtedy.Obrazili się na nich.A wcześniej to tego jedzenia im tam nawoziliśmy, nie?- No! To jedzenie i te wyprawy, ja pierniczę, bajka! - powiedział Olek.- My rozbieraliśmy ten dworek wtedy, pamiętasz? - ożywił się Filip.- Ty byłeś wtedy jeszcze? - zdziwił się Olek.- No, przyczyniłem się do rozwoju sanghi buddyjskiej w Polsce, wybudowali tam potem stupę.- A najbardziej wkurzyli się chyba, jak ty z Anią uciekliście - Maciej zwrócił się do Jakuba.- Mówię wam, normalnie jaki gnój, że podobno Paulinę pobiłeś czy co?- Tak, widziałem tę scenę, ale odjazd, mówię wam - dorzucił Olek.- Potem chodzili wpiekleni.Nie wiedzieli, o co chodzi, normalnie myśleli, że się wystraszyliście tylko, czy coś, a jak już pokapowali, żeście prysnęli, mówię wam, jak się wkurzył!- Chociaż to było jeszcze nic.Jeszcze bardziej zaczęli panikować, kiedy ukazał się ten artykuł - powiedział Olek.- Ten, po moim odejściu? - zapytał Filip.- Ten też, ale jeszcze bardziej kiedy ukazał się ten, tego kumpla Kuby, nie pamiętam jak się nazywał, też socjolog.Uznali, że Jakub z nim współpracuje, że mu podrzuca fakty.Pomagałeś mu? - zapytał Olek.- Cóż, czemu nie - powiedział Jakub.- Szczerze mówiąc, sam zastawiałem się, czy czegoś nie napisać.- No, to dobry pomysł! - zaciekawił się Artur.- Ktoś powinien to opisać, co przeżyliśmy.Ktoś, kto sam w tym był, a nie tylko słyszał.- Może inni się już nie nabiorą na takiego szarlatana - przyznała Justyna [ Pobierz całość w formacie PDF ]