[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ostrożnie poruszył palcami rąk i nóg, a potem szyją.Zabolało ostro, ale jednocześnie jakby pojaśniało w myślach.Przypomniał sobie miły chłód pałacowego hallu, salutującego żołnierza w polskim mundurze, który nie przestając się uśmiechać, chwycił nagle Lidkę za ręce i wykręcił do tyłu.Nim Saakaszwili zdążył stanąć w obronie dziewczyny, przestał czuć i widzieć cokolwiek.ROZDZIAŁ 27.SCHWARZER FORST321Teraz czuje, że ręce ma skrępowane za plecami, a usta wypełnia mu szmata pachnąca starą serwatką— dlatego tak duszno, tak trudno oddychać.Cicho.Tylko jakby słoma czy siano szeleści.Z wolna począł uchylać powieki.Dokoła był półmrok.Szopa jaka czy co? Światło wpadało szczeliną nad wrotami i przez małe okienko w tylnej ścianie.Na murze wisiała stara uprząż, a po drugiej stronie, w zasieku, nietknięty zapas siana sięgał krokwi.Wozownia chyba.Siedział w pudle ciężarówki stojącej pośrodku klepiska.Przytroczona do przeciwległej burty patrzyła na niego Lidka z kneblem w ustach.Policzki miała wilgotne od łez.W oczach jej zobaczył radość, że się ocknął, a potem lęk.Patrzyła na coś, czego on nie widział.Niemiec tam stoi czy ki diabeł? Może celuje i lada chwila naciśnie spust? Zataił oddech, żeby go usłyszeć, ale cisza za plecami zdawała się nieruchoma i pusta.Coś trzeba robić, postanowił w sposób mało określony.Ponieważ nic konkretnego nie przychodziło mu do bolącej głowy, zdecydował zobaczyć to, co widzi Lidka.Wykręcił szyję, jak daleko potrafił, ale nie dostrzegł nic ciekawego prócz wideł stojących w kącie.Powtórzył wysiłek drugi raz i trzeci.Podczas jednej z prób zaczepił kneblem o drzazgę na desce samochodowego pudła.Chwilę myślał, co da mu możliwość mówienia czy krzyku.Wyobraziwszy sobie, że woła Janka na pomoc, rozpoczął świadome próby — wykonał skręt szyi i tułowia, jak tylko można największy, a potem prowadził knebel tuż przy desce, czekając, czy zawadzi.Dwa razy się nie udało.Swędzące mrowie poczuł w dłoniach mocniej ściśniętych więzami.Kurcz chwycił mięsień na szyi.W skroniach krew łomotała tak głośno, że echo tłukło się po czaszce.Nie byłoby tego, gdyby siedział spokojnie, lecz działanie rozbudziło już wolę i wiedział, że nie przestanie, póki.Z dużym wysiłkiem, napinając do bólu wszystkie mięśnie, spróbował po raz czwarty czy piąty i wreszcie knebel zahaczył o drzazgę.Zezując nań, Grigorij zaczął cofać głowę.Drzazga zatrzeszczała i wygięła się niebezpiecznie.Jeśli trzaśnie.Na czoło Gruzina wystąpił gruby ziarnisty pot.Krople drgały, spływały wzdłuż uszu na szyję pokrytą sznurami nabrzmiałych żył.322CZĘŚĆ 2Jeszcze jeden skręt głowy, mocniejsze zaczepienie i powolne cofanie z policzkiem tuż przy desce.Knebel drgnął, wysunął się odrobinę i teraz, równocześnie ciągnąc i pomagając sobie językiem, nareszcie go wypluł.Z zamkniętymi powiekami siedział chwilę nieruchomo, odpoczywał.Bezdźwięcznie poruszył ustami, oblizał wargi.Sprawdził, czy mocno trzymają rzemienie, którymi związano mu ręce i przytroczono do burty: mocno, nic się nie da zrobić.Uspokojony tym, że jednak już czegoś dokonał, że w razie czego może zawołać o pomoc, postanowiłczekać.Skoro ci Niemcy od razu ich nie zarżnęli, to znaczy, że na coś czekają, a tymczasem „Rudy” nadjedzie.Tomek, choć taki jakby gapiowaty, na pewno uprzedzi Janka.Zerknął na Lidkę i pragnąc ją uspokoić postanowił pogadać o całkiem zwykłych rzeczach.—Więc, jak usiłowałem ci podczas jazdy powiedzieć, mam pecha, co na dziesięciu starczy.A w miłości całkiem mi się nie wiedzie.Patrzyłem tylko, jak oni, Janek i Marusia, całowali się w szpitalu.Lidka jęknęła boleśnie przez knebel i pokazała oczyma za jego plecy.—Nie mogę.Jakbym się skręcił, to nie zobaczę, ale nic się nie bój.Nasi lada chwila nadjadą.Więc na czym to ja stanąłem?.Tam sobie pomyślałem: Niech Marusia dla Janka, ale żeby i ktoś dla mnie.Kiedy Wichura przyprowadził bliźniaczki na bal, poprosiłem Anię, ale to był biały walc.Lidka z rozpaczą w oczach patrzyła to na Grigorija, to za jego plecy.—One się zmieniły, więc ta, z którą tańczyłem, w której się zakochałem.Wejdeda! — wrzasnąłzaskoczony.Dziewczyna, nie mogąc inaczej przerwać opowiadania, kopnęła go w kostkę.—Zgłupiałaś? Boli przecież.Jak się gada, czas szybciej zleci.Ta, z którą tańczyłem, w której się zakochałem, ma na imię Hania — opowiadał dalej skrzyżowawszy nogi po turecku, by kostki były poza zasięgiem kopniaków.— Ale jak mam poznać, która Hania, jeśli one obie.Zrozpaczona Lidka rozgarnęła nogą siano i zabębniła piętą w deski samochodowego pudła.—.Są jak dwie krople wody, jak dwie baraszki z jednego stada.Czemu robisz hałas i nie dajesz mówić? — przerwał wreszcie i zwrócił się do niej zROZDZIAŁ 27.SCHWARZER FORST323pretensją: — Wiem, że trzeba by naszych uprzedzić, ale skoro mam czas, a nie mogę niczego innego zrobić.Przerwał i ze zdumieniem patrzył, jak uniosło się klepisko szopy, jak glina pękła i zaczęła się kruszyć.Nie mógł pojąć, co się dzieje, póki w niewielkim otworze nie dostrzegł ciemnego ruchliwego nosa.—Czekaj, czekaj.Ja zaraz będę mógł.Szarik!Usłyszawszy swoje imię wilczur wziął się do pracy ze zdwojoną energią, pazurami wyszarpywałkawały gliny, wsadzał łeb, popiskując cofał, podkopywał znowu i wreszcie wśliznął się do wnętrza.Strzepnął piach z futra i skoczył na pudło.Nie sięgnął, pazury bezsilnie drapnęły o deski.Obiegł samochód — dał susa na maskę, z maski na kabinę i już był w środku.Korzystając, że jego przyjaciele mają związane ręce, serdecznie polizałozorem ich twarze.—Przestań — skarcił go Gruzin.— Żeby to tak dziewczyna.Czy ja nie mam największego pecha, jaki tylko można.Słysząc jęk Lidki urwał.Odchylił się jak najdalej od burty i począł tłumaczyć Szarikowi:—Gryź, piesku, gryź.Wilczur, warcząc cicho, obwąchał więzy.Było zbyt ciasno, by wsunąć pysk i przegryźć rzemienie, chwyciwszy je między trzonowe pniaki.Delikatnie, żeby nie skaleczyć Grigorija, zaczął chwytać przednimi zębami.Każde szarpnięcie głęboko wciskało więzy w skórę, ale Saakaszwili, posykując z bólu, w dalszym ciągu myślał o swoim i kręcił głową:—Jedną kocham, ale jak poznać którą? Co robić a?Puściły oba bykowce i w tej chwili Grigorij zamilkł [ Pobierz całość w formacie PDF ]