[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rejestrowaliśmy to wszystko.W milczeniu.120Kiedy wstępowaliśmy na schody, naszło mnie coś dziwnego.I znowu to samo, pomyślałem.Mało brakowało, a zatrzymałbym się i zawrócił do samochodu.Jednak glos wewnętrzny pod-szepnął mi, żebym nie upadał na duchu i zdał się na uczucia, abym zaufał Jamilli.Żadne z nas nie wypowiedziało słowa, dopóki nie wyszedł chłopiec hotelowy.Rozdział 36–Oho, w czymś takim zamieszkałabym bez zastanowienia – wyszeptała Jamilla, kiedy zostaliśmy sami.– Rozejrzyjmy się.Pięknie tu, idealnie, Alex.Prawie do przesady.No i ruszyliśmy w obchód.Apartament o nazwie Kurna Chata był dwupoziomowy, nawet został wyposażony w saunę i jacuzzi.Na górę, gdzie znajdowała się w pełni wyposażona kuchnia, wchodziło się po spiralnych schodkach.Ściany i podłogi wyłożone były drewnianymi panelami imitującymi wnętrze prostej chaty z grubo ociosanych bali i desek.Kominek w obramowaniu ze zwyczajnych polnych kamieni miał stwarzać wrażenie przytulności.Było tu również akwarium.Jamilla odtańczyła szalony taniec, wyrażając nim zachwyt.Podobało jej się tu, tak samo zresztą jak mnie, bo była szczęśliwa.Z pewnością było tu o wiele bardziej komfortowo niż na przednich fotelach samochodu, na których spędziliśmy tyle godzin, prowadząc obserwację podejrzanych w Nowym Orleanie.Sobie też nie szczędziliśmy uwagi, oglądając apartament.Zatrzymaliśmy się, żeby się pocałować, i znowu stwierdziłem, że Jamilla ma najsłodsze z ust.Objęci, tańczyliśmy chwilę.122Ponownie się pocałowaliśmy i zaczęło mi wirować w głowie.Nie bardzo wiedziałem dlaczego, bo wciąż byłem trochę zdenerwowany.Jamilla rozpięła mi powoli dżinsową koszulę, ja pomogłem jej rozpiąć i zdjąć kremową jedwabną bluzkę.Na szyi nosiła zwyczajny cienki srebrny łańcuszek.Bardzo prosty i uroczy.Rozpięła mi bez pośpiechu pasek, potem spodnie.Z kolei ja pomogłem jej rozpiąć skórzane spodnie.–Jaki dżentelmen – zauważyła.W trakcie tych zabiegów strząsnęliśmy ze stóp ja swojemokasyny, ona sandałki.Nie wiedzieć kiedy znaleźliśmy się przy głównym meblu apartamentu – królewskim łożu.–Podoba mi się – szepnęła mi w policzek Jamilla.–Najładniejsze łóżko, jakie w życiu widziałam.Łóżko było naprawdę imponujące.Miało cztery drewniane słupki jak łoże z baldachimem, tyle że bez falban.Na kołdrze we flanelowej powłoczce leżało z pół tuzina poduszek, które od razu zmietliśmy na podłogę.Trochę bałaganu wręcz dodawało pokojowi uroku.–Puścimy muzykę? – spytała Jamilla.–Czemu nie – mruknąłem.– Wybierz coś.Włączyła radio i nastawiła stację WPFW na 89,3.Właśnienadawano „Wild Is the Wind" Niny Simone.–Nasz kawałek.Od teraz – powiedziała.Pocałowaliśmy się znowu.Ależ miękkie miała usta.Nieposiadałem się ze szczęścia, stwierdzając, że detektyw do spraw zabójstw ma też swoją łagodniejszą stronę.Jej wargi napierały na moje i czułem, że się rozklejam.Może tego właśnie się bałem.I znowu to samo.–Nigdy bym cię nie skrzywdziła – wyszeptała, jakbyczytając w moich myślach.– Nie musisz się bać.Tylkosam mnie nie skrzywdź, Alex.–Nie skrzywdzę.123Kilka minut później, wtuleni w siebie, tańczyliśmy w takt „Just the Two of Us".Było mi tak dobrze.Była silna, ale potrafiła być też czuła.Jeszcze jedna kobieta detektyw.I co ty na to? Pasowaliśmy do siebie.Musnąłem ustami jej ramię, potem szyję i tam zatrzymałem się na dłużej.–Ugryź mnie tu – poprosiła szeptem.– Leciutko.Zrobiłem to – delikatnie, powoli, bez pośpiechu.Pierwszyraz z kimś jest wyjątkowy.Nie zawsze najbardziej udany, choć i to czasami się zdarza, ale zawsze inny, ekscytujący, tajemniczy.Jamilla przypominała mi moją zmarłą żonę, Marię, i wydawało mi się, że to chyba dobrze.Maria była z pozoru twardą dziewczyną z miasta, ale potrafiła być też czuła i słodka.Ten szczególny, ostry kontrast przyprawiał mnie czasami o gęsią skórkę.Poczułem jej piersi na torsie i po chwili wtulała się już we mnie całym ciałem.Nasze pocałunki stały się głębsze, bardziej namiętne, dłuższe.Rozpiąłem jej stanik.Opadł na podłogę.Ściągnąłem jej majteczki, ona mi szorty.Staliśmy tak przez długi czas, przyglądając się jedno drugiemu – chyba z podziwem – podsycając w sobie namiętność i żądzę, i w ogóle wszystko to, co się między nami działo.Pragnąłem teraz Jamilli do bólu, ale wstrzymywałem się.Oboje się wstrzymywaliśmy.–Rozczarowany? – szepnęła tak cicho, że ledwie ją dosłyszałem.To pytanie trochę mnie otrzeźwiło.–Skądże znowu! Dlaczego miałbym być rozczarowany.Kto mógłby się czuć tobą rozczarowany?Milczała, ale chyba wiedziałem, o kim teraz pomyślała.Były mąż często ranił ją słowami.Przyciągnąłem Jamillę do siebie.Ciało miała gorące, rozpalone.Drżała [ Pobierz całość w formacie PDF ]