[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przystaje na półpiętrze i pod wpływem impulsu puka do drzwi pokoju Sturrocka.Po sekundzie drzwi się otwierają.- Pan Knox! Cieszę się, Ŝe widzę pana znów na wolności.Tak przynajmniej zakładam.A moŜe uciekł pan?- Nie.Jestem wolny, przynajmniej chwilowo.Czuję się jak no-wo narodzony.ChociaŜ się uśmiecha i sili na Ŝartobliwy ton, nie jest pewien, czy Sturrock wie, Ŝe to Ŝarty.Nigdy mu się to zbytnio nie udawało, nawet kiedy był młody - przypuszcza, Ŝe ma to związek z jego suro-wym obliczem.Jako młody prawnik uświadomił sobie, Ŝe najczęś-ciej budzi w ludziach niepokój i coś w rodzaju poczucia winy.ChociaŜ musi przyznać, Ŝe ma to swoje dobre strony.- Proszę wejść.- Sturrock zaprasza go do środka tak, jakby niczego na świecie nie pragnął bardziej, niŜ porozmawiać z Knoxem.Sędzia skwapliwie korzysta z zaproszenia i nie oponuje przeciwko szklaneczce whisky.- CóŜ, slainthe!- Slainthe! Przepraszam, Ŝe to nie whisky słodowa, ale.Proszę mi powiedzieć, jakie są pańskie wraŜenia po spędzeniu nocy pod kluczem?- No cóŜ.- Chciałbym móc powiedzieć, Ŝe nigdy nie miałem takiej przyjemności, ale niestety, dawno temu, w Illinois, spędziłem noc za kratkami.Jednak poniewaŜ prawie wszyscy są tam przestępcami, znalazłem się w doborowym towarzystwie.Rozmawiają jakiś czas o błahostkach.W miarę jak za oknem zapada zmrok, z butelki ubywa trunku.Knox patrzy na niebo nad dachami i widzi, Ŝe jest ciemne i cięŜkie, co zapowiada brzydką pogodę.W dole widać małą postać, idącą pospiesznie do sklepu.Nie rozpoznaje, kto to taki.Wydaje mu się, Ŝe znów spadnie śnieg.255- A więc czeka pan na powrót chłopaka?- Chyba tak.Następuje długa cisza; skończyła się whisky.Obaj myślą o tym samym.- WiąŜe pan wielkie nadzieje z tą.kością.Sturrock patrzy na niego z ukosa, taksująco.- Chyba tak.ieczorem, szóstego dnia, po raz pierwszy widzą cel swojej podróŜy.Donald został z tyłu - nawet pani Ross idzie W szybciej od niego.Młodzieniec ma poobcierane nogi, ale nie moŜe nie wkładać swoich okropnych butów.Mimo Ŝe cale stopy ma zabandaŜowane, kaŜdy krok sprawia mu nieznośny ból.Na dodatek - chociaŜ utrzymuje to w tajemnicy przed innymi - zaczęła mu dokuczać dawna rana.Wczoraj był pewien, Ŝe znów się otworzyła.Pod pretekstem, Ŝe musi iść na stronę, rozpiął koszulę, by obejrzeć bok.Szrama była lekko spuchnięta, sączył się z niej jakiś przezroczysty płyn.Zaniepokojony pomacał ranę, Ŝeby sprawdzić, skąd ten wyciek.Przypuszczalnie spowodowało go skrajne przemęczenie tru-dami wędrówki; jak dotrą na miejsce, odzyska formę.Widok faktorii - w której istnienie wątpił w chwilach przemęczenia- stanowi więc powód do radości.W tym momencie Donald nie potrafi sobie wyobrazić nic wspanialszego od moŜliwości długiego wylegiwa-nia się w łóŜku.Widocznie tajemnica szczęścia, myśli sobie radośnie, polega na tym, by po jakimś czasie przestać walić głową w mur.Hanover House znajduje się na wzniesieniu z trzech stron oto-czonym rzeką.Za nim widać kępę drzew.To pierwsze drzewa, jakie widzą po wielu dniach.Wprawdzie to tylko pochylone, karłowate brzozy i modrzewie, niewiele wyŜsze od człowieka, ale zawsze drzewa.Rzeka wolno toczy swoje wody po płaskim terenie, ale nie zamarzła - nie jest jeszcze wystarczająco zimno.Przypomina czarną wstęgę pomiędzy ośnieŜonymi brzegami.Kiedy podchodzą juŜ cał-kiem blisko, a nadal nic nie świadczy o tym, by ktokolwiek ich zobaczył, Donalda ogarnia lęk, Ŝe faktoria jest opuszczona.257Placówkę wzniesiono według takiego samego planu, co Fort Edgar, ale widać, Ŝe jest znacznie starsza.Palisada się pochyliła; same zabudowania poszarzały z wiekiem.Ogólnie faktoria prezentuje się marnie; wprawdzie widać, Ŝe próbowano ją odremontować, ale sprawia wraŜenie zaniedbanej.Donald się domyśla, co jest tego przyczyną.Są juŜ daleko na południe od Zatoki Hudsona.Kiedyś tereny te stanowiły bogate źródło futer dla Kompanii, ale to było dawno temu.Hanover House to pozostałość po dawnej świetności, smętne po niej wspomnienie [ Pobierz całość w formacie PDF ]