[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dla Désirée te wyprawy w sznurowanych butach i z plecakiem na plecach były raczej nudne i chętniej wyszalałaby się z innymi dziećmi na placu zabaw.Ale teraz podobał jej się ten pomysł - dużo chodzić, nie widzieć nic innego niż wysokie góry, głębokie doliny, a nad głową niebieskie niebo i nieokiełznane chmury.Chciała poczuć naturę, powiew wiatru, głęboko odetchnąć świeżym powietrzem.Niedaleko od hotelu w mieście Saas Grund była dyskoteka.Dwa lata temu była jeszcze za mała, żeby tam pójść.Poza tym rodzice by jej nie pozwolili.Ale teraz było inaczej.Désirée czuła, że jej mama patrzy na nią zupełnie inaczej.Powstrzymywała się od komentarzy, jak powinna zachowywać się młoda dziewczyna.„To musiał być dla niej wielki szok - myślała Désirée - gdy z dnia na dzień została skonfrontowana z tym, że jej kochane małe dziecko nie jest już takie małe i niewinne”.Pewnie teraz pozwoliliby jej pójść na dyskotekę.To musiało być super, znów poruszać się w rytm gorącej muzyki! Z młodymi, pełnymi energii ludźmi.Śmierć i choroba nie należały do tego świata.To nie oznaczało, że chciała zapomnieć o Dennisie.Przeciwnie.Odkąd zaakceptowała fakt, że on nie żyje, miała poczucie, jakby znów był blisko niej.Często z nim rozmawiała, pytała o jego zdanie.- Co o tym myślisz - powiedziała tego wieczoru do niego i popatrzyła na jego zdjęcie stojące na biurku, potem na „Słoneczniki” na ścianie - pojechać z rodzicami do Szwajcarii?Wolałabym o wiele bardziej pojechać z tobą do Bretanii.Albin jedzie tam z Jensem i Svenem.Ale o tym na pewno już wiesz.Nie chcę tu zostać sama w czterech ścianach.Sara leci na Cypr.Też z rodzicami.Ale ja nie mam najmniejszej ochoty smażyć się na słońcu.Ruch -może tego mi właśnie potrzeba.Często czuję ucisk w piersiach.- Zamilkła na chwilę, przesu-wając palcami po jego nosie, dużych uśmiechniętych ustach, kształtnym podbródku.Szkło, w które oprawiono zdjęcie, było zimne.- Tak bardzo mi ciebie brakuje - powiedziała - ale przecież muszę jakoś dalej żyć.Wzięła do ręki chusteczkę, starannie wytarła ślady palców ze szkła, wypolerowała ramkę i odstawiła zdjęcie na miejsce.- A więc postanowione: jadę na trzy tygodnie do Szwajcarii.To by było śmieszne, gdybym nie dała rady.*Hotel „Schöne Aussicht” zasługiwał na swoją nazwę.Désirée stała na balkonie oparta o drewnianą balustradę.Dokładnie pod nią na łagodnie opadającej w dół łące pasło się kilka krów z brązowymi łatami.Tworzyły ładny dodatek do imponującej górskiej panoramy.Jak wzrokiem sięgnąć - falujące wzniesienia.Zielone góry w Wallis, szaroniebieskie i pokryte śniegiem wielkie masywy na horyzoncie.„Szkoda, że nie mogę tam wejść”.Désirée niemal z tęsknotą spojrzała na szczyty gór w oddali.Cóż to musiało być za uczucie, stanąć tam, poczuć lodowaty podmuch wiatru i spojrzeć na leżący u stóp świat.W ciągu dziesięciu dni w ramach zorganizowanych wędrówek zdobyła góry w najbliższej okolicy.Otworzył się przed nią nowy świat.Kiedyś wyśmiewała się z „przyjaciółharcerzy” wędrujących w sznurowanych butach, z plecakami, lecz teraz patrzyła, kręcąc głową, na turystów, którzy zamierzali pójść w góry w letnich sandałach.Górskie szlaki były często wąskie i śliskie, odłamywały się kawałki skał, a na wąskich zakrętach miało się wrażenie, że droga prowadzi donikąd.Jednak ona szła coraz wyżej i wyżej, aż w końcu pojawiał się punkt widokowy, gdzie wszyscy bardzo zmęczeni, a jednak szczęśliwi, padali na drewniane ławki lub po prostu na skąpą trawę.Wyśmiewany kiedyś plecak krył w sobie przysmaki: niesłodzoną herbatę, pożywny wiejski chleb z szynką i dwa jabłka.Désirée nie mogła sobie przypomnieć, żeby kiedyś jadła z większym apetytem niż teraz, w milczeniu, spoglądając na rozległe niziny.W skupieniu gryzła ziarnisty chleb, delektowała się lekko słonym smakiem szynki, gasiła pragnienie chłodną herbatą i była zadowolona, prawie szczęśliwa.Ucisk w piersiach zniknął, poczuła się zjednoczona z otaczającym ją światem.DzisiajDésiréeplanowałapójśćzrodzicamiiprzewodnikiemnadwudziestokilometrową wędrówkę - dziesięć kilometrów do schroniska „Edelweiss” i z powrotem.Przez pierwsze dwa tygodnie świadomie przyłączała się do innych grup turystów.Denerwował ją wzrok mamy, która sprawdzała bez przerwy, czy wszystko jest w porządku, co było przejawem jej troski.Tata był spokojny jak zawsze.Jednak czuła, że jego stosunek do niej zmienił się w ostatnich miesiącach.Nie była już jego małą Desi.Musiał dopiero określić, kim teraz dla (niem.) Piękny Widok.niego jest.W wesołym nastroju w szóstkę - dołączyło do nich jedno małżeństwo z hotelu, pan i pani Schwieger - rozpoczęli wędrówkę.Pół godziny później Désirée została trochę w tyle.Usiadła na kamieniu i poluzowała sznurówki.Nagle zaczęła ją strasznie boleć kostka.Może coś uwierało ją w bucie? Zdjęła but i skarpetkę i dotknęła bolącej kostki.Nic nie było widać! Może but był za mocno zasznurowany.Ostrożnie włożyła skarpetkę, wygładziła ją na bolącej kostce, ubrała but i zasznurowała go tym razem trochę luźniej.Gdy stanęła na tej nodze, nie mogła powstrzymać okrzyku bólu.Grupa zatrzymała się przed następnym zakrętem.Przewodnik spojrzał na Désirée.- Coś się stało?Dziewczyna opadła z powrotem na kamień.- Nie wiem - zawołała.- Bardzo boli mnie kostka.- Skręciłaś ją? Jesteś ranna? - zmartwiła się mama.- Zdejmij but i pokaż ją.Désirée miała ochotę tupać ze złości.Dlaczego właśnie podczas wędrówki z rodzicami coś się musiało wydarzyć? Do tej pory mogła się wspinać jak kozica górska, a właśnie dzisiaj coś jest nie tak.Z trudem powstrzymała westchnienie i ponownie zdjęła but i skarpetkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]