[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W ręce trzymał małe metalowe pudełko.- Jeśli zapali - zaproponowała - pojedziemy kolumną.Ty pierwszy, ja za tobą.Jak się zakopię, przeskoczymy do twojego grata.Ale nie sądzę, by do tego doszło.To całkiem niezły samochód.Gdyby tylko moja szwagierka nie używała go jako skrytki na narkotyki… - Głos jej zadrżał, więc mocno zacisnęła wargi.- Nie sądzę, żebyśmy musieli jechać daleko, nim wydostaniemy się na czystą drogę - odezwał się David, nie podnosząc wzroku wbitego w maskę samochodu.- Czterdzieści pięć, pięćdziesiąt kilometrów? Potem powinno być lepiej.- Mam nadzieję, że się nie mylisz.- Mary uśmiechnęła się do niego.- Jest jeszcze jedna, odrobinę poważniejsza sprawa - stwierdziła Cynthia.- Co opowiemy policji? Mam na myśli prawdziwą policję.Przez chwilę panowało milczenie.Przerwał je David, nadal wpatrzony w maskę acury.- To, co oczywiste.Reszty niech się domyślają sami.- Nie rozumiem cię - zdziwiła się Mary, choć miała wrażenie, że rozumie go… i to całkiem nieźle.Chciała jednak, żeby mówił.Chciała, żeby z nimi był, nie tylko ciałem, lecz także duchem.- Ja opowiem, jak złapaliśmy gumę i zły gliniarz przywiózł nas do miasta.Jak skłonił nas, żebyśmy wsiedli do radiowozu, mówiąc, że na pustyni jest zły człowiek z karabinem.Mary, ty opowiesz im, jak zatrzymał ciebie i Petera.Steve, ty powiesz, że szukałeś Johnny’ego i Johnny do ciebie zadzwonił.Ja powiem, jak uciekliśmy po tym, kiedy zabrał mamę.I jak poszliśmy do kina.I jak zadzwoniliśmy do ciebie, Steve.Potem opowiesz, jak dotarłeś na miejsce.Całą noc spędziliśmy w kinie.W kinie.- Nigdy nie byliśmy w kopalni, co? - skonstatował z namysłem Steve.Wypróbowywał wersję Davida.Na gorąco.Chłopiec skinął głową.Sińce na jego szyi błyszczały w coraz mocniej świecącym słońcu.Już robiło się gorąco.- Oczywiście - przytaknął.- A… przepraszam cię, ale muszę… a twój tata? Co z nim?- Poszedł szukać mamy.Chciał, żebym został z wami w kinie, więc zostałem.- I niczego w ogóle nie widzieliśmy, co? - spytała Cynthia.- Nie, właściwie to nie widzieliśmy niczego.- David otworzył pudełko i dał Mary kluczyki.- Może spróbujesz, czy silnik zapali?- Za chwilkę.Co władze pomyślą sobie o tym wszystkim? O martwych ludziach i martwych zwierzętach? Co powiedzą? O czym poinformują?- Wiecie, są ludzie, którzy wierzą, że w latach czterdziestych niedaleko stąd rozbił się latający talerz -powiedział nagle Steve.- Wiedziałaś o tym?Mary pokręciła głową.- W Roswell, w Nowym Meksyku.Plotki głoszą, że byli nawet rozbitkowie.Astronauci z innej planety.Nie wiem, co z tego jest prawdą, ale przecież wszystko możliwe.Są dowody na to, że w Rockwell zdarzyło się coś mocno niecodziennego.Rząd wszystko ukrył.Tak samo będzie z tym.Mary uderzyła go po ramieniu.- Paranoja to mówi, nie ty, malutki.Steve tylko wzruszył ramionami.- A jeśli chodzi o to, co sobie pomyślą… może trujący gaz? Jakieś straszne gówno wystrzeliło z głębi ziemi i wszyscy powariowali.Prawie jak w życiu, nie?- Prawie jak w życiu - przytaknęła Mary.- Myślę, że najważniejsze, żebyśmy wszyscy opowiedzieli tę samą historię, dokładnie tak, jak nam poradził David.Cynthia wzruszyła ramionami.Wróciło coś z dawnej, ujmującej pozy dziewczyny, która wszystko ma w nosie.- A jeśli się załamiemy w krzyżowym ogniu pytań i powiemy prawdę, to nam uwierzą bez zastrzeżeń, nie?- Może i nie uwierzą - zgodził się z nią Steve - ale wolałbym nie spędzić następnych dwóch miesięcy na wpatrywaniu się w kleksy i rozwiązywaniu zagadek, jeśli mogę je spędzić, wpatrując się w twą egzotyczną, tajemniczą twarz.Znów klepnęła go w ramię, tym razem mocniej.Dostrzegła, że obserwuje ich David.- A ty jak sądzisz, mam egzotyczną i tajemniczą twarz? - spytała go.Chłopiec odwrócił się i zapatrzył w widoczne na północy góry [ Pobierz całość w formacie PDF ]