[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie mogłabym jej tego zrobić.Nie wiem, jak jej o tym powiem.Złamię jej serce.Lepiej złamać je raz a dobrze, niż nieustannie podłamywać - powiedziała Betty.- Byłby w jej życiu jednym wielkim rozczarowaniem.Daria była jego księżniczką - stwierdziła Emily.- Nie zrobiłby jej krzywdy.Uważasz, że porzucenie ciężarnej mamusi i życie na kocią łapę z żoną innego mężczyzny nie jest wyrządzaniem dziecku krzywdy? - zapytała Betty.Pani ciasteczka są bardzo kwadratowe - odezwał się raptem Monk.Idealnie kwadratowe - dodała kobieta.- Nie posmakuje pan?- Lubię na nie tylko patrzeć - odrzekł Monk.Znowu poczułam dreszcze.- Jego kochanka była zamężna? - zapytałStottlemeyer.78Claire i jej mąż, Eddie, byli naszymi najbliższymi przyjaciółmi — wyjaśniła Emily.— W każdą środę graliśmy w brydża.Nie mam pojęcia, co ona widziała w Clarke'u — sarknęła Betty.Ja mam - powiedziała Emily, a po jej policzku potoczyła się łza.- Był jak pluszowy miś.Nigdzie nie czułam się bezpieczniej niż w jego ramionach.Po tym wszystkim, co jej zrobił, w sercu Emily wciąż tlił się płomyk miłości.Może to tylko hormony.Kiedy byłam w ciąży, moje nagłe zmiany nastroju działały na męża jak razy bicza.- Och, daruj sobie - powiedziała Betty, podając szybko Emily chusteczkę z pudełka stojącegona stoliku do kawy, a zaraz potem sięgnęła podrugą, by zetrzeć kroplę łzy, która spadła na foliową narzutę na kanapie.Potem złożyła równo chusteczkę i wsunęła ją do kieszeni.- Był dzieckiem, które nigdy nie wydoroślało -dodała.Widziałam, jak Monk patrzy na Betty.Miałam wrażenie, że po raz pierwszy tego dnia ogarnął go wewnętrzny spokój.Znowu poczułam chłód i nie potrafiłam zrozumieć dlaczego.Ma pani piękne mieszkanie - powiedział Monk do Betty.Dziękuję panu.- Podnosi na duchu.Podnosi na duchu?Gdzie była pani wczoraj wieczorem? - zapytał Disher Emily.Jestem w siódmym miesiącu ciąży i mam pię-79cioletnią córkę.Jak pan myśli, gdzie mogłam być, panie poruczniku? — powiedziała Emily.— W domu.Czy ktoś może to poświadczyć?Moja córka, jak przypuszczam.O której godzinie położyła się spać? - zapytał Disher.Podejrzewa pan, że wymknęłam się z domu, gdy spała? - zapytała Emily.Mogło tak być - powiedział Disher.Niech pan na mnie spojrzy, poruczniku.Z trudem chodzę - mówiła Emily.- Poza tym nie zostawiłabym córeczki samej w domu, nawet po to, żeby zamordować męża.Za jaką matkę pan mnie ma?Jeśli chodzi o mnie, było to bardzo przekonujące alibi, ale domyślałam się, że trzeba być matką, by łatwiej to zrozumieć.Nie mogę wyjść z podziwu, jak pani składa serwetki — powiedział Monk.- Czy pani je prasuje?Oczywiście - odpowiedziała Betty.- Czyż nie każdy to robi?W świecie doskonałym - przyznał Monk.— Szkoda, że w takim nie żyjemy.Ja żyję - odpowiedziała Betty, zataczając wokół siebie ręką.Znowu przejęły mnie zimne dreszcze i wtedy do mnie dotarło.Gdyby pani Monk dzisiaj żyła, przypominałaby prawdopodobnie Betty, a jej mieszkanie wyglądałoby tak samo: okryte folią i domowym ciepłem jak kostnica.Mogła pani wynająć mordercę — stwierdził Stottlemeyer.To wymagałoby pieniędzy - odparła Emily.-Ciarkę mocno zaciska mi pasa.Teraz już nie zaciska.80Gdzie moja córka znalazłaby zabójcę? W książce telefonicznej? - Betty pokręciła głową.- Powinni się panowie wstydzić, zadając takie pytania.Ja się wstydzę — przyznał Monk.— Bardzo.Pan jeszcze żadnego pytania nie zadał - zauważyłam.Powinni panowie porozmawiać z Eddiem Tri-cottem - powiedziała Emily.- To mąż Claire.Romans żony go rozwścieczył, a poza tym jest bogaty.Kto wie, do czego mógł się posunąć.Czy przyszło panom w ogóle do głowy, że morderstwo Clarke'a nie musi mieć nic wspólnego z moją córką czy tą żałosną miłostką Clarke'a? - zapytała Betty.Nie - przyznał Stottlemeyer.Ciarkę był radcą prawnym szpitala Memoriał w San Francisco - mówiła dalej Betty.- Przez lata pracy uczynił sobie wielu wrogów, wygrywając procesy sądowe z pacjentami, którzy oskarżali szpital o błędy w sztuce medycznej.Być może któryś z nichinie wytrzymał i szukał odwetu.W serialu Boston Legał takie rzeczy są na porządku dziennym.Jeśli oglądała to pani w telewizji, to rzeczywiście jest to możliwe - powiedział Stottlemeyer.-Będziemy musieli to obejrzeć.Mają państwo jeszcze jakieś pytania? - Emily z trudem podniosła się z kanapy.- Muszę odebrać córeczkę z przedszkola i powiedzieć jej, że tatuś nie żyje.Myślę, że to wszystko - powiedział Stottlemeyer.— Dziękuję, że poświęciła nam pani tyle czasu, pani Trotter.Przykro mi z powodu tak bolesnej straty.81- To strata dla naszej córeczki - odparła Emi-ly.- Ja straciłam męża dawno temu.Wstałam i ruszyłam za Stottlemeyerem i Disherem do drzwi.Ale Monk się nie ruszył.Obejrzałam się na niego.Nadal siedział na kanapie ze złożoną serwetką na kolanach.Wychodzimy, panie Monk - powiedziałam.Idźcie - odpowiedział.- Ja zostaję.Skończyliśmy już przesłuchanie, panie Monk.Wychodzimy.Ja nie wychodzę.Miisi pan wyjść.Wolałbym nie - odparł.Emily zerknęła na kapitana Stottlemeyera.Czy on ma dobrze w głowie? — zapytała.Niewykluczone, że rozwiązuje zagadkę morderstwa — powiedział z nadzieją Stottlemeyer.— Mam rację, Monk? Chodzi ci coś po głowie?Ona piecze takie kwadratowe ciasteczka - powiedział Monk.- Prasuje serwetki i równiutko je składa.Nigdzie nie ma śladu kurzu.Meble są osłonięte folią.To raj.Moje wyobrażenie raju jest pozbawione foliowych narzut, ale cóż, być może mam za mało wyobraźni.Dziękuję panu - powiedziała Betty.- Tak powinno wyglądać w każdym mieszkaniu.Nie mogę wyjść - oświadczył Monk.Nie może pan zostać, panie Monk - próbowałam go przekonać.Dlaczego?Ponieważ pan tu nie mieszka.- Ale bardzo chciałbym.- Monk spojrzał na Betty błagalnym wzrokiem.- Mogę?82Pan chce ze mną zamieszkać? — zapytała Betty.Zgadzam się - powiedział Monk i rozparł się wygodnie na kanapie, szeleszcząc foliową narzutą.To nie było zaproszenie, panie Monk - powiedziałam.Ależ oczywiście - stwierdził Monk i odwrócił się do Betty.— Nie mieszkają tu w okolicy żadni ludożercy, prawda?Ludożercy? - powiedziała Emily.- Czy on oszalał?Stottlemeyer podszedł do Mońka zdecydowanym krokiem, chwycił go pod ramiona i jednym ruchem dźwignął z kanapy.- Proszę wybaczyć koledze - powiedział.- Maproblemy osobiste.Stottlemeyer wyprowadził Mońka za drzwi.Di-sher ruszył za nimi.Ja też chciałam wyjść, lecz zatrzymała mnie Betty.- Proszę zaczekać.— Wzięła z talerza cztery ciasteczka i ułożyła je na złożonej serwetce.- Niechpani weźmie.Może poprawią koledze nastrój.- Dziękuję.- Wzięłam ciasteczka i wyszłam.Stottlemeyer, Disher i Monk czekali na mnieprzed samochodem.To było żałosne - mówił Stottlemeyer do Mońka, który zaczął bezłzowo płakać, co zdawało się jeszcze bardziej irytować kapitana [ Pobierz całość w formacie PDF ]